[Recenzja gry otome] 7's☾arlet ~Wzgórza Okunezato mają oczy~


Nadrabiania zaległości ciąg dalszy! Dzisiaj ponownie biorę na warsztat grę z serii Lato tajemnic, wydaną w tym roku przez Aksys Games. Chociaż klimat produkcji bardziej pasuje na halloweenową recenzję niż słoneczne jesienne dni, 31 października na blogu zadebiutuje coś jeszcze straszniejszego. Stay tuned!

7'scarlet to druga z trzech gier otome wydana w tym roku pod szyldem Lato tajemnic. Produkcja w przeciwieństwie do Black Butterfly oraz Ashen Hawk (którą dopiero zamierzam rozpocząć) stworzyło nie jedno studio, a dwa: Otomate oraz Toybox. Wynikiem tej kolaboracji jest gra w starym, dobrym stylu, ale z wyjątkowo piękną i magiczną oprawą graficzną oraz dźwiękową. No i tu właśnie pojawia się problem...

"Powiedzieć "żegnaj" to po trochu umrzeć."
Główna bohaterka, Ichiko, w rocznicę zniknięcia starszego brata przyjeżdża do Okunezato, małego, odludnego miasteczka, w którym ostatni raz widziany był zaginiony. Dziewczyna wraz ze swoim przyjacielem, Hino, docierają do jedynego hotelu w okolicy i biorą udział w spotkaniu fanów zjawisk paranormalnych i miejscowych legend. Wkrótce w mieście dochodzi do serii tajemniczych zniknięć i morderstw.

Choć protagonistką gry jest nastolatka, Ichiko, niekwestionowanym głównym bohaterem jest samo miasteczko, Okunezato. To wokół niego i w nim rozgrywa się opowieść, a zagadkę jego powstania oraz lokalnych legend przyjdzie nam poznać za sprawą odwiedzającej go Ichiko. Podobnie jak inne niesławne miasteczko Silent Hill, miejsce to ma własną historię, charakter, a nawet zalążek świadomości oraz znacząco wpływa na swoich mieszkańców.

Okunezato, będąc odseparowane od reszty kraju górami i lasami wykształciło swoje wyjątkowe wierzenia, które, pomimo postępu technologicznego, nadal są pielęgnowane przez miejscowych. Ich szerokie spektrum sięga od przyjacielskiej maskotki pandy, która, wędrując po mieście, daje sobie robić fotki, przez zagadkowe ogniki, aż po nieumarłych, wstających z grobu i polujących na ludzi. Od pierwszych chwil spędzonych w mieście czuć, iż Okunezato jest miejscem magicznym, aczkolwiek, jak Ichiko szybko się przekonuje, skrzętnie ukrywa swoje najskrytsze sekrety. Poznanie ich wszystkich będzie dla dziewczyny nie lada orzechem do zgryzienia - z jednej strony, samo miasteczko nie chce ujawnić swoich tajemnic, z drugiej, pewni mieszkańcy rzucają kłody pod nogi bohaterce. Co jednak najciekawsze, nie tylko Okunezato skrywa zagadki, bo jak się okazuje zarówno miejscowi, jak i turyści mają sporo za uszami. Czy w takim razie protagonistka, która ma dziwne luki w pamięci, może być wyjątkiem?

Recenzowana przeze mnie produkcja wywiązuje się ze swoich założeń perfekcyjnie, przedstawiając piękną historię, naszpikowaną japońskimi wierzeniami oraz nie jedną a kilkoma zagadkami do rozwiązania. Ich ilość i stopień "wtajemniczenia" rosną w miarę zbliżania się do ostatecznej tajemnicy - zniknięcia brata bohaterki oraz serii niewyjaśnionych morderstw. Po drodze wraz z Ichiko przyjdzie nam poznać sekrety z pozoru trywialnych, nic nie znaczących spraw, które jednak znajdą swój wydźwięk w dalszych partiach gry, np. powód, dla którego bohaterka nie lubi truskawek lub etymologia tytułu produkcji. Pod tym względem 7'scarlet przypomina puzzle, których porozrzucane w nieładzie elementy przyjdzie nam poskładać samemu.

Pomimo horrorowego zabarwienia, tytuł nie odbiega daleko od tradycyjnej stylistyki gier otome ze stajni Otomate. Początek historii jest lekki, czasem komediowy i przez większość czasu przyjdzie nam poznawać okolicę oraz jej mieszkańców. Od czasu do czasu jesteśmy atakowani straszakami, niczym zapowiedź nadchodzącego horroru, ale prawdziwe napięcie i groza pojawiają się dopiero w dalszych partiach gry, gdy Ichiko zacznie na poważnie wściubiać nos, tam gdzie nie powinna. Spośród polowania na upiora, włóczenia się po lesie i porwania, moją ulubioną sceną była sekwencja, w której, przeprowadzając wywiad z innymi rezydentami hotelu, musieliśmy ustalić sprawcę incydentu. Oczywiście, nie jest to żadne odkrycie, biorąc pod uwagę całą branżę grową, jednak zabawę w detektywa odebrałam jako powiew świeżości w gatunku (lepszą zagadkę na temat czyjejś tożsamości oferowała tylko siostrzana produkcja, Collar x Malice).


Na ten moment przyszło mi jedynie zachwycać się recenzowanym tytułem, zatem czas na pierwszą łyżkę dziegciu. Przez sporą część historii ton gry jest pogodny - mimo, iż Okunezato jest miejscem zaginięcia jej brata, Ichiko zachowuje się jakby była na wakacjach. Podobnie jednak do sinusoidy lekki klimat gry jest ciągle zaburzany przez straszaki, zagadki i podejrzane informacje wychodzące na jaw.  Nie to jednak jest prawdziwym problemem 7'scarlet, ponieważ sceny przygody poprzeplatane grozą łączą się tu fenomenalnie. Pierwszym mankamentem tytułu są błędy w rozpoznaniu tonu. Zdarzają się sytuacje, gdy dzieje się coś niedobrego i bohaterowie są w stresie, a klimat jest nadal sielankowy. Aby długo nie szukać, oto przykład: na pewnym etapie fabuły jedna z postaci (Yuki) znika bez śladu. Kiedy Ichiko wyrusza na jej poszukiwania, wpada na znajomych i przekazuje im złe wieści. W trakcie rozmowy o tym, gdzie zaginionego/-ą szukać w tle przygrywa skoczna muzyczka, a postacie żartują sobie i w żaden sposób nie okazują troski. Chyba nie tak to miało wyglądać?

Kolejnym problemem są niedociągnięcia i dziury fabularne. 7'scarlet bazuje na bardzo skomplikowanej, wielowarstwowej fabule i ta, niestety, nie w każdym aspekcie została do końca przemyślana. Ukończywszy wszystkie ścieżki, dotarło do mnie, iż pewne wydarzenia przedstawione na samym początku nie mają sensu lub się wykluczają, np. Tsukuyomi, będąc upiorem, powinien po śmierci przemienić się i rozpaść na płatki kwiatów, natomiast w ścieżce Isory jego nadpalone ciało zostaje odnalezione w całości. Dziury fabularne to natomiast: dlaczego Hino ma czerwone tęczówki (skoro takowe były kojarzone z upiorami) oraz czemu Tsukuyomi rani sam siebie w ścieżce chłopaka? Szukając odpowiedzi na te pytania na reddicie, natknęłam się na próby wyjaśnienia tych kwestii przez użytkowników, ale, szczerze mówiąc, nie wierzę, iż było to zaplanowane przez twórców. Według mnie, scenarzyści po prostu pogubili się w meandrach fabuły i nie sprawdzili należycie historii pod kątem nielogiczności.

Okunezato zamieszkuje garstka postaci, z którymi przyjdzie Ichiko się zaprzyjaźnić i rozwiązać zagadkę miasta. Naszymi najbliższymi kompanami będą Hino, przyjaciel protagonistki, pracownicy oraz rezydenci hotelu. Wszyscy bohaterowie, nawet ci drugoplanowi, swoją kreacją idealnie wpisują się w klimat produkcji i grają niezastąpione role. Choć samych chłopaków do romansowania jest tylko piątka, drugie tyle stanowią postacie poboczne. Wśród nich znajdziemy: Yuę (VA: Chiwa Saito), sympatyczną pokojówkę, Yukiego (Sanae Kobayashi), nadzwyczaj inteligentnego i ułożonego ucznia, pana Karasumę (Hiroki Yasumoto), zimnego i zamkniętego w sobie pisarza, fotografa Tsukuyomiego (Hiroki Takahashi)  oraz niezdarnego policjanta, Yasu (Daisuke Kishio). Wszyscy z listy, oprócz błazna Yasu (nie znoszę tego typu postaci) w mniejszym lub większym stopniu zaskarbiły sobie moją sympatię, po części ze względu na kreację, a po części przez skrywane sekrety. Osobą, która najbardziej mnie zaskoczyła był Kagura Tsukuyomi, natomiast Yuki okazał się do rany przyłóż. Chętnie zobaczyłabym więcej tak ciekawie zarysowanych postaci drugoplanowych w innych tytułach.





Główna bohaterka, Ichiko, nie ma czego się wstydzić przy pozostałych bohaterach. Choć jej charakter, co prawda, jest mocno "standardowy" dla tego gatunku gier, a jej uśmiech z jakiegoś powodu okropnie mnie irytował, to dziewczyna nadrabia braki odwagą, ciekawością i wytrwałością w szukania śladów brata. Głównym atutem protagonistki, dzięki któremu wszystko inne potrafię wybaczyć, jest jednak jej historia. Oczywiście, nie mam w planach niczego zdradzać; powiem tylko, iż jej zawiła przeszłość, spajająca wszystko w jedno, pozytywnie mnie zaskoczyła. Uwielbiam protagonistki, które są pełnoprawnymi postaciami, a nie tabula rasą, i tu taką właśnie dostałam.

Jak już wspominałam, bohaterów do romansowania mamy pięciu: naszego przyjaciela, Hino, hotelowego kucharza i barmana, Isorę, niezdarnego kociarza, Toę, będącego również na wakacjach studenta medycyny, Sousuke oraz surowego szefa hotelu, Yuzukiego. 7'scarlet jest produkcją jeszcze bardziej liniową niż Psychedelica of the Black Butterfly; kolejność rozgrywania ścieżek jest narzucona przez twórców i zaczynając grę po raz pierwszy, do dyspozycji mamy tylko dwóch panów: Hino i Isorę. Po przejściu obu historii odblokowuje się Toa, potem Sousuke, a na końcu Yuzuki. Dodatkowo, ukończywszy wszystkie pięć ścieżek otrzymujemy "prawdziwe" zakończenie oraz krótką opowieść dodatkową. Oto krótkie wrażenia z poszczególnych historii:


Hino | VA: Nobunaga Shimazaki

Najlepszy przyjaciel Ichiko i jej towarzysz podróży do Okunezato. Hino jest pogodny i wyluzowany, aczkolwiek zdarza mu się wkurzyć i wydrzeć o byle pierdołę. Mimo że, dzięki bogu, nie jest typem starszego brata, bywa czasami zdecydowanie zbyt opiekuńczy.

Hino to Hino, tak po prostu. Nie ma w nim nic porywającego ani odpychającego; no, może poza wiecznym narzekaniem i wrzeszczeniem na wszystko i wszystkich. Spośród piątki bohaterów i historii, ścieżka Hino jest zdecydowanie najnudniejsza (co nie znaczy, że najgorsza, o tym za chwilę...). No i, osobiście, chłopak jest nie w moim typie - nie znoszę romansów z przyjacielem w roli głównej.
















Isora | VA: Tetsuya Kakihara

Isora jest barmanem na tym dancingu w hotelu i całkiem w porządku kolesiem... na pierwszy rzut oka. Chociaż szybko zjednuje sobie sympatię Ichiko oraz gracza, po pierwszym rendezvous z bohaterką widać, że chłopak ma nierówno pod sufitem.

Ścieżka Isory to prawdziwy horror. Nie taki z duchami czy hektolitrami krwi, a z okropnie napisaną postacią w roli głównej. Isora jest odrażający, nie z samego faktu bycia yandere, ale dlatego, że jest to postać bez pomyślunku i celu. W swojej "chorobie" bohater nie przemierza ani kawałka drogi, bo skoro ratuje i troszczy się o Ichiko (wykorzystując jej bezradność na swoją korzyść), nie może być przecież zły (co z tego, że w ataku złości jest całkowicie nieobliczalny). Po prostu tragedia. Nawet fetyszyści nie znajdą w tej historii przyjemności, gdyż ta jest zwyczajnie nijaka.
















Toa | VA: Shotaro Morikubo

Toa to taki Jar Jar Binks w świecie 7'scarlet - nieporadny, nieogarnięty przegryw "tańczący" z kotami i wchodzący do damskich toalet. Bohater jednak, jak na błazna przystało, skrywa w sobie ciekawą tajemnicę, która zmieni, albo i nie, naszą opinię o nim.

To już trzecia ścieżka i w końcu zaczyna robić się ciekawie. Toa, cóż, to ponownie nie mój typ - niektórym pewnie przypadnie do gustu słodki, wstydliwy, nieporadny fajtłapa, mnie jednak od początku totalnie nie kupił (jestem za stara na kreskówki). Okej, od pewnego momentu kreacja bohatera  się zmienia, a jego historia okazuje się być zaskakująca, ale nie tego oczekiwałam od tytułu jakim  7'scarlet. Na plus jednakże zaliczam jego ukrytą tożsamość oraz prawdziwe zaskoczenie. Mimo, iż fanką nadal nie jestem, finał historii bohatera jest spektakularny. Ale to było dobre!







Sousuke | VA: Chiharu Sawashiro

Sousuke, podobnie jak Ichiko, przyjechał w przerwie od studiów medycznych na odpoczynek do Okunezato. Spokojny, racjonalny i poważny mężczyzna, mimo bycia tylko turystą, zdaje się dużo wiedzieć o mieście i jego legendach.


Oto historia i bohater na jakich czekałam! Po trzech nudnych lub wręcz okropnych ścieżkach wreszcie otrzymujemy konkret. Czwarta opowieść, w końcu, skupia się w całej okazałości na legendach oraz ich realnym zagrożeniu dla miejscowych. Najlepszą rekomendacją historii jest to, że będąc na miejscu Ichiko, nie raz przeżyłabym zawał. To również tutaj otrzymujemy cudowną scenę śledztwa z debatą na temat sprawcy włącznie. Co do samego bohatera, Sousuke jest po prostu kochany. To nie do końca typ zimnego gościa, bo szybko się okazuje, iż nie ma powodu być dla nikogo niemiły. Chłopak zwyczajnie twardo stąpa po ziemi, co, przy okazji, czyni go najbardziej kompetentnym członkiem drużyny.











Yuzuki | VA: Shinichiro Miki

Młody następca wpływowej rodziny w Okunezato oraz właściciel hotelu, w którym mieszka i pracuje Ichiko. Yuzuki jest surowy, wymagający i roztacza wokół siebie aurę władzy. Jeśli podążymy jego ścieżką, dowiemy się, iż nawet on ma własne słabości.

W tym miejscu muszę się powstrzymywać, aby nie pozwolić mojej wewnętrznej fangirl zawładnąć tym wpisem. Mówiąc krótko, ścieżka Yuzukiego jest fenomenalna i absolutnie mnie oczarowała. Ponieważ jest to ostatnia pełnoprawna historia w grze, wyjaśnione zostają tu (prawie) wszystkie wątki fantastyczne razem z tajemnicą miasta. Dodatkowo opowiedziana zostaje przeszłość oraz teraźniejszość Yuzukiego, który, podobnie jak Sousuke, jest wyjątkowo dobrze napisaną postacią. Towarzysząc mu w codziennych sprawach oraz przygodach, nie da się bohatera nie pokochać. Świetnie wypadają również zakończenia, jedno z nich (gdzie Yuzuki ginie i odradza się jako upiór) chwyta za serce jak żadne inne w całym gatunku. Podsumowując, to najlepsza historia w grze, a pozostałe, oprócz ścieżki Sousuke, mogą się schować.












Po ukończeniu wszystkich pięciu ścieżek odblokowane zostaje "prawdziwe zakończenie", związane z jednym z bohaterów. Nie spodziewałam się zobaczyć akurat tej osoby w roli "kanonicznego" chłopaka i, szczerze, wybór twórców trochę mnie zawiódł. Sam finał jest świetny i wyciska łzy nie gorzej niż Psychedelica of the Black Butterfly, szkoda tylko, iż od początku nie sympatyzowałam z bohaterem i jego los spłynął po mnie jak po kaczce. Drugi bonus, krótka opowieść jeszcze innej postaci, prezentowałaby się również ciekawie, gdyby Otomate nie przedobrzyło; romans z przyrodnim bratem, którego prawie w ogóle nie znamy jest strzałem w stopę. Może ładnie to wszystko wygląda i chce się nawet uronić łezkę, no ale nie, po prostu nie.

Jak widać, siłą 7'scarlet, a zarazem największą wadą są właśnie ścieżki. Niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić, ja jednak uważam, iż trzy pierwsze historie (Hino, Isora i Toa) nie sięgają do pięt dwóm ostatnim (Sousuke i Yuzuki); to już nawet nie dysproporcja, a przepaść w jakości. Oczywiście do pewnego stopnia jest to usprawiedliwione, gdyż z założenia im dalej, tym miało być ciekawiej, mimo to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pierwsza połowa gry to strata czasu. Nie jest to tragedia, jak w przypadku produkcji innych studiów (Dogenzaka, nigdy ci nie wybaczę), jednakże po Otomate spodziewałam się czegoś więcej. Dokładając do tego problemy, o których wspominałam wcześniej, nie jestem całkowicie przekonana do tytułu - z jednej strony go kocham, z drugiej najchętniej rzuciłabym go w kąt.

Wracając do tematu kolaboracji Otomate z Toybox przy produkcji 7'scarlet. Nie znalazłam informacji o tym, jak studia podzieliły między sobą pracę nad grą, pewne jest tylko to, że Toybox zajęło się oprawą graficzną i wizualną. I, OMG, jak 7'scarlet brzmi i wygląda! Te ilustracje, te tła, kolory, postacie i wszystko inne na ekranie wygląda przepięknie, wyjątkowo, magicznie! Mimo, iż warstwa fabularna trochę napsuła mi krwi, wizualnie to najpiękniejsza gra otome, w jaką grałam, a konkurentów miała wielu (Period: Cube, Reine des Fleurs).

Muzyka to również cudo, szczególnie openingi (tak, są dwa). Sama nie wiem, który jest cudowniejszy (chyba jednak pierwszy): Opening #1 & Opening #2. Szkoda, że filmiki nie przygrywają podczas uruchomienia gry, jak to ma zazwyczaj miejsce. Zamiast tego odblokowuje się je jak CG. Drobna wskazówka na koniec: aby zdobyć drugi opening należy ukończyć wszystkie ścieżki i dodatki, a następnie rozpocząć nową grę.

Czy polecam przygodę z 7'scarlet? To jedno z tych pytań, na które nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Tytuł wywołał we mnie mieszane uczucia: z jednej strony fabuła, sceneria, tajemnica, niektórzy bohaterowie oraz wykonanie stoją na najwyższym poziomie, z drugiej, aby dobrać się do co smakowitszych kąsków należy przejść nudniejszą połowę gry. Proszę jednakże pamiętać, że to tylko moja subiektywna opinia - to, że trzech z pięciu bohaterów było dla mnie męczących, nie oznacza, iż komuś innemu nie wpasują się w gusta. Mimo wszystko, jeśli po przeczytaniu tej (jak zawsze) długiej recenzji jesteście tytułem zainteresowani, bierzcie śmiało, nawet bez wyprzedaży (produkcja fizycznych nośników do Vity dobiegła końca, także pudełka prędzej czy później znikną ze sklepów).


~Galeria~

***


Znalezione obrazy dla zapytania 7 scarlet ps vitaSzczegóły wydania:
Deweloper: Otomate
Wydawca: Idea Factory (JAP) | Aksys Games (ENG)
Data wydania: 21.07.2016  (JAP) | 25.05.2018 (ENG)
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: PSV
Łączna liczba ścieżek: 5
Voice acting: tak
Animacje postaci: tak

Edycja pudełkowa: sklepy internetowe
Edycja cyfrowa: PSN

[Recenzja LN] Spice & Wolf tomy 1-7 ~Ekonomia pachnie wilkiem~



Rok powoli zbliża się ku końcowi, a na moim liczniku dopiero 49 przeczytanych książek z planowanych 70. Pora trochę oszukać podkręcić tempo i sięgnąć po krótkie, aczkolwiek wdzięczne tomy light novel, jaką jest Spice & Wolf.

Nie jestem wielką fanką light noveli. Długoletnia przynależność do wymierającego gatunku jakim są mole książkowe wyrobiła we mnie pewne gusta i od dłuższego czasu przestały mnie bawić proste, banalne i, co najgorsze, mało oryginalne historie. Nietrafiony humor, infantylizm, karykaturalne postacie, wtórność i seksizm to cechy, które, niestety, zawsze były i nadal są szeroko rozpowszechnione w gatunku, przez co "lekka proza" przez wielu nie jest traktowana na serio. Wcale się temu nie dziwię; widząc amerykańskie wydawnictwa prześcigające się w wydawaniu coraz to dziwniejszych tytułów (mój faworyt do tej pory to I've Been Killing Slimes for 300 Years and Maxed Out My Level), mam wrażenie, że gatunek nie mógł upaść już niżej. Ale jak to zwykle bywa, zdarzają się wyjątki; w tym wypadku tytuły, które swoją jakością dorównują popularnym dziełom beletrystycznym. Choć tej kultowej light novel nikomu, zapewne, przedstawiać nie trzeba, dzisiaj chciałabym podzielić się wrażeniami z lektury pierwszych siedmiu tomów Spice & Wolf.

"Lawrence podejrzewał, że dla kogoś niezaznajomionego z handlem rozgrywające się wydarzenia mogły zakrawać o kuriozum. Dawniej spory o ziemie rozstrzygano za pomocą uniwersalnego języka - miecza. Dzisiaj, gdy miejsce broni zajęły pióro i pergamin, negocjacje mogły się wydawać sztuczkami magicznymi. Lawrence był tego samego zdania. Tajemniczy sposób, w który pieniądze pojawiały się po zakończonych pertraktacjach przypominał przyzywanie demona za pomocą magicznego kręgu. Nic dziwnego, iż Kościół gardził kupcami i ich żądzą pieniędzy - cały handel zdawał się być tworem samego diabła."
(Spice & Wolf tom 9, str. 111 // tłumaczenie autorskie)
Świat wykreowany przez autora, Isunę Hasekurę, przypomina Europę okresu wczesnego średniowiecza. Wioski rozwijają się w miasta, kwitnie przemysł i handel, wojny przynoszą ogromne zyski, a nowa wiara monoteistyczna zaczyna wypierać pogaństwo. Wycinek kontynentu, na którym dzieje się akcja powieści nie różni się zbytnio od naszego świata z wyjątkiem jednego szkopułu - bóstwa z podań i wierzeń ludowych istnieją naprawdę. Na jedno z nich, przypadkiem, napotyka się Lawrence, bohater opowieści i wędrowny kupiec. Po opuszczeniu wioski Pasloe, na południu krainy, mężczyzna w swoim wozie znajduje dziewczynę z wilczymi uszami oraz ogonem. Holo, gdyż tak przedstawia się nieznajoma, okazuje się być pogańskim bogiem-wilkiem, który do niedawna doglądał okoliczne pola zboża. Zmęczona złym traktowaniem przez miejscowych, dziewczyna postanawia uciec z wioski i wrócić do swoich rodzinnych stron, lasów Yoitsu na dalekiej północy. Kupiec zgadza się zawieść boginię możliwie najbliżej celu, za co Holo odwdzięcza się pomocą w negocjacjach handlowych. Lawrence szybko odkrywa, iż wilczyca ma wyjątkową smykałkę do interesu, para postanawia zatem wykorzystać każdą okazję po drodze do wzbogacenia się.

Spice & Wolf to przepiękna opowieść o nietypowej przygodzie - młody kupiec, marzący o otworzeniu własnego sklepu, oraz kapryśna bogini z wybuchowym charakterem łączą siły, aby dotrzeć do lasów na północy, a po drodze znacząco się wzbogacić. Choć fantastyczna, nie jest to jest historia spod znaku magii i miecza; zamiast broni bohaterowie używają intelektu, a ich przeciwnikami nie są wojownicy i bestie, a inni żądni pieniędzy handlarze. Nie ma tu również za bardzo miejsca na wątki nadnaturalne - choć Holo, będąc boginią, zna parę sztuczek, dziewczyna oraz kupiec używają głównie głowy, informacji oraz doświadczenia, aby osiągnąć swój cel. Całość sprawia wrażenie produkcji typu Pheonix Wright: Ace Attorney, gdzie z, pozoru, nudnego i przyziemnego zawodu bohatera zrobiono epicką przygodę, pełną wartkiej akcji, napięcia i zwrotów fabularnych. Nietypowe rozwiązania sprawdziły się kapitalnie i Spice & Wolf  okazuje się być arcyciekawą, wciągającą i zaskakująca serią. Osoby niezaznajomione z handlem i ekonomią, takie jak ja, będą się szczególnie bawić, obserwując bohaterów wykonujących, jak to ujął Lawrence, "magiczne sztuczki". Oczywiście wszystko, co dotyczy handlu i transakcji jest na bieżąco wyjaśniane przez autora, dzięki czemu nie pogubimy się w odmętach ekonomii.

Główną siłą serii są bohaterowie, a wizytówką zmyślna wilczyca, Holo. Dziewczyna to jedyna w swoim rodzaju kobieca postać w literaturze. Pomimo bycia pogańską boginią, Holo jest nadzwyczaj ludzka - jest inteligentna, ale i arogancka, sprytna i przebiegła, charyzmatyczna i podstępna, otwarta i nieszczera, przyjacielska i złośliwa, dojrzała i dziecinna. Jeśli wydaje wam się, iż charakterystyka ta nie ma sensu, bo składa się w dużej mierze z przeciwieństw, zapewniam, że nie ma w tym nic dziwnego. Jak na postać z krwi i kości przystało, Holo nosi wiele jungowskich masek, a jej zachowanie zmienia się dynamicznie wraz z zaistniałą sytuacją; kiedy podczas negocjacji dziewczyna manipuluje innymi z zimną krwią, na osobności potrafi wybuchnąć i fochnąć się na Lawrence'a za żartobliwy komentarz. Spektrum emocji i reakcji wilczycy jest ogromny, a jej skomplikowanie potwierdza tezę, iż "kobiet nie da się zrozumieć". Pomimo całej ludzkiej otoczki, bohaterka nosi w sobie boski pierwiastek - czuć od niej nadnaturalną aurę, coś nieosiągalnego. Na przykład, ze względu na swoją długowieczność nawet sama Holo nie pamięta swoich wcześniejszych przygód, co za tym idzie, możliwe, iż nawet czytelnikowi nie przyjdzie poznać bliżej przeszłości zmyślnej wilczycy.

W porównaniu z Holo, Lawrence to prosty człowiek. Protagonista jest osobą szlachetną, dobroduszną, której pociąg do pieniędzy nie odebrał rozumu. Swoje batalie z innymi kupcami rozgrywa, w miarę możliwości, uczciwie i wykorzystuje ich osobiste machlojki oraz luki w myśleniu na własną korzyść. Nie można mu odmówić doświadczenia w branży i zdolności aktorskich, jednakże poza "sceną" mężczyzna jest starym, dobrym, nieskomplikowanym Lawrence'm. Niektórym bohater może się wydać nudny i po prostu "zwykły" (szczególnie w zestawieniu z wielowymiarową postacią Holo), dla mnie jednak jest idealną przeciwwagą dla swojej towarzyszki. Z jego rozwagą, spokojem i zdolnościami przewidywania oraz czytania z ludzkich twarzy Lawrence jest pozornie niepokonany, ale złote serce, wrażliwość i uczciwość ciągną go na dno. Dysonans ten nijako neguje Holo, która staje się jego nie tyle prawą ręką, co drugą głową.

Co do relacji samych bohaterów... Cóż, niełatwo ubrać ją w słowa. To zdecydowanie coś więcej niż partnerstwo i wspólny cel, ale niekoniecznie zakochanie - jak się zdało mówić "więcej niż przyjaźń, mniej niż miłość". Sam wątek romantyczny jest rozegrany bardzo nietypowo, tzn. parę nie tyle co nie ciągnie do siebie, co oboje nie zastanawiają się nad tą kwestią. Osobiście nie wierzę, że bohaterowie żyją w niewiedzy o swoich uczuciach; według mnie po prostu istnieje zbyt dużo różnic pomiędzy nimi, aby nawet myśleć o tym. Mimo, iż wiem jak całość się zakończy (tak, spoilery są złe), jestem bardzo ciekawa jak owa relacja się rozwinie.

Seria S&W składa się obecnie z dwudziestu tomów. Oryginalnie było ich siedemnaście (i w tylu zamyka się opowieść), autor jednak z okazji piątej rocznicy dopisał dodatkowe trzy historie o tytule Spring Log. Na tę chwilę nie wiadomo ile kolejnych tomów wyprodukuje Isuna Hasekura (może to definitywny koniec, a może dostaniemy kolejną dwudziestkę), pewne jest natomiast to, że seria doczekała się następcy w postaci Wolf & Parchment.

Pierwsze siedem tomów to głównie historie epizodyczne, każda z nich zamykająca się w jednej książce. Wyjątkiem jest siódemka, czyli zbiór trzech opowiadań. O ile tomy 1-6 trzymają bardzo wysoki i równy poziom, siódmy, niestety, mocno odstaje od reszty. Dwa ostatnie opowiadania są zwyczajnie nudne i nic nowego nie wnoszą do głównej serii, a pierwsze, choć przedstawia przygodę Holo przed poznaniem Lawrence'a, jest mocno rozczarowujące. Czytając tom, nie mogłam się doczekać powrotu do głównego nurtu fabuły.

Niedawno Studio JG, wydawca adaptacji mangowej S&W w Polsce, dało wyraźnie do zrozumienia fanom, iż light novelka ze stu procentową pewnością w naszym kraju się nie ukaże (JG przewiduje słabą sprzedaż w porównaniu z ogromnymi kosztami tłumaczenia). Wydawany od kilku lat komiks oczywiście nie dorasta oryginałowi do pięt (wiem, bo przeczytałam pierwsze dziesięć tomów), ale "na bezrybiu rak też ryba". Jeśli chcecie sięgnąć po angielską wersję novelki, cóż, polecam zaopatrzyć się w dobry słownik. Zwroty używane przez tłumacza oddają realia średniowiecza (np. Holo często mówi w Middle English), a większa część historii wiąże się z terminami handlowymi. Sama, będąc absolwentką filologii angielskiej i (mam nadzieję) niedługo magistrem, musiałam momentami sprawdzić lub dłużej się zastanowić nad danym słowem (raczej z ciekawości, gdyż z kontekstu wszystko można wyciągnąć). Zdarzają się również rzadko używane idiomy. Ogólnie język nowelki jest stosunkowo trudny, i zakładam, iż odzwierciedla on oryginalną wersję japońską.

Ponieważ, jak już wspominałam, wydanie novelki na polskim rynku jest wątpliwe, mogę jedynie zachęcić do sięgnięcia po wersję angielską lub mangę. Dodatkowo jest jeszcze adaptacja anime, jednakże, z tego co mi wiadomo, urywa się ona około tomu szóstego oryginału. Tak czy inaczej, w tej czy innej formie, Spice & Wolf warto poznać bliżej.

Na koniec ciekawostka. Isuna Hasekura, choć głównie znany ze serii Spice & Wolf, a obecnie i Wolf & Parchment, napisał również historię do gry visual novel World End Economica. Opis i recenzję produkcji możecie znaleźć pod tym linkiem.


I jeszcze jedna ciekawostka. Wydanie angielskie light novelki przez pierwsze sześć tomów posiadało nakładkę z modelką przebraną za Holo. Mimo, iż była to tylko obwoluta i pod spodem jawiła się oryginalna okładka, fani nie pozostawili suchej nitki na wydawcy. Yen Press pod wpływem krytyki wycofał się z pomysłu i obecnie znaleźć można jedynie tomy bez obwoluty. Szkoda, gdyż moim zdaniem nowe okładki prezentowały się naprawdę zacnie i oddawały doroślejszy klimat powieści lepiej niż mangowe obrazki.


* * *

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/51hArxHxW-L.jpgSzczegóły wydania:
Seria: Spice & Wolf
Ilość tomów: 20
Autor: Isuna Hasekura
Ilustracje: Juu Ayakura
Wydawnictwo: Yen Press
Język: japoński, angielski
Format: miękka oprawa, omnibus, cyfrowa







Recenzja | How to Take off Your Mask


Po mocniejszej historii, jaką była visual novel One Night Stand, dzisiaj przynoszę lekką, słodziutką opowieść o odkrywaniu siebie, swoich uczuć oraz relacji z bliskimi. Okraszona komedią i kocimi uszkami opowieść na pewno przypadnie Wam do gustu.

How to Take off Your Mask to produkcja RoseVeRte, małego studia gier indie, które w ostatnim czasie znacząco się rozrosło i obecnie jest również wydawcą. HtToYM rozpoczyna trylogię o fantastycznej krainie Eroolia, zamieszkałej przez ludzi oraz lukrecje. Naszymi bohaterami są przedstawiciele obu ras, gra jednak, zamiast wprowadzać nas w konflikt między stronami, koncentruje się na tytułowym "zdejmowaniu masek".

Główna bohaterka, Lilia, pracuje w piekarni i od dzieciństwa przyjaźni się z Ronanem, który zaopatruje jej miejsce pracy w produkty do wypieków. Oboje trwają w przekonaniu, iż ich relacja jest czysto rodzinna i traktują siebie praktycznie jak rodzeństwo. Pewnego ranka Lilia budzi się w nieswoim ciele - jest o wiele niższa, młodsza, a, co gorsze, ma kocie uszy oraz ogon. Dziewczyna w panice wyskakuje przez okno i wpada na Ronana, który, ku jej zaskoczeniu, również wydaje się być kimś zupełnie innym.

Leea, gdyż takie imię przyjmuje Lilia po transformacji, okazuje się być półkrwi lukrecją, człowiekiem o kocim wyglądzie, zachowaniu i umiejętnościach. Nagła przemiana nie byłaby dla dziewczyny tak dramatyczna, gdyby nie niechęć miejscowych do obcej rasy. Mieszkańcy Leezery, stolicy krainy, z jakiegoś powodu zieją nienawiścią do lukrecji, a co bardziej gorliwi podburzają ludność do wypędzenia ludzi-kotów z miasta. Nowo przeminiona Leea wpada w tarapaty, z których wyciąga ją Ronan, teraz sekretnie piastujący funkcję strażnika miejskiego. Chłopak oczywiście nie ma pojęcia, że dziewczyna z kocimi uszami to tak naprawdę jego przyjaciółka, co daje bohaterce okazję do poznania Ronana z zupełnie innej strony.

Głównym motywem gry jest odgrywanie przez bohaterów pewnych ról. Lilia, będąc nico starsza i śmielsza, uważa siebie za starszą siostrę Ronana, a jego samego za obiekt troski. Chłopak z kolei zachowuje się tak, jak na stereotypowego młodszego brata przystało: jest pełen pokory i daje Lilii sobą  kierować. Aby jeszcze bardziej podkreślić nieporadność Ronana, twórcy zrobili z niego beksę i przegrywa. Lecz, czy aby na pewno zachowanie bohaterów oddaje ich prawdziwe uczucia? Jak się szybko okazuje, niewidzialne maski na ich twarzach ukrywają więcej, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Spektakl komedii, pomyłek i nieporozumień zaczyna się w momencie transformacji protagonistki i odkrycia przez nią sekretnej tożsamości Ronana. Kto tu jest teraz starszym z rodzeństwa?

How to Take off Your Mask to lekka, słodka i romantyczna opowieść z komediowym zabarwieniem. Nic tu do końca nie jest poważne i nawet złoczyńcy zachowują się karykaturalnie. Nasi bohaterowie emanują na każdym kroku humorem, ale problemy z jakimi się borykają są prawdziwe i przekonujące. Zarówno Lilia/Leea, jak i Ronan są postaciami sympatycznymi i od pierwszych minut w grze zechcemy im kibicować. Reszta bohaterów jest równie ciekawa - moimi faworytami są Babcia, mądra i kochana, aczkolwiek wyjątkowo surowa, kobieta, oraz Juli, pogodny i lekkoduszny pracownik piekarni, który lubi podjadać w tajemnicy wyroby protagonistki.

Sama fabuła, choć nie tak długa, jest ciekawa, a jej tempo zbalansowane, dzięki czemu ani na chwilę nie będziemy się nudzić. Historię podzielono na cztery rozdziały, z których ten ostatni jest najdłuższy i posiada własne podrozdziały. Chapter 4 dodatkowo rozbity jest na dwie części: ścieżkę Lilii oraz Leeai. W zależności od naszych wcześniejszych wyborów bohaterka wykona swoją końcową "misję" w postaci człowieka lub lukrecji, co oczywiście przełoży się na jej dalszą relację z Ronanem.

Obie ścieżki wypadają ciekawie i zabawnie, obie również, na swój sposób, rozwijają wątek romantyczny. Mnie osobiście do gustu bardziej przypadła opowieść z perspektywy Lilli, głównie przez zaradność i charyzmę dziewczyny. Ciekawie było również oglądać jak jej twardy charakter i wybuchowy temperament łagodziły rozterki i chwile słabości. Z drugiej strony, ścieżka ta nie wyjaśnia pewnych aspektów fabuły, np. tajemniczego naszyjnika, o którym dowiemy się więcej w historii Leeai (co za problematyczne imię do odmiany!).

W przeciwieństwie do człowieka, pod postacią kota przeżyjemy trochę więcej słodkich chwil z Ronanem oraz pobędziemy chwilę dłużej z postaciami pobocznymi. Jak wspominałam wcześniej, historia ta jest również bardziej przystępna za względu na wyjaśnienie pewnych wątków. Sam wybór formy, pod którą bohaterka spędzi ostatni rozdział jest w zasadzie kosmetyczny, gdyż oba zakończenia są szczęśliwe i zbytnio się nie różnią. Warto jednak przejść obie ścieżki i przy okazji odblokować bonus, którym jest zapowiedź sequelu.

How to Take off Your Mask jest stosunkowo krótkim tytułem. Przejście całości (obie ścieżki i dodatki) zajęło mi równo cztery godziny, przy czym kilkukrotnie wracałam do opowieści, aby skorygować wcześniejsze wybory - teaser kolejnej części oraz opening karaoke odblokują się tylko, jeśli ukończymy grę z maksymalną sympatią (affection points). Dodatkowo do zdobycia są krótkie sceny, w których śledzimy dobrze nam znaną historię z perspektywy Ronana; te jednak do całości wnoszą stosunkowo niewiele. Po jednokrotnym przejściu gry do dyspozycji dostajemy album/galerię z odblokowanymi ilustracjami. Tych, ponownie, nie ma za dużo, a w zakładce są ułożone pojedynczo, tj. warianty tego samego obrazka traktowane są jako osobny byt. Niestety, sieje to niepotrzebny zamęt i łudzi gracza, że w tytule znajduje się więcej CG niż jest w rzeczywistości.

Gra została w całości zdubbingowana w języku japońskim. Głosy większości postaci wypadają przyjemnie i profesjonalnie; mogę się jedynie przyczepić do VA Ronana, który wydaje się momentami seplenić. Spośród wielu języków w formie napisów do wyboru mamy, o dziwo, polski, tego jednakże radzę unikać jak ognia - wystarczy przeczytać dramatycznej jakości opis gry na Steamie, aby zauważyć, że "tłumacz" odwalił fuszerkę. Aby nie być gołosłownym, oto przykład: jedno z osiągnięć, Confession, zdobędziemy, gdy odsłonimy przed Ronanem swoje prawdziwe uczucia, co ma sens, gdyż w tym kontekście confession oznacza właśnie wyznanie komuś miłości. W, pożal się boże, polskiej wersji "wyznanie" zamienia się w "przyznanie"... Do czego? Do winy? Samej gry nie mam zamiaru sprawdzać, bo, widząc błędy już na stronie promującej grę, ręce mi opadają.


Jak widać, grę przeszłam w języku angielskim i tę wersję polecam. Tłumaczenie jest płynne, naturalne, a bohaterowie wyrażają się prostymi zwrotami. Co prawda, jest kilka momentów, w których postacie mówią do siebie w trzeciej osobie, zamiast drugiej (jak ja tego nienawidzę!), ale, ogólnie, tekst jest przyjemny, a żarty prawidłowo oddają humor.

How to Take off Your Mask oczywiście gorąco polecam, na dowód czego mam jeden klucz Steam do rozdania. W najbliższym czasie planuję również ograć sequel, którego bohaterem jest nie kto inny jak Juli. Studio zapowiedziało również trzecią część, którą nie omieszkam sprawdzić w przyszłości.


Do zgarnięcia jeden kod do gry How to Take off Your Mask na platformie Steam! Co zrobić, aby go zdobyć? Wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie: 
  jakie zwierzę bohaterka przypomina po transformacji
Nie znasz odpowiedzi? Zajrzyj do recenzji powyżej :) Pierwsza osoba, która poda prawidłową odpowiedź w komentarzu dostanie ode mnie klucz do gry na podany przez siebie email.

Uwaga! Proszę nie podawać adresu email w komentarzu. Odezwę się pierwsza!

Dziękuję za wzięcie udziału w giveawayu :) Kod znalazł nowego właściciela. Zachęcam do dalszego odwiedzania strony po nowe giveawaye w przyszłości.