Blog poświęcony grom otome visual novel oraz light novel

Hakuouki: Yuugiroku Ni: Matsuribayashi to Taishi-tachi edycja limitowana


Trwało to długo, bo aż prawie miesiąc, ale w końcu doczekałam się paczuszki :)


Wraz z premierą Kyoto Winds odżyło moje zamiłowanie (czy raczej sentyment) do serii Hakuoki, także nie mogłam sobie odmówić kolejnego tytułu z dziarskimi samurajami (i demonami) do kolekcji. Komediowa seria Yuugiroku nie należy do specjalnie odkrywczych, ba, to raczej gra-popierdółka, ale edycja limitowana drugiej części cyklu jest naprawdę zacna.

Seria Yuugiroku to spin-off serii Hakuouki, w którym dobrze znani bohaterowie przybierają wizerunki chibi i przeżywają zabawne przygody. Podobnie jak Hakuoki SSL, gra jest nastawiona na mini-gierki, których przejście popycha fabułę do przodu. Co ciekawe, na koniec każdej ścieżki dostajemy krótkie sceny, ukazujące losy pary po wydarzeniach z głównej serii (dzieją się jeszcze później, niż epilogi z wydania na ps3).


Edycja limitowana (kolekcjonerska) zawiera


  • grę w standardowej wersji na konsolę PSP
  • kolekcjonerskie pudełko
  • mini-artbook / booklet
  • trzy CD dramy
  • portmonetkę / saszetkę z motywem z gry
  • sześć przywieszek z bohaterami tytułu










Moje wrażenia:

Nikogo zapewne nie zdziwi, gdy powiem, że kolektorka bardzo mi się podoba i jest jedną z moich ulubionych zdobyczy na psp. Dobór przedmiotów jest ciekawy, a ich wykonanie zaskakująco solidne. Nawet saszetka (którą dostałam lekko pobrudzoną :() daje radę - szwy są grube, a nitki poukrywane. Najlepiej prezentują się metalowe zawieszki, które są są spore i nawet ciężkie. Niestety, końcówka do zawieszenia przy telefonie jest tylko jedna, przez co tylko jednego z panów możemy nosić na raz przy sobie (nie wiem, jak inni, ale ja nie miałabym problemu z wyborem :D). Do pełni szczęści brakuje mi tylko bogatszego mini-artbooku (w tym grafik jest jak na lekarstwo).



Na koniec trochę screenów z samej gry:












Recenzja | Period: Cube ~Shackles of Amadeus~


Zdawałoby się, że kolejność rozgrywania ścieżek to sprawa indywidualna i rozpoczęcie gry facetem najbardziej rzucającym się w oko nie może w żaden sposób zaszkodzić w odbiorze całej historii. Cóż, to nie do końca tak... Przez zapałanie do bohatera miłością od pierwszego wejrzenia zepsułam sobie pierwsze wrażenie o tytule, co nie powinno być miejsca, gdyż Period: Cube nie zawodzi na żadnym polu.


Rany, jak ja czekałam na ten tytuł! Nie dlatego, że był mi już znany przed premierą (wręcz przeciwnie, nie miałam pojęcia, że taka gra w ogóle istnieje), ale ponieważ musieliśmy czekać ponad rok na nową lokalizację otome na konsolę. Prawdę mówiąc, wymagania miałam wysokie: Otomate - firma, która nie zawodzi oraz Aksys - wydawca, który nie lokalizuje byle czego, spodziewałam się zatem produkcji wyjątkowej, odważnej i z fajnym pomysłem na siebie. Dostałam to, ale... nie od razu.