Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

Recenzja | How to Fool a Liar King


Po dłuższej przerwie wracamy do krainy Eroolia, miejsca akcji gry How to Take of Your Mask. Co prawda, mój powrót do tej głupiutkiej, ale sympatycznej serii nie miał nastąpić tak prędko (bo wciąż czeka na mnie masa dłuższych, lepszych produkcji), tak się jednak złożyło, iż w natłoku zajęć i innych hobby musiałam zdecydować się na krótszą przygodę. Cóż, oto ona.







How to Fool a Liar King to drugi tytuł w serii Eroolia i kontynuacja niedawno recenzowanej gry How to Take off Your Mask. W przeciwieństwie do jedynki A Liar King nie skupia się na prostych ludziach jakimi byli Lillia i Ronan, a na wielkiej polityce i problemach natury królewskiej. Akcja sequelu rozgrywa się bezpośrednio po wydarzeniach z poprzedniczki: Eroolia, królestwo zamieszkałe przez ludzi, nadal zmaga się z problemami wewnętrznymi, a Laarz, kraina lukrecji, wciąż pozostaje zagadką. Status quo jednak zmienia spotkanie króla darmozjadów z księżniczką kung fu.

Regina, mieszkanka krainy Ozzwa, w tajemniczy sposób ląduje w państwie Eroolia, a dokładniej gdzieś w lesie na obrzeżach cywilizacji. Chwilę później spotyka trójkę dobrze znanych nam mężczyzn: Juliego, Ronana i Marsa, zmierzających do Laarz, miasta lukrecji. Dziewczyna, która okazuje się być mistrzynią sztuk walki, dołącza do drużyny i wraz z pozostałymi kontynuuje wędrówkę do stolicy ludzi-kotów.

Wstęp do historii How to Fool a Liar King może wydawać się banalny i naiwny, ale jak się szybko przekonamy, zagadkowe przybycie Reginy do Eroolii okazuje się nie być przypadkiem. Bohaterka wpadła w oko magicznie uprzywilejowanej osobie na kocim tronie, która, z jakiegoś powodu, chce dziewczynę zmusić namówić do małżeństwa. Propozycja ta jednak stoi w sprzeczności z rodzącym się w Reginie uczuciem do Juliego; mimo okropnego pierwszego wrażenia, jakie mężczyzna wywarł na niej, bohaterka nie może wybić go sobie z głowy. W scenie konfrontacji obu stron dziewczyna stoi przed niełatwym wyborem: albo pozostanie wierna swoim towarzyszom, albo tymczasowo dołączy do osoby, która ją tu magicznie przywołała. Decyzja oczywiście należy do gracza i to od nas zależy, jak potoczą się losy Reginy.

How to Fool a Liar King przedstawia nam nową bohaterkę, Reginę, pochodzącą z oddzielonego od Eroolii  morzem państwa Ozzwa. O protagonistce z początku wiemy niewiele; z jej dialogów wynika, iż dziewczyna stara się usamodzielnić od starszego brata i ojca, a jej ojczyzna słynie ze sztuk walki, w których Regina okazuje się być mistrzynią. Ta umiejętność zresztą, poza zabiegiem humorystycznym, przyciąga uwagę Juliego, który oferuje bohaterce posadę ochroniarza w trakcie drogi do Laarz.

Regina jest nie tyle sympatyczna, co jej kreacja idealnie wpisuje się do konceptu gry. Podobnie było zresztą z Lilią, protagonistką How to Take off Your Mask, która ze swoim wybuchowym, surowym charakterem, przeplatanym jej słodkim i dziecinnym alter ego, miała służyć narracji, a nie odwrotnie. Tutaj praktycznie bez zmian powtórzono ten zabieg. Regina jest szczera, bezpośrednia i nie owija w bawełnę. Dodatkowo, jest podejrzliwa i wykazuje brak zaufania w początkowych relacjach z nowo poznanymi towarzyszami. Jej charakter zatem idealnie kontrastuje z Julim, który z postaci pobocznej w HtToYM awansował na drugiego, męskiego bohatera. W jego kreacji, jednakże pojawia się pewien problem...

Juli obok Babci i Marsa był, moim zdaniem, najciekawszą personą w HtToYM i bardzo ucieszył mnie powrót bohatera w większej roli. Nasz różowogłowy w poprzedniczce przedstawiony został jako zabawny, lekkoduszny, ale i kompetentny władca. Do pewnego stopnia był mentorem, dużo wiązało się z nim wątków humorystycznych, jednakże przede wszystkim Juli był osobą dwulicową - z jednej strony dobrze życzył Lilii i pomagał jej w rozterkach sercowych, z drugiej bezczelnie nią manipulował i wykorzystywał determinację dziewczyny do własnych celów. Jego zachowanie i stosunek do, jakby nie patrzeć, poddanych miał sens - przyjaźń swoją drogą, ale dobro państwa jest najważniejsze. W sequelu miałam nadzieję zobaczyć więcej tego samego, w większej skali i próbę wyjaśnienia, dlaczego Juli jest, jaki jest i czy to w zasadzie moralne tak traktować innych. Niestety, mężczyzna, którego dobrze znamy z pierwszej części, nie działa prawidłowo w drugiej.

Ale zaczynając od pozytywów: bohater na początku przygody wypada świetnie. Jest pogodny, przyjacielski, trochę głupkowaty i ogólnie sprawia wrażenie osoby, której łatwo zaufać. Regina jest jednakże innego zdania; dziewczynie szybko udaje się przejrzeć przez maskę bohatera i odkryć, iż uśmiechem i gadką-szmatką próbuje on tylko wyciągnąć z niej informacje o państwie, z którego przybyła. Od tego momentu protagonistka postanawia mieć się na baczności, a zarazem odkryć powód jego zachowania. Ten okazuje się być bardziej skomplikowany, niż Regina mogła sądzić, mimo to postanawia spróbować się z Julim zaprzyjaźnić. W relacji pary następuje przełom, ale, by nie było za łatwo, po chwili szczerości bohater odbudowuje wewnętrzne mury i wraca do bycia zimnym, kłamliwym draniem. Nie spodziewałam się tego, ale Juli w sequelu przedstawiony jest jako osoba skonfliktowana, autodestrukcyjna, która nie jest w stanie nawet podjąć walki z samym sobą. W końcu wewnętrzny konflikt prowadzi do samozagłady, a ta z kolei do lekkomyślności i szaleństwa, które niemal skutkuje rozpętaniem wojny. Mimo iż smutna i godna pożałowania, droga bohatera jest wyjątkowo dobrze napisana i, o dziwo, wcale nie gryzie się z pozostałą, komediową częścią gry.

Gorzej niestety wypada kreacja Juliego jako króla, Przede wszystkim, nie sprawia on wrażenia osoby kompetentnej. Bohater do Laarz przybywa praktycznie bez żadnego planu lub karty przetargowej, dla której ludzie-koty mogliby wziąć sojusz z Eroolią pod uwagę. Gadka-szmatka również nie pomaga mu nikogo przekonać o dobrych intencjach. Co jednak najgorsze, Juliemu w pewnym momencie odbija palma i popełnia czyn niegodny władcy. Niby stara się go usprawiedliwić wybuchem zazdrości, ale wątek ten jest tak bezsensowny, że głowa mała.











Jak już jesteśmy przy postaciach, muszę słówkiem wspomnieć o nowej kociej bohaterce. Myana, która swoją drogą jest protagonistką kolejnej gry w serii, How to Sing to Open Heart, wzbudziła we mnie bardzo mieszane emocje. Nie miałam wielkich oczekiwań po postaci, która dopiero ma swój debiut, ale bardzo się zawiodłam kreacją nowej lukrecji w obsadzie. Osobiście, dla mnie jej największym problemem (może to dziwnie zabrzmieć) jest jej głos, a dokładnie ton z jakim się wypowiada. Chcąc nie chcąc, Myana brzmi jakby była wiecznie pijana i im dłużej słucha się jej kwestii, tym bardziej irytujące się one stają. Nie wiem, czyj był to pomysł ani czemu to miało służyć, ale brzmi to strasznie sztucznie i niepoważnie, szczególnie, gdyż bohaterka też ma swoje problemy i na przestrzeni historii stara się im zaradzić.

W trakcie opowieści przewija się masa kolejnych nowych postaci: dwójka kocich strażników - sympatyczna Leona oraz niesympatyczny Simon, ojciec Lilii, Gao, oraz kilkuletni Lio. Oprócz tego powraca stara gwardia: Mars oraz Ronan. Wszyscy bohaterowie, oprócz Simona, wypadają ciekawie i z każdym wiąże się wątek humorystyczny. Co również ważne, postaci jest na tyle dużo, aby było różnorodnie, ale na tyle mało, że nie mylą się ze sobą lub dają się zapomnieć.

Pojawiają się również nawiązania do pierwszej części, How to Take off Your Mask. Chociaż Lilia i Babcia nie istnieją w sequelu, nadal przewijają się w dialogach. Juli ponadto wspomina o tajemniczym gangu, który maczał palce w porwaniu Ronana.














Do tej pory How to Fool a Liar King zapewne dla wielu może brzmieć jak dobra gra. Cóż, nie do końca tak jest. Fabuła i relacja głównych bohaterów wypadają lepiej niż przyzwoicie, lecz przychodząc otomkę jednokrotnie, w zasadzie nie ma do czego wracać. Tytuł składa się z siedmiu rozdziałów, z których trzy pierwsze służą jako tzw. common route. W nich dokonujemy wyborów, które z kolei kierują nas do jednej z dwóch ścieżek - jak już wspominałam, możemy pozostać z Julim i ekipą lub poznać bliżej osobę, która przyzwała Reginę do Eroolii. Problem polega na tym, iż którąkolwiek drogę nie wybierzemy, wszystkie wydarzenia oraz zakończenie pozostają te same. Podobna sytuacja była w How to Take off Your Mask z tą różnicą, iż mimo punktów wspólnych, tam opowieści rozgrywane były inaczej. Tutaj, jest to zrobione na jedno kopyto. Oczywiście zmieniają się sceny - kiedy w jednej ścieżce w danym momencie spotykamy postać X, w drugiej natrafiamy na postać Y, jednakże są to zmiany w zasadzie kosmetyczne. Jedyną motywacją do ukończenia obu rozgałęzień jest chyba tylko uzyskanie informacji na temat danego bohatera, ale te również nie są szczególnie interesujące. Sama jakość ścieżek diametralnie się różni - historia, w której towarzyszymy Juliemu jest o niebo ciekawsza niż ta druga i  to z niej dowiadujemy się zdecydowanie więcej. Ponadto, od rozdziału czwartego nie pojawiają się żadne nowe wybory i opowieść zmierza tylko w jednym kierunku.

Graficznie sequel prezentuje się lepiej niż poprzedniczka. Postacie są ładniejsze, dodano więcej teł oraz nowe efekty wizualne. Niestety, ilustracji nadal jest tyle, co kot napłakał - dodatkowo każdy wariant w galerii traktowany jest jako osobny CG przez co ich ilość jest zwyczajnie zakłamana. Muzyka w menu jest okropnie irytująca, a opening zwyczajnie słaby, ale to żadna nowość (w HtToYM było to samo). Głosy postaci są jak najbardziej w porządku i do niczego nie mogę się przyczepić.











Gra nie posiada jeszcze polskiej lokalizacji, ale ta jest obecnie w przygotowaniu. Mam nadzieję, iż tłumaczenie wypadnie lepiej niż w poprzedniczce, aczkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie, aby zagrać po angielsku - język jest na tyle kolokwialny i łatwy, że raczej nikt nie powinien mieć z nim problemów.

Ostatecznie, trudno jest mi jednoznacznie ocenić tytuł. Z jednej strony jest to bardzo dobrze i szczegółowo przemyślana produkcja, z drugiej pewne głupoty przyprawiają o ból głowy. Przez wprowadzenie nowej postaci, Myany, w ogóle nie czekam na część trzecią, bo zwyczajnie wątpię, iż będę w stanie znieść jej głos przez kolejne pięć godzin. Właśnie, co do długości rozgrywki... Twórcy chwalą się, iż How to Fool a Liar King jest grą znacznie dłuższą od poprzedniczki, ale ja tego w ogóle nie zauważyłam - przejście obu tytułów zajęło mi pięć godzin.

Jeśli miałabym podsumować grę jednym zdaniem, powiedziałabym: idźcie lepiej zagrać w How to Take off Your Mask.


~Galeria~


P.S. Galeria jak i inne funkcje na blogu mogą nie działać prawidłowo na niektórych przeglądarkach. Zalecam używanie Chroma - na nim wszystko działa idealnie :)



Ponieważ sequel, How to Fool a Liar King, nie jest, moim zdaniem, tak dobry jak poprzedniczka, na giveaway (ponownie) przeznaczyłam grę How to Take off Your Mask. Aby zdobyć klucz za darmo należy poniżej napisać komentarz o jakiejkolwiek treści (tak się złożyło, że nie mam pomysłu na pytanie :)). Pierwsza osoba, która skomentuje post otrzyma kod na platformę Steam.

P.S. Nie obrażę się, jeśli napiszecie po prostu "dej" lub temu podobne :)

Uwaga! Kod znalazł nowego właściciela! Dziękuję za wzięcie udziału w giveawayu i zapraszam na kolejne!



Recenzja | How to Take off Your Mask


Po mocniejszej historii, jaką była visual novel One Night Stand, dzisiaj przynoszę lekką, słodziutką opowieść o odkrywaniu siebie, swoich uczuć oraz relacji z bliskimi. Okraszona komedią i kocimi uszkami opowieść na pewno przypadnie Wam do gustu.

How to Take off Your Mask to produkcja RoseVeRte, małego studia gier indie, które w ostatnim czasie znacząco się rozrosło i obecnie jest również wydawcą. HtToYM rozpoczyna trylogię o fantastycznej krainie Eroolia, zamieszkałej przez ludzi oraz lukrecje. Naszymi bohaterami są przedstawiciele obu ras, gra jednak, zamiast wprowadzać nas w konflikt między stronami, koncentruje się na tytułowym "zdejmowaniu masek".

Główna bohaterka, Lilia, pracuje w piekarni i od dzieciństwa przyjaźni się z Ronanem, który zaopatruje jej miejsce pracy w produkty do wypieków. Oboje trwają w przekonaniu, iż ich relacja jest czysto rodzinna i traktują siebie praktycznie jak rodzeństwo. Pewnego ranka Lilia budzi się w nieswoim ciele - jest o wiele niższa, młodsza, a, co gorsze, ma kocie uszy oraz ogon. Dziewczyna w panice wyskakuje przez okno i wpada na Ronana, który, ku jej zaskoczeniu, również wydaje się być kimś zupełnie innym.

Leea, gdyż takie imię przyjmuje Lilia po transformacji, okazuje się być półkrwi lukrecją, człowiekiem o kocim wyglądzie, zachowaniu i umiejętnościach. Nagła przemiana nie byłaby dla dziewczyny tak dramatyczna, gdyby nie niechęć miejscowych do obcej rasy. Mieszkańcy Leezery, stolicy krainy, z jakiegoś powodu zieją nienawiścią do lukrecji, a co bardziej gorliwi podburzają ludność do wypędzenia ludzi-kotów z miasta. Nowo przeminiona Leea wpada w tarapaty, z których wyciąga ją Ronan, teraz sekretnie piastujący funkcję strażnika miejskiego. Chłopak oczywiście nie ma pojęcia, że dziewczyna z kocimi uszami to tak naprawdę jego przyjaciółka, co daje bohaterce okazję do poznania Ronana z zupełnie innej strony.

Głównym motywem gry jest odgrywanie przez bohaterów pewnych ról. Lilia, będąc nico starsza i śmielsza, uważa siebie za starszą siostrę Ronana, a jego samego za obiekt troski. Chłopak z kolei zachowuje się tak, jak na stereotypowego młodszego brata przystało: jest pełen pokory i daje Lilii sobą  kierować. Aby jeszcze bardziej podkreślić nieporadność Ronana, twórcy zrobili z niego beksę i przegrywa. Lecz, czy aby na pewno zachowanie bohaterów oddaje ich prawdziwe uczucia? Jak się szybko okazuje, niewidzialne maski na ich twarzach ukrywają więcej, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Spektakl komedii, pomyłek i nieporozumień zaczyna się w momencie transformacji protagonistki i odkrycia przez nią sekretnej tożsamości Ronana. Kto tu jest teraz starszym z rodzeństwa?

How to Take off Your Mask to lekka, słodka i romantyczna opowieść z komediowym zabarwieniem. Nic tu do końca nie jest poważne i nawet złoczyńcy zachowują się karykaturalnie. Nasi bohaterowie emanują na każdym kroku humorem, ale problemy z jakimi się borykają są prawdziwe i przekonujące. Zarówno Lilia/Leea, jak i Ronan są postaciami sympatycznymi i od pierwszych minut w grze zechcemy im kibicować. Reszta bohaterów jest równie ciekawa - moimi faworytami są Babcia, mądra i kochana, aczkolwiek wyjątkowo surowa, kobieta, oraz Juli, pogodny i lekkoduszny pracownik piekarni, który lubi podjadać w tajemnicy wyroby protagonistki.

Sama fabuła, choć nie tak długa, jest ciekawa, a jej tempo zbalansowane, dzięki czemu ani na chwilę nie będziemy się nudzić. Historię podzielono na cztery rozdziały, z których ten ostatni jest najdłuższy i posiada własne podrozdziały. Chapter 4 dodatkowo rozbity jest na dwie części: ścieżkę Lilii oraz Leeai. W zależności od naszych wcześniejszych wyborów bohaterka wykona swoją końcową "misję" w postaci człowieka lub lukrecji, co oczywiście przełoży się na jej dalszą relację z Ronanem.

Obie ścieżki wypadają ciekawie i zabawnie, obie również, na swój sposób, rozwijają wątek romantyczny. Mnie osobiście do gustu bardziej przypadła opowieść z perspektywy Lilli, głównie przez zaradność i charyzmę dziewczyny. Ciekawie było również oglądać jak jej twardy charakter i wybuchowy temperament łagodziły rozterki i chwile słabości. Z drugiej strony, ścieżka ta nie wyjaśnia pewnych aspektów fabuły, np. tajemniczego naszyjnika, o którym dowiemy się więcej w historii Leeai (co za problematyczne imię do odmiany!).

W przeciwieństwie do człowieka, pod postacią kota przeżyjemy trochę więcej słodkich chwil z Ronanem oraz pobędziemy chwilę dłużej z postaciami pobocznymi. Jak wspominałam wcześniej, historia ta jest również bardziej przystępna za względu na wyjaśnienie pewnych wątków. Sam wybór formy, pod którą bohaterka spędzi ostatni rozdział jest w zasadzie kosmetyczny, gdyż oba zakończenia są szczęśliwe i zbytnio się nie różnią. Warto jednak przejść obie ścieżki i przy okazji odblokować bonus, którym jest zapowiedź sequelu.

How to Take off Your Mask jest stosunkowo krótkim tytułem. Przejście całości (obie ścieżki i dodatki) zajęło mi równo cztery godziny, przy czym kilkukrotnie wracałam do opowieści, aby skorygować wcześniejsze wybory - teaser kolejnej części oraz opening karaoke odblokują się tylko, jeśli ukończymy grę z maksymalną sympatią (affection points). Dodatkowo do zdobycia są krótkie sceny, w których śledzimy dobrze nam znaną historię z perspektywy Ronana; te jednak do całości wnoszą stosunkowo niewiele. Po jednokrotnym przejściu gry do dyspozycji dostajemy album/galerię z odblokowanymi ilustracjami. Tych, ponownie, nie ma za dużo, a w zakładce są ułożone pojedynczo, tj. warianty tego samego obrazka traktowane są jako osobny byt. Niestety, sieje to niepotrzebny zamęt i łudzi gracza, że w tytule znajduje się więcej CG niż jest w rzeczywistości.

Gra została w całości zdubbingowana w języku japońskim. Głosy większości postaci wypadają przyjemnie i profesjonalnie; mogę się jedynie przyczepić do VA Ronana, który wydaje się momentami seplenić. Spośród wielu języków w formie napisów do wyboru mamy, o dziwo, polski, tego jednakże radzę unikać jak ognia - wystarczy przeczytać dramatycznej jakości opis gry na Steamie, aby zauważyć, że "tłumacz" odwalił fuszerkę. Aby nie być gołosłownym, oto przykład: jedno z osiągnięć, Confession, zdobędziemy, gdy odsłonimy przed Ronanem swoje prawdziwe uczucia, co ma sens, gdyż w tym kontekście confession oznacza właśnie wyznanie komuś miłości. W, pożal się boże, polskiej wersji "wyznanie" zamienia się w "przyznanie"... Do czego? Do winy? Samej gry nie mam zamiaru sprawdzać, bo, widząc błędy już na stronie promującej grę, ręce mi opadają.


Jak widać, grę przeszłam w języku angielskim i tę wersję polecam. Tłumaczenie jest płynne, naturalne, a bohaterowie wyrażają się prostymi zwrotami. Co prawda, jest kilka momentów, w których postacie mówią do siebie w trzeciej osobie, zamiast drugiej (jak ja tego nienawidzę!), ale, ogólnie, tekst jest przyjemny, a żarty prawidłowo oddają humor.

How to Take off Your Mask oczywiście gorąco polecam, na dowód czego mam jeden klucz Steam do rozdania. W najbliższym czasie planuję również ograć sequel, którego bohaterem jest nie kto inny jak Juli. Studio zapowiedziało również trzecią część, którą nie omieszkam sprawdzić w przyszłości.


Do zgarnięcia jeden kod do gry How to Take off Your Mask na platformie Steam! Co zrobić, aby go zdobyć? Wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie: 
  jakie zwierzę bohaterka przypomina po transformacji
Nie znasz odpowiedzi? Zajrzyj do recenzji powyżej :) Pierwsza osoba, która poda prawidłową odpowiedź w komentarzu dostanie ode mnie klucz do gry na podany przez siebie email.

Uwaga! Proszę nie podawać adresu email w komentarzu. Odezwę się pierwsza!

Dziękuję za wzięcie udziału w giveawayu :) Kod znalazł nowego właściciela. Zachęcam do dalszego odwiedzania strony po nowe giveawaye w przyszłości.

Review | Love Magic (season one)


How often do you encounter a totally free to play otome game? On Google Play probably never. Those "supposed" to be free games usually hide their microtransaction until you install the ap and clear the prolog. Then you are to pay for every guy and scenario separately. But what if I tell you completely F2P otoges actually exist, and what's more, they are fun to play?


At first sight, Love Magic is another swords and magic title with a magician as a protagonist. We have a hag granny, a super handsome cat familiar and a world reigned by witch hunters. Sounds clichéd and dull but there's much more to that. Particularly, the Sabrina, the Teenage Witch TV series style.

Our protagonist is a geeky teenager who loves otome games. She's not very popular in her school so imagine her reaction when the most attractive and famous guy rescues her from a bully and gives her his number! Of course she immediately falls in love with him! But before she decides to do something with her new crush, her beloved grandmother dies. At night she has a dream about her granny asking her to follow a black cat. When she wakes up a black kitty actually appears and she runs after it to an old house in the woods. There the fur ball transforms into a man and tells the girl she is a witch, just like her grandmother. After this shocking annoucement the heroine decides to use some magic tricks to get closer to her charming schoolmate.

A very simple idea for a story, but it works perfectly! The plot is interesting, has well-paced narration, and what's more important, it's hilarious! The protagonist, just like Sabrina from the TV series, uses her newly acquired abilities to make herself popular but as her experience with magic is low, she often gets into a trouble.


I found the jokes and situations universal and smart. The spotlight is stolen mostly by our magical companion, Minuet whose ironic replies actually made the game. I laughed a lot and I guarantee anyone else would do in my place. 

Our protagonist, though not very bright, is very creative and likable. She's also an otome addict and, as one can guess, this fact is made fun of throughout the title. The heroine has got numerous silly ideas which are potentially fatal but even as she balances on the edge of the sword, her adventures are still laughable and fun to watch.

In Love Magic we can pursue two romance options: the attractive schoolmate, Paris or our familiar cat, Minuet. Their routes intertwine so there is only one story during which we are to make crucial decisions whether we want to support Minuet or go after Paris. There are a lot choices in the game but the majority of them appear in dialogs.

Both the men are brilliant characters. Paris, who we meet first, is the school council president and the most popular guy in the school. He's charming and super kind, although Paris is far from being a saint - he has a dark sercret that we are to find out very soon.Minuet is a familiar who can take a form of either a human or a cat. He had been adopted by the heroine's granny who asked him to accompany the girl after her death. Minuet is our guide - he shows us the world of magic and teaches us how to use it. The cat boy is often ironical and makes mean comments (or gestures :D) but overal he is absolutely lovable.







I truly love the art of the game. The individuals are distinctive and neatly drawn. The backgrounds are simply gorgeous! Someone had a great idea to use watercolors instead of typical art style. Illustrations are clearly based on Japanese comics and that style makes illustrations very unique even in otome games genre. There's sound and music in the game but (unfortunately) no voice actors.

Love Magic is a very minimalistic game. The story is super short and ends where the others usually have just started but there are supposed to be multiple seasons (at least two) so it's not a big deal. The game consists of only two routes and doesn't offer any additionally features; actually there's only "new game" and "continue". The title saves automatically and there's no load option which makes our choices permanent. We can't check our relationship status and some choices are pretty tricky but getting a desirable ending isn't as hard as it looks like at the beginning ("the flirty cutie" or "the sexy gentleman"?). 


The title is totally free to play but if we play it online, there will be an ad banner on the bottom of the screen. Fair exchange for such a high quality game! Moreover, the miniatures of other Hanabi's productions are shown right beneath the menu, but again, there are not oppressive or irritating. Since I fell in love with Love Magic I wil definitely check out the rest of Hanabi's games!

Overal, Love Magic is a brilliant game. I can recommend it to all of you with smartphones, tablets or any ohter devices supporting Google Play.

* * *



Details:
Developer/publisher: Hanabi Media
Date of publishing: November 21, 2016
Genre: otome / visual novel
Platform: Android
Number of routes: 2
Voice acting: no
Animations: no

Can be bought at:
Digital version: Google Play

Recenzja | Love Magic (sezon pierwszy)


Niełatwo trafić na zupełnie darmową grę otome, szczególnie na Google Playu, gdzie mikrotransakcje wychodzą na jaw dopiero po skończeniu prologu. Jakież zatem było moje zdziwienie, gdy odkryłam Love Magic - całkowicie darmowy tytuł pełen genialnych postaci i humoru!


Na pierwszy rzut oka - kolejny tytuł z magią w roli głównej. Mamy czarodziejki, łowców czarownic i przystojnego kociego chowańca. Niby nuda i sztampa, a jednak, tytuł ma coś w sobie. Coś co najłatwiej nazwać stylem rodem z Sabriny, Nastoletniej Czarownicy, serialu naszego dzieciństwa.

Główna bohaterka, Derryth, jest geekiem i maniakiem gier otome, co bynajmniej nie pomaga jej w kontaktach międzyludzkich. Dziewczyna jest odludkiem i szkolne przerwy spędza, albo z jedyną przyjaciółką, June, albo z haremem młodych i pięknych wirtualnych mężczyzn. Podczas rozgrywki w swoją ulubioną grę, Derryth zaczepia szkolny łobuz i wyśmiewa jej hobby. Na ratunek dziewczynie przychodzi jednak Paris - najpopularniejszy chłopak w mieście, dając oprychowi w kość, a dziewczynie swój numer. Ta z miejsca się w nim zakochuje i postanawia w jakiś sposób mu się przypodobać, ale zanim decyduje się na pierwszy ruch, dzwoni telefon ze smutną wieścią o śmierci ukochanej babci bohaterki. Pierwszej nocy po olbrzymiej stracie, dziewczynie śni się babcia, która prosi ją o podążanie za czarnym kotem. Ten niedługo potem faktycznie się zjawia, a Derryth dociera za nim do odludnego domku w lesie, gdzie doświadcza transformacji kota w chłopaka. Minuet wyjawia bohaterce, iż babcia była czarownicą i wraz z jej śmiercią dziewczyna odziedziczyła jej magiczne moce. Derryth przyjmuje ten dar i pierwsze co postanawia, to użyć magii do rozkochania w sobie Parisa.

Jak widać, fabuła gry jest bardzo prosta, lekka i zabawna. Derryth, podobnie jak serialowa Sabrina, postanawia "ułatwić" sobie życie za pomocą magii, a że dziewczyna nie ma większego doświadczenia z czarami, nie raz, nie dwa wplącze się w olbrzymie kłopoty. W grze znajdziemy sporo przekomicznych żartów i sytuacji, ale nie absurdalnych czy banalnych, a naprawdę inteligentnych i pomysłowych. Sama historia jest mocno nieprzewidywalna i naprawdę potrafi zaskoczyć.


Nasza bohaterka, Derryth, nie jest bystrzakiem i bywa ciamajdą, ale wszelkie wady nadrabia pomysłowością i odwagą. Do głowy przychodzą jej najróżniejsze pomysły (przeważnie ryzykowne), których realizacja zaskoczy nas swoim przebiegiem. Derryth jest ponadto maniakiem gier otome, o czym twórcy przypomną nas nie raz podczas rozgrywki. Prócz momentów typowo komediowych pojawiają się również sceny pełne napięcia i grozy, wszystko ma to jednak lekki, niemal bajkowy wydźwięk.

Magic Love oferuje dwóch bohaterów do romansowania: atrakcyjnego i czarującego kolegę ze szkoły, Parisa, oraz naszego kociego chowańca, Minueta. Obaj panowie są sympatyczni na swój sposób. Paris jest przewodniczącym samorządu szkolnego i największym ciachem w mieście. Jest przemiły i czarujący, ale Derryth, poznając go bliżej, przekona się, że nie jest tak idealny, jaki wydał jej się w pierwszej chwili.

Minuet natomiast jest chowańcem - istotą, która potrafi przybrać formę człowieka lub zwierzęcia. Został zaadoptowany przez babcię Derryth, i po jej śmierci zostaje naszym przewodnikiem po świecie magii. Uwielbia robić kąśliwe uwagi i droczyć się z protagonistką, ale czyni go to słodkim i uroczym.

W grze nie ma typowych ścieżek chłopaków, zamiast tego dostajemy jedną historię z kilkoma kluczowymi wyborami, podczas których opowiemy się za jednym, lub drugim bohaterem. Samych wyborów w produkcji jest sporo, z czego niektóre są podchwytliwe, ale dotarcie do pożądanego zakończenia nie jest tak trudne, jak wyda się to na początku ("słodki flirciarz" czy "seksowny dżentelmen"?).

Zakochałam się w stronie wizualnej gry! Postaci są ślicznie narysowane, wszystkie wyjątkowe i niepowtarzalne. Każde z teł to małe dzieło sztuki - ktoś wpadł na genialny pomysł, aby zamiast typowego tła nałożyć akwarele. Obraz jest przez to trochę rozmazany, ale wygląda to absolutnie fenomenalnie!
Równie interesująco wyglądają ilustracje -  te stylem przypominają karty japońskich komiksów. Wszystkie są czarno-białe i składają się z dwóch kadrów, przedstawiających daną scenę. Te zazwyczaj obrazują zabawne momenty, bądź te pełne akcji.

Gra posiada oprawę dźwiękową, ale brakuje jej voice actingu.

Love Magic to pod wieloma względami gra minimalistyczna. Historia jest super krótka i kończy się tam, gdzie inne produkcje dopiero się rozkręcają. Nie ma jednak nad czym rozpaczać, gdyż gra podzielona jest na sezony i dalsze części (co najmniej jedna) pojawią się prędzej czy później. Bardzo ubogie są natomiast opcje rozgrywki - tak właściwie to istnieje tylko "start" - rozpoczęcie nowej gry, i "continue" - wczytanie ostatniego zapisu. Tytuł zapisuje się automatycznie, także wszelkie dokonane przez nas wybory są permanentne i nieodwołalne. W żaden sposób nie możemy również sprawdzić obecnego statusu związku, ale jest to opcja zupełnie zbędna z uwagi na długość gry i dość sugestywne wybory.


Gra jest całkowicie darmowa i nie narzuca klikania w reklamy. Grając online doświadczymy jedynie małego bannera z reklamą u dołu ekranu, który w żaden sposób nie ingeruje w naszą rozgrywkę. Natomiast w górnym prawym rogu co jakiś czas pojawiać się będą miniaturki pozostałych gier studia Hanabi - te na pewno sprawdzę przez wzgląd na genialną Love Magic!

Podsumowując, Love Magic polecam każdemu z tabletem, smartfonem, czy innym urządzeniem obsługującym Google Play. Gra jest przezabawna, przesłodka i za free. Z niecierpliwością czekam na dalszą część historii



* * *



Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 21 listopada 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play

Recenzja | Sweet✩Fuse ~at your side~








Rok 2012 był wyjątkowym rokiem. Na zachodzie zadebiutowało Hakuoki, które zasiało ziarno zainteresowania gatunkiem otome, a ciepłe przyjęcie dało nadzieję na sprowadzenie nowych produkcji zza Pacyfiku. Jak się szybko okazało, na kolejny tytuł nie musieliśmy długo czekać, i tak osiemnaście miesięcy później dostaliśmy Sweet✩Fuse ~ at your side ~, który z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, przeszedł bez echa. 

Saki Inafune jest bratanicą Keijiego, znanego na całym świecie projektanta gier. W dniu, w którym rozpoczyna się opowieść dziewczyna na zaproszenie wujka udaje się na otwarcie parku rozgrywki w całości poświęconego grom wideo. Impreza przebiega zgodnie z planem, do momentu wkroczenia na scenę dziwnie ubranych ludzi z mężczyzną w stroju wieprza na czele. Hrabia Hogstein (ang. "hog" - knur) bierze grupę zebranych na zakładników i zapowiada przekształcenie parku w prawdziwą arenę wirtualnych zmagań - siódemka wybrańców ma za zadanie w trakcie tygodnia przejść wszystkie siedem gier, aby uratować siebie i Bogu ducha winnych więźniów. Saki, chcąc uwolnić wujka i resztę, zgłasza się na ochotnika i zostaje wybrana na jednego z graczy. Wkrótce dołącza do niej szóstka, z pozoru losowo wybranych, mężczyzn: młody policjant, Subaru Shidou; piosenkarz i bożyszcze nastolatek, Towa Wakasa; bezrobotny geek, Kouta Meoshi; dziennikarz Ayumu Shirabe; wróżbita, Kimimaru Urabe oraz pan do towarzystwa, Ryusei Mitarashi. Cała siódemka będzie musiała stanąć naprzeciw Hrabiemu i ukończyć zaprojektowane przez niego śmiertelne niebezpieczne atrakcje.

"Gdyby ktoś mi powiedział, że spotkam tę wyjątkową osobę, będąc zamkniętą w parku rozgrywki i zmuszoną do przechodzenia gier na śmierć i życie, poradziłabym mu, aby lepiej stuknął się w głowę."
Pomimo podniosłego wstępu, Sweet✩Fuse nie jest grą poważną, ani głęboką, wręcz przeciwnie! To lekka i przyjemna komedia pełna akcji, w której niebezpieczeństwo miesza się z zabawą. Już sam wizerunek i charakter naszego złoczyńcy zapowiada, że mamy do czynienia z produkcją humorystyczną i nie należy brać wszystkiego na ekranie na serio. Nasza drużyna, choć dźwiga na barkach los zakładników, jest pogodna, pełna optymizmu i werwy oraz w chwilach spokoju potrafi się wyluzować i powygłupiać. Wszystko ma jednak umiar, i mimo dominacji humoru, doświadczymy tu również tragedii oraz zagadek, których rozwiązań będziemy szukać po wszystkich ścieżkach.


Umiejscawiając fabułę w parku rozrywki o motywie przewodnim gier wideo, nie obyło się bez intencjonalnych i zabawnych nawiązań do klasyków, widocznych w nazwach danych atrakcji oraz w dialogach z Meoshim (geekiem i nolife'em). I tak swój pierwszy dzień rozpoczynamy grą "Samurai Fantasy VII", a następne witają nas atrakcjami jak wyścigi, horror, gry muzyczne oraz wiele innych, każda z nich z innym pomysłem na siebie i misjami do wykonania przez naszą załogę. Fani gier niejednokrotnie gromko się zaśmieją czytając o rurach, będących początkowymi broniami oraz o zarwanych nocach nad danym tytułem.
Protagonistką Sweet✩Fuse jest osiemnastoletnia Saki, licealistka i bratanica znanego twórcy gier komputerowych. Dziewczyna jest zdecydowanie jedną z najlepiej napisanych postaci żeńskich w całym gatunku - jest bystra, energiczna i przede wszystkim odważna, chociaż nie brakuje jej szczypty naiwności i odrobiny nieśmiałości względem panów. Sama z własnej woli zgłasza się do wyzwania Hogsteina i potem ochoczo bierze udział w kolejnych grach przygotowanych przez Wieprza. Resztę drużyny w zmaganiach wspiera swoją niezwykłą dedukcją oraz atakiem furii, potrafiącym przywrócić do pionu nawet głównego złoczyńcę. Obie te zdolności są interaktywną częścią gry i będziemy ich często używać na przestrzeni wszystkich rozdziałów - furię, aby kogoś "naprostować", a dedukcję do rozgryzania zagwozdek niezbędnych do ukończenia danej misji (o tym później). W aspektach romantycznych Saki również nie zawodzi, nie jest przerysowana w żadną stronę i wypada bardzo naturalnie.


Gra zawiera aż siedem ścieżek bohaterów, po jednej dla każdego z szóstki towarzyszy oraz jedną dodatkową dla sekretnego bohatera, którą odblokujemy po jednokrotnym przejściu tytułu. Jak można się było tego spodziewać po Otomate, postacie są świetnie napisane, każda z innym charakterem odbiegającym od archetypów. Twórcy zadbali również o wiarygodną przeszłość panów oraz przekonujące motywy nimi kierujące. Co najciekawsze, wszystkich ich spaja pewna rzecz, tę jednak trzeba odkryć samemu.


Wrażenia z poszczególnych ścieżek (kolejność rozgrywki):

Ścieżka #1 Subaru Shindou
Subaru jest dwudziestodwuletnim śledczym, który trafił na otwarcie parku w ramach ochrony obiektu. To niekwestionowany lider drużyny, głównie dzięki takim przymiotom jak odwaga, zimna krew, bystry umysł i pomysłowość. Wydaje się mieć wiecznie kij w dolnej części pleców i humorki, ale tak naprawdę poważniej niż reszta traktuje całą zaistniałą sytuację. Jakby nie patrzeć, nawet pojmany i zmuszony do udziału w grze, nadal jest w pracy, a tej misją jest niesienie pomocy innym.

Ścieżka Subaru, choć nieoficjalnie kanoniczna, jest najbardziej kompletną historią i (jak dla mnie) najlepszą ze względu na fabułę i postać bohatera. W facecie nie idzie się nie zadurzyć - pomimo bycia gburem jest sympatyczny i niezwykle słodki (szczególnie, gdy akurat z czymś sobie nie radzi). Wbrew pozorom absolutnie nie jest to typ "tsundere" - od początku widzimy jego ciepłą stronę, którą jedynie zakrywa powaga sytuacji. Ścieżka najbardziej zaskoczyła mnie pewną potyczką w rozdziale czwartym, dzięki której dowiedzieliśmy się nieco więcej o hipsterskich okularach Subaru :) No i facet uwielbia gwiazdy! Jak tu go zatem nie kochać? Mój osobisty faworyt ❤


Ścieżka #2 Kouta Meoshi 
Właściwa osoba na właściwym miejscu! Kouta jest dziewiętnastoletnim geekiem i hardcorowym graczem z długim stażem (głównie z powodu bycia bezrobotnym). Naszej drużynie służy głównie, jako chodząca encyklopedia gier video, ale posiada również inne umiejętności, które nie raz uratują innym skórę. W relacjach międzyludzkich Kouta jest nieśmiały i wycofany, z biegiem czasu postać ta jednak dojrzewa.       

Przede wszystkim, uwielbiam jego design! Z początku sądziłam, iż będzie obłąkany, tak jak zakłada strój rodem z psychiatryka, a tu taka niespodzianka! Kouta jak i jego ścieżka są super słodcy i bardzo mi przypadli do gustu. Najbardziej pamiętny moment historii to zdecydowanie prawie sama końcówka, gdy otrzymujemy całkowicie odpalonego Koutę uzbrojonego w gazrurkę. Trochę nie bardzo kupiło mnie jego zachowanie w przeszłości, ale potrafię to przełknąć z uwagi na świetną całość.


Ścieżka #3 Ryusei Mitarashi
Wybuchowy charakter i gorąca krew Ryuseia sprawiają, że jest on najbardziej "pocerowaną" postacią w grze - non stop naraża się dla innych, przez co odnosi dotkliwe rany. Do tego zawsze pierwszy pcha się do bitki i nie wie co to strach. Jest postacią prostolinijną, szczerą, ale i przesadnie altruistyczną, gotową wspierać swych towarzyszy samemu, będąc na krawędzi. Pracuje w klubie dla pań, gdzie okazuje się być gwiazdą lokalu i najlepiej zarabiającym hostem.

Ryusei okazał się być spoko gościem i bardzo zabawną personą. Śmiałam się gromko, gdy spinał się o każdą głupotę rzuconą w jego stronę, albo jak z Subaru rzucali się sobie do oczu ^_^  A już najlepszymi momentami było, kiedy gołymi pięściami torował sobie drogę przez przeciwników :D Gdyby nie mój pociąg do postaci typu Subaru, byłaby to zdecydowanie moja ulubiona ścieżka.


Ścieżka #4 Towa Wakasa
Wokalista w popowym boysbandzie i idol tysięcy nastolatek. Towa jest sympatycznym i pogodnym młodym chłopakiem z jedną, poważną wadą, przez którą zupełnie nie sprawdza się w roli gracza - jest zwyczajnym cykorem i panikarzem. Zdarza mu się podczas rozgrywki narażać towarzyszy na jeszcze większe problemy, ale gdy przemoże swój strach, potrafi walczyć równie dzielnie jak lew. 

Historię chłopaka mogę zaklasyfikować, jako najmniej lubianą w grze, przy czym "najmniej lubiana" oznacza "najgorsza z najlepszych". Wszystko w tej ścieżce zagrało i nie mam na co narzekać, po prostu Towa nie jest dla mnie postacią atrakcyjną pod względem charakteru. Z co bardziej pamiętnym momentów wymienić mogę pełną napięcia ostatnią potyczkę z Hogsteinem i super słodkie zakończenie <3


Ścieżka #5 Kimimaro Urabe
Historia tego pana jest bardzo ciekawa, jednak zdradzenie czegokolwiek zahaczałoby o spoilery. Kimimaro jest popularnym wróżbitą w mieście, specjalizującym się w odczytywaniu przyszłości ze szklanej kuli. Jego charakter najłatwiej opisać, jako "oaza spokoju" - gościa naprawdę niewiele rusza i nawet w beznadziejnych sytuacjach potrafi zachować zimną krew i uśmiech na twarzy. Łagodna natura i elokwencja zjednała mu w zawodzie setki klientów (głównie kobiet).

Ścieżka Kimimaro to prawdziwa petarda! Jest pełna niepewności, zwrotów fabularnych i ciągłego napięcia. Nic nie zapowiada pewnego plottwista, a gdy ten już nadchodzi szczęka dosłownie opada! Inne ciekawe sceny, to wszystkie, w których nasz bohater zachowuje grobowy spokój w obliczu zagrożenia oraz zakończenie zwieńczone najpiękniejszą ilustracją w całym tytule <3 Świetna historia, ale zdecydowanie nie na pierwszą ścieżkę w grze! Polecam wpierw ukończyć jakąkolwiek inną, aby za wcześnie nie dobrać się do kluczowych elementów układanki.


Ścieżka #6 Ayumu Shirabe
Trzydziestodwuletni niezależny dziennikarz przybyły na otwarcie parku w poszukiwaniu nowych faktów odnośnie starej sprawy. Ayumu, choć najstarszy z grupy, ma zdecydowanie najzabawniejsze i najtrafniejsze docinki, często w formie idiomów i przekleństw. Jest zlepkiem dwóch światów: dorosłego, ze swą obszerną wiedzą oraz dziecięcego, co objawia niezaspokojonym apetytem na słodycze, którymi dzieli się wyłącznie z wybrańcami.

Zostawiłam akurat tę historię na koniec, gdyż zakładałam, że zupełnie mi nie podejdzie (wkręcać do tak starego gościa?! FUJ!!), ale jak zawsze Otomate mnie nie rozczarowało! Fakt, różnica wieku mocno kontrowersyjna, do tego nasz pan nie jest typowym kawalerem, ale dało się to przeżyć i zarazem dobrze bawić! Wszelkie kolejne dywagacje zdradzałyby za dużo fabuły, także w tym miejscu kończę mój wywód.


Ścieżka #7 Makoto Mikami
Nasz sekretny towarzysz, dostępny dopiero po ukończeniu któreś z wcześniejszych historii. Makoto wpierw spotykamy na stacji, a pierwszego dnia rozgrywek odnajdujemy go związanego w kanciapie w stroju roboczym (przebraniu świnki). Po uwolnieniu chłopak obiecuje przyjść nam zawsze w pomocą, a w międzyczasie odchodzi szpiegować Hogsteina. Makoto jest przemiłym i przesympatycznym gościem ze słodkim wyglądem i głosem, któremu nie da się nie zaufać od pierwszego wejrzenia. 

Cóż, ja wiedziałam czego się spodziewać zanim zagrałam, ale tylko wyłącznie dlatego, iż była to moja ostatnia ścieżka i fabuła nie kryła już przede mną tajemnic. Historia wyjątkowa na tle pozostałych i zdecydowanie warta uwagi, chociaż niezbyt oryginalna, patrząc na siostrzane produkcje. Mi się jednak grało świetnie, a sam Makoto bardzo przypadł mi do gustu. Jedyne co mnie zakuło, to mniejsza ilość ilustracji (o jedną), trochę krótsze rozdziały oraz BRAK EPILOGU! No jak można w takim momencie zakończyć historię?! >__< Otomate, how could u?! T__T



Poza głównymi postaciami należy oczywiście wspomnieć o samym Hrabim Hogsteinie i jego pomocnikach nazywanych "prosiętami" (piglets).  Hrabia, jak na dobrego złoczyńcę przystało jest postacią pełną pozorów - przywdziewając strój wieprza i modulując głos, wygląda i brzmi komicznie, a odzywki sugerują, że nie jest do końca poważny. Z drugiej strony to podstępna łajza, która potrafi przewidzieć nasze następne ruchy i zawczasu zastawić pułapkę, do tego nie przebiera w środkach i zrobi wszystko, by zagwarantować swoje zwycięstwo, a naszą porażkę. Prosiaki są natomiast całkowitym jego przeciwieństwem - są nieme, i choć służą Hrabiemu są wobec nas miłe i pomocne. Do tego przybierają przezabawne pozy, które nie tylko wywołują śmiech, ale i precyzyjnie oddają ich emocje.

Gra oferuje siedem zakończeń, odpowiadających siedmiu kawalerom oraz jedno normalne (aka. forever alone). Grę  oczywiście możemy zakończyć przedwcześnie, uzyskując tzw. game over, który jest rezultatem podejmowanych przez nas błędnych decyzji. Zginąć lub uszkodzić się można na każdym kroku, także częste zapisywanie jest musem. Finał bez wybranka serca dostaniemy, jeśli nie uzyskamy wystarczającej sympatii u danego pana, co paradoksalnie dla mnie okazało się nie lada wyzwaniem - po pierwsze: trzeba zgrabnie operować odpowiedziami, aby punkty sympatii wynosiły minimalne jeden (albo nieznacznie więcej; nie sprawdzałam) i po drugie: nie miałam serca okazywać chłopakom braku zaufania T_T Zaprawdę była to droga przez mękę. 

Jak już wspominałam wcześniej, w Sweet✩Fuse doświadczymy dwóch ciekawych mechanik: furii oraz wybuchowej dedukcji (Explosive Insight). Pierwsza opcja, zdecydowanie mniej skomplikowana, polega na wkurzeniu się bohaterki i skierowaniu całego gniewu w daną postać, aby zmienić jej tok myślenia. Cała akcja kończy się przekomiczną animacją i gorącymi prośbami o wybaczenie. Każda z postaci ma oczywiście unikatową podobiznę pełną strachu przed nastolatką, a jedynymi elementami wspólnymi są wybuchy, pioruny i krzyk bohaterki What is wrong with you?! (którego ton zmienia się w zależności od sytuacji). Z atakami furii jednakże trzeba uważać, gdyż czasami niosą ze sobą negatywne konsekwencje.


Explosive Insight to natomiast mini gierka, w której musimy rozkminić, nurtującą nasz team zagwozdkę. Z krótkiego tekstu, streszczającego zagadkę wyłoniono kilka słów-kluczy, a naszym zadaniem jest znaleźć ten jedyny, który jest naszą odpowiedzią. Rozwiązania bywają różne - niektóre są typowo logiczne, innym razem szukamy słowa, które budzi nasze wątpliwości. Prób mamy trzy (możemy na raz wybrać trzy słowa-klucze), a jeśli się nam nie uda, drużyna podczas burzy mózgów wreszcie jakoś sama odnajdzie odpowiedź.

Muszę przyznać, że szata graficzna z początku nie przypadła mi do gustu, jednak już po kilku godzinach z tytułem stwierdziłam, iż jest to jedna z najlepiej wyglądających otome w ogóle! Komiksowy styl wypada genialnie, szczególnie nałożony na bohaterów, którym daleko do bycia biszonenami, a mimo to wypadają o niebo lepiej niżeli panowie w innych produkcjach. Sama protagonistka, Saki, nie jest również typowym lachonem, a naturalnie wyglądającą dziewczyną (z humorystycznym akcentem w formie głowy przypominającej bombę :D). Co ciekawe zadbano również o postaci poboczne, i tak np. nawet zwykły przechodzień dostał własną podobiznę. Pozostałe elementy takie jak tła oraz ilustracje (których jest naprawdę sporo) są równie piękne. 


O ile zazwyczaj nie zwracam uwagi na dźwięki w tle, tutaj energiczne i dynamiczne utwory od razu chwyciły moją uwagę. Dodatkowo, kilka z nich jest okraszone wokalem w hip-hopowym stylu (chyba nie muszę się rozpowiadać, jaki świetny to daje efekt!). OP jest rewelacyjny, i złapałam się na tym, że nigdy nie zdarzyło mi się go przewinąć. Obie wolniejsze nutki z endingów również wypadły fantastycznie. Oczywiście odblokowane utwory muzyczne i filmiki możemy oglądać do woli w tzw. galerii wraz z ilustracjami.

Sweet✩Fuse to wyjątkowo dopracowana pozycja. Co prawda nie przeszłam gry "w wzdłuż i w wszerz", gdyż nie zdobyłam każdego game over, ale podczas rozgrywki nie spotkałam się z żadnym błędem, ani nawet literówką! Nie wiem jak to możliwe, ale tłumacze nie potknęli się na żadnym kroku. Gra zatem pod względem tłumaczenia to numer jeden wśród wszelkich lokalizacji.

Tytuł śmiga zarówno na PSP i PS Vita i nie ma większej różnicy między wersjami (kupując w PS Storze możemy zainstalować ją na obu konsolach na raz). Wiadomo, wersja na Vitkę jest nieznacznie rozpikselowana ze względu na wyższą rozdzielczość, ale niedoskonałości widać jedynie przy zbliżeniu. Jest to bezpośredni port z kieszonsolki PSP, zatem nie działa ekran dotykowy.


Jakie są moje wrażenia odnośnie Sweet✩Fuse? Długo nad tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że to na dzień dzisiejszy moja druga ulubiona (zaraz po Code: Realize) gra otome! Naturalni i zarazem przezabawni bohaterowie, wciągająca fabuła z wisienką na torcie w formie intrygi, genialne projekty postaci, dopracowanie i humor to główne elementy, które sprawiają, że tytuł ten jest zwyczajnie wybitny. Dlaczego nie jest bardziej popularny? Czort wie :( Dlatego tym goręcej zachęcam do sięgnięcia po niego!


* * *


Szczegóły wydania:
Deweloper: Otomate
Wydawca: Idea Factory | Aksys Games
Data wydania: 27 sierpień 2013
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: PSP, PS Vita
Łączna liczba ścieżek: 7
Voice acting: wszyscy prócz bohaterki
Animacje postaci: tak

Do kupienia na:
Fizyczny nośnik: ciężko dostępny :(
Wersja cyfrowa: PS Store (38 zł)








- osobisty faworyt