Recenzja | Love Magic 2 (sezon 2) [Android]


Kocham gry Hanabi za ich lekkość, humor i oryginalność, ale wśród ogranych przeze mnie tytułów tylko Love Magic zapisał się w moim sercu złotymi zgłoskami. Sezon pierwszy był fenomenalny; śmieszyły komiczne sytuacje, poruszały pełne napięcia sceny i smuciły te, który smucić miały. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że część druga utrzyma poziom poprzedniczki i faktycznie... go nie utrzymała... bo wręcz podniosła!


Gwoli przypomnienia, Love Magic to darmowa mobilna gra studia Hanabi opowiadająca o przygodach Derryth, nastolatki, która pewnego dnia dowiaduje się, że jest czarownicą. Dziewczyna wkracza do świata magii z kocim chowańcem, Minuetem, u boku oraz swoją pierwszą miłością na celowniku, wszakże czary to najlepszy sposób na zdobycie męskiego serca! Paris niestety szybko okazuje się być fatalnym wyborem dla początkującej wiedźmy - jakby nie patrzeć nasze ciacho to łowca czarownic! Gdyby tego było mało, chłopak odkrywa, że nowa użytkowniczka magii pojawiła się w mieście i szykuje podstęp, aby odkryć jej tożsamość! Czy może być jeszcze gorzej? Tak, gdy między tę dwójkę wkracza osoba trzecia.


 Recenzja pierwszego sezonu Love Magic



Sezon drugi bezpośrednio kontynuuje wydarzenia z części pierwszej: Derryth o włos uniknęła zdemaskowania, przez co podstęp Parisa spalił na panewce. Dziewczyna wraz z Minuetem wracają do domku babci, gdzie odkrywają kradzież rodzinnego grymuaru. Ale to tylko początek kłopotów naszego duetu... 

Sequel Love Magic posiada wszystko to, co poprzedniczka: lekkość w opowiadaniu historii, nieskomplikowaną fabułę, niebanalny humor, nieprzewidywalny scenariusz i fantastycznych bohaterów, dodając to tej, już genialnej, kombinacji garść autoparodii  i trudnych wyborów. Na Derryth czeka sporo decyzji, nie tylko związanych z dwoma chłopakami, ale też innymi osobami z jej otoczenia. Podziwiam Hanabi za to jak zręcznie manewruje historią, abyśmy zadbali nie tylko o naszego wybranka, ale też o pozostałych bliskich bohaterki.

Sama kradzież księgi czarów, choć z pozoru banalna, prowadzi do nieprzewidywalnych wydarzeń, które nie tylko rozpoczynają nowe wątki, ale i zamykają te jeszcze niedomknięte z sezonu pierwszego. Powracają znane już wcześniej postacie, ale tym razem z nowymi celami i motywacjami w życiu. Największą jednakże zmianę zaliczy nasze trio: Derryth, Minuet oraz Paris, których losy jeszcze mocniej się zacieśnią pod wpływem nieuniknionej konfrontacji z potężniejszym wrogiem. Jeżeli myślicie, że Minuet to nadal słodziak, a Paris to ciągle buc, na pewno mile się zaskoczycie. Sama kończąc sezon pierwszy, nigdy bym nie pomyślała, że to blondynek skradnie mi serce w kontynuacji, a nie stary poczciwy kocur.

Derryth jest jeszcze cudowniejsza niż w sezonie pierwszym; na początku historii dziewczyna dopiero raczkuje w dziedzinie magii i podejmuje lekkomyślne decyzje, kierując się nie dobrem ogółu, a własnymi zachciankami. Tutaj bohaterka jest już doroślejsza, pewniejsza siebie - zdecydowana pomagać w pierwszej kolejności swoim przyjaciołom, a jakby jeszcze było tego mało, jest badassem.

Zdawałoby się, że wraz z nową postawą Derryth produkcja traci na humorze, ale tak nie jest; faktycznie, pojawia się więcej scen dramatycznych i zmuszających do refleksji, ale to nadal stare dobre Love Magic z absurdalnym, niewymuszonym i niebanalnym humorem.

Chłopaki standardowo dają radę i nie idzie ich nie kochać, aczkolwiek fanki Minueta mogą się poczuć lekko rozczarowane. Prawdą jest, że sezon pierwszy trochę faworyzował naszego kociego towarzysza, który ze względu na osobowość, koneksje i pokrewny cel był naszym naturalnym pierwszym wyborem. Hanabi najwidoczniej zauważyło (lub taki był plan) ten dysonans pomiędzy popularnością obu panów, i tak w sezonie drugim to Paris ściąga na siebie całą uwagę. Nie oznacza to oczywiście, że Minueta jest mniej - obaj panowie dostali tyle samo czasu na ekranie oraz sekretów do wyjawienia, ale to historia Parisa obfituje w żar i emocje, podczas gdy relacja bohaterki z kocim chowańcem do końca pozostaje bardzo niejednoznaczna. Najlepiej to widać rozgrywając oba zakończenia - finał łowcy czarownic jest dłuższy, zabawniejszy i, przede wszystkim, obfitujący w płomienne uczucia, gdy ending kocura kończy się kameralnie i to zaraz po rozpoczęciu. Gdybym w drugim sezonie pałała tą samą miłością do Minueta co w części pierwszej, na pewno poczułabym się dotknięta zabiegiem twórców, ale, prawdę mówiąc, spłynęło to po mnie jak po kaczce, bo
#TeamParis

Innych nowości raczej nie doświadczymy, aczkolwiek Hanabi pobawiło się autoparodią w większym stopniu niż w sezonie poprzednim. Twórcy już nie tylko obśmiewają swoje poprzednie produkcje, ale i nabijają się z samego Love Magic oraz wewnętrznych opcji gry (np. brak przycisku skip). Pod tym względem najzabawniej wypada scena, w której Paris przedstawia bohaterce własnoręcznie stworzoną grę otome opowiadającą historię łudząco przypominającą odbyte przez nich przygody. O tytule już nawet nie wspomnę :)


W samej mechanice gry nie doświadczymy żadnych zmian. Grając, nadal trzeba pamiętać, że tytuł nie posiada opcji wczytania zapisu, a co za tym idzie, wszystkie podejmowane przez nas decyzje są permanentne. Wybory ponownie są podchwytliwe, ale intuicyjne. Rozczarowuje tylko finał, który cierpi na przypadłość Life is Strange - wszystkie nasze wcześniejsze wybory idą do kosza, a nasza ostateczna decyzja polega na wyborze jednego z chłopaków. W grach każdego innego studia byłby to zabieg niedopuszczalny, zważywszy jednak na mechaniki (czy raczej ich brak) tak charakterystyczne dla Hanabi, jestem w stanie im to wybaczyć.

Love Magic 2 to bardzo udana kontynuacja serii, która z miejsca skradła moje serce. Niestety, to już (najprawdopodobniej) koniec przygód Derryth i chłopaków, aczkolwiek widząc, jak wspaniałe sequele potrafi robić studio, nie omieszkam sprawdzić kolejnego sezonu Mystery Symbol.

* * *


Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 31 lipca 2017
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak
Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play

Komentarze