Recenzja | Lake of Voices


Halloweenowa recenzja miała pojawić się później i dotyczyć innego tytułu, ale przypadkiem trafiłam na rekomendację gry Lake of Voices i natychmiast postanowiłam ją sprawdzić. Całe szczęście, że dałam się skusić, bo ta całkowicie darmowa visual novel z elementami otome wciągnęła mnie w fabułę jak żadna inna produkcja indie.






Lake of Voices to mała, darmowa gra na Steama od GB Patch Games. W przeciwieństwie do pozostałych produkcji brytyjskiego studia, LoV to mieszanka horroru i romansu typowego dla gier otome. Choć na pierwszy rzut oka tytuł może się wydać stosunkowo krótki, możemy go ukończyć na masę różnych sposobów, co przedłuża kilkukrotnie jego żywotność. Warto oczywiście sprawdzić wszystkie możliwe rezultaty naszych działań i zakończenia, gdyż im dalej dobrniemy, tym więcej tajemnic tytułowego jeziora odkryjemy.

Akcja gry rozpoczyna się w momencie przybycia naszej protagonistki, Kikki, oraz jej towarzysza, Bemelle, nad niesławne jezioro Sinnlos, zamieszkałe przez tajemnicze upiory. Para na przystani spotyka się z Przewodnikiem (The Guide), który niczym Charon przeprawia wędrowców na drugi brzeg oraz Margaret, dziewczynę podobnie jak nasza para zmierzającą na drugą stronę. Sprawdziwszy determinację bohaterów, Przewodnik ostrzega, iż co najmniej jedno z nich nie przeżyje pierwszej nocy, a celu podróży może nie dotrwać nikt.

"Myśl wyłącznie o sobie i miej nadzieję, iż inni będą na tyle roztropni, aby zrobić to samo. To jedyny sposób na bezpieczne przebycie jeziora".
Podróż przez Sinnlos wbrew logice nie zakłada przeprawy łodzią lub promem, a wędrówkę przez labirynt złożony z magicznych mostów, które pojawiają się nocą i znikają za dnia. Bohaterowie zatem nie tylko muszą się liczyć z zagrożeniem, jakim są upiory żyjące w jeziorze, ale również z presją czasu. Aby bezpiecznie dotrzeć na drugi brzeg, wędrowcy będą musieli nauczyć się współpracować oraz, co ważniejsze, zaufać sobie na wzajem. To ostatnie nie będzie łatwe, zważywszy na to, iż dopiero co się poznali, a Przewodnik wydaje się przedkładać dotarcie do celu nad zdrowie pozostałych. Zresztą, jak sam twierdzi, pierwszej nocy ktoś musi umrzeć. I śmierć, faktycznie, zawsze zbiera krwawe żniwo.

Lake of Voices jest promowane nieuchronnością śmierci naszych bohaterów i nie jest to wcale kłamstwem ze strony twórców. Mimo naszych najszczerszych chęci i podejmowania różnych decyzji, niemożliwym jest uratowanie każdego bohatera - co najmniej jeden z nich zawsze musi skończyć w odmętach jeziora, niczym swojego rodzaju ofiara dla zamieszkujących go istot. Z pozoru zabieg ten może się wydawać niepotrzebnie ograniczać nasze wybory, z drugiej strony jednak, jest to ciekawa zagrywka za strony twórców. Za pierwszym razem, gdy dopiero poznajemy zasady gry, jest to niezauważalne, ale już przy drugiej rozgrywce przekonamy się, iż śmierć towarzyszy ma na celu łamanie czwartej ściany - my, jako gracze, będziemy musieli świadomie zadecydować kogo poświęcić, aby rozegrać wydarzenia inaczej; czyje przedwczesne odejście sprawi, że historia potoczy się lepiej lub gorzej. Podobne zabiegi są również stosowane w mniej ekstremalnych przypadkach, np. kto będzie szedł na końcu, pilnując tyłów, a kogo umieścimy w bezpiecznym środku kolumny. Co do samych wyborów...

"Łatwiej zignorować osobę w potrzebie, gdy ta nie woła o pomoc twoim imieniem".
Są one, jak to w życiu bywa, nieprzewidywalne. I tak np. z dobrych chęci może wyniknąć katastrofa. Czasami również lepiej pozostawić towarzysza samego, niż spieszyć mu bezmyślnie na ratunek. Oprócz wyborów standardowych dla visual novel w grze znajdziemy QTE (quick time events), te jednak mają inną funkcję niż w grach akcji - zamiast wciskania odpowiednich przycisków w krótkim czasie, musimy w mgnieniu oka postanowić czy wykonać daną akcję, czy nie. Ponownie, może się zdarzyć, iż szybka decyzja uratuje życie bohaterki lub jej towarzyszy, ale możliwe jest również dalsze pogorszenie sytuacji. Dodatkowo, niektóre opcje dialogowe mają limit czasowy i jego przekroczenie daje inny skutek niżeli pozostałe wybory.









Nawet z tak rozbudowanymi mechanikami, jak na visual novel, Lake of Voices nie byłoby dobrą grą bez ciekawej kreacji świata. Fantastyczna, wzorowana na średniowieczu, bezimienna kraina jest tylko tłem dla rozgrywających się wydarzeń, a mimo to, chce się ją poznać bliżej. Przede wszystkim, samo jezioro Sinnlos intryguje: Jaka jest jego przeszłość? Czym są upiory? Skąd się tu wzięły? Czemu tylu ludzi chce się przedostać na drugi brzeg? Czemu mosty pojawiają się w nocy, a znikają za dnia? Kto je tworzy? Na wiele z tych pytań nie otrzymamy odpowiedzi, aczkolwiek te najważniejsze zostaną wyjaśnione, jeśli w odpowiedni sposób poprowadzimy historię. Reszta świata poza tytułowym jeziorem to wielka niewiadoma; co prawda dostajemy opisy okolicznych wiosek, ale nigdy bezpośrednio ich nie zwiedzamy. Wiemy jedynie, iż Kikka oraz Bemelle opuszczają osadę, w której są strażnikami, aby pomóc odpędzić bandytów w sąsiednim miasteczku. Inne lokacje poznamy głównie z relacji pozostałych bohaterów. Może brzmieć to nieszczególnie interesująco, ale minimalistyczna, skondensowana kreacja świata, skupiona w dużej mierze na samym jeziorze, wystarcza produkcji do zaintrygowania gracza i przyciągnięcia go do tytułu na dłużej.

"Ten świat dąży do unicestwienia istot w nim żyjących. Tak jest lepiej; umarli spoczywają w pokoju, a żywi mogą czerpać korzyści z ich śmierci".
Sama fabuła produkcji prezentuje się fenomenalnie. Historia trzyma w napięciu, a klimat grozy ustaje tylko w pewnym momencie, aby dać wypocząć bohaterom i pozwolić zacieśnić więzi między nimi. Przez całą przeprawę nie opuszcza nas poczucie beznadziei i niebezpieczeństwa - nasi wędrowcy są tylko śmiertelnikami w porównaniu z przeklętymi istotami nawiedzającymi jezioro. I chociaż światło lampy skutecznie odstrasza upiory, jest jedyną i podatną na uszkodzenia bronią, którą ławo wytrącić z ręki lub zgubić. Wszystko to sprawia, iż my, jako gracze, współodczuwamy beznadziejność sytuacji razem z bohaterami opowieści i zaczynamy się zastanawiać, czy w ogóle możliwe jest przeżycie w tak trudnych warunkach.















O naszej protagonistce, Kikkce (VA: Elissa Park) wiemy niewiele; wraz z Bemelle piastują pozycję strażników miejskich w rodzinnej wiosce oraz oboje wyruszają w drogę na drugi brzeg jeziora, aby pomóc straży w tamtejszej osadzie. Jak widać, historia bohaterki jest skromna i minimalistyczna, ale, jak się szybko przekonamy, niczemu to nie przeszkadza. Całą osobę, jaką jest Kikka, poznajemy dogłębnie na moście, kiedy pomaga pozostałym przeżyć i przy okazji sama pozostać przy życiu. Bohaterka ma swoje mocne i słabe strony, chwile słabości oraz momenty, w których dokonuje niemal heroicznych czynów. Suma sumarum, jest to bardzo sympatyczna i ludzka postać, którą aż szkoda poświęcić w zamian za lepsze jutro dla pozostałych bohaterów.

"Mam nadzieję, że pozostali odeszli. Że dotarli na suchy ląd. Że odnaleźli szczęście i będą w nim żyć jeszcze długie lata".
Towarzysze Kikki to również postacie niczego sobie. Podobnie jak w grach otome, każdego z nich przyjdzie nam poznać bliżej jedynie w osobistych ścieżkach/historiach, na które wkroczymy, sympatyzując z nimi i pomagając im przeżyć. Do wyboru mamy cztery persony: naszego kolegę po fachu, Bemelle (to jedno z tych imion, które naprawdę nie wiem jak odmienić), zimnego i nieznającego sprzeciwu Przewodnika, wykształconą i pomysłową Margaret oraz tajemniczego Lu, który zdaje się w ogóle nie dbać o własne życie. Historia Lake of Voices rozgałęzia się bardziej niż typowe visual novel, dlatego nie zawsze będzie łatwo wkroczyć na ścieżkę pożądanego bohatera, mimo to warto eksperymentować i ukończyć je wszystkie.










Warto już w tym miejscu nadmienić, iż Lake of Voices nie jest do końca grą otome. Oczywiście, jak można się domyślić, w trakcie niebezpiecznej podróży między bohaterami może rozwinąć się zalążek romansu, ale jest on bardzo subtelny i niejednoznaczny, tj. łatwo go pomylić z przyjaźnią lub troską. Nie dziwię się takiemu zabiegowi; w końcu trudno oczekiwać czegoś więcej podczas dwudniowej wędrówki, w dodatku cały czas narażając swoje życie.

Gra nie posiada jednej, rekomendowanej kolejności rozgrywanych historii, ja jednak mocno polecam w pierwszej rozgrywce skupić się na Bemelle, za drugim razem na Margaret, potem Przewodniku, a na koniec zostawić Lu. Rozgrywając opowieści w ten sposób, będziecie mieć poczucie stopniowego rozwiązywania tajemnicy jeziora. Co prawda, historia każdej z postaci może rozwinąć się dwojako (coś w stylu dobrego i normalnego/złego zakończenia), jednakże endingi zaprojektowane są tak, aby te wyjawiające najwięcej, wymagały od nas nie lada wysiłku i raczej nie dało się ich zdobyć przypadkowo.


Co do samych ścieżek, oto krótkie wrażenia z rozgrywki.


Bemelle (czyt. /bemeleɪ/)  | VA:  Michael Potok

Towarzysz Kikki i jej kolega po fachu. Bemelle, jak na prawdziwego strażnika przystało, przedkłada życie innych na swoje i nie potrafi zignorować nikogo w potrzebie. Nie ufa Przewodnikowi i gardzi jego moralnością.


Bohater jest sympatyczniejszą postacią w grze i naszym pierwszym wyborem, zważywszy na długą znajomość z Kikką. Mimo iż przyjacielski i pomocny, Bemelle jest wybuchowy i miejscami nierozważny, przez co wymaga naszej uwagi i nadzoru w stresujących chwilach. Opowieść mężczyzny jest chyba tą najbardziej nastawioną na akcję, szczególnie druga noc wędrówki, podczas której serce mi biło jak oszalałe. Cenię oba rozgałęzienia (dobre oraz słodko-gorzkie), ale ciekawsze było jednak to "gorsze", kiedy rozdzielamy się z towarzyszami i zostajemy sami, bezbronni w ciemnościach. Do końca nie wiedziałam czy zaufać Przewodnikowi, czy, podobnie jak Bemelle, podejrzewać go o najgorsze i ta niewiedza, mętlik w głowie, idealnie obrazuje trudność czytania charakterów i podejmowania decyzji pod presją. Wspaniała historia, zdecydowanie moja ulubiona.








Lu | VA: Phil Avalos

Lu spotykamy już w trakcie przeprawy, rozpaczającego w samotności. Chłopak zdaje się nie przejmować własnym losem i dołączy do drużyny tylko, jeśli go do tego przekonamy. Jest małomówny i strachliwy, ale w chwili zagrożenia ma odwagę przyjść z pomocą.

Bohater jak żaden inny w grze potrafi doprowadzić do białej gorączki - jego nastawienie, a raczej ignorancja wobec własnego życia i śmierci sprawiają, iż jest on najgorszym możliwym kompanem w takiej sytuacji, którego trzeba, jak dziecko, pilnować. Mimo to, bardzo tę postać polubiłam. Trochę źle zrobiłam spiesząc się z historią Lu, gdyż jego "dobre" zakończenie odkrywa wszystkie karty opowieści, za to dobrze bawiłam się, poznając bohatera bliżej. Prowadzące do powyższego finału rozgałęzienie, jest chyba najdziwniejszym i najbardziej zakręconym w całej grze. "Co, kto, jak i dlaczego" to tylko kilka z licznych pytań, z którymi zostaniemy bez odpowiedzi. Sama tajemnica, z którą zmierzymy się na końcu, była dla mnie wielkim zaskoczeniem. W skrócie, nie spodziewałam się, że twórcy ujawnią sekret upiorów i pewnych zjawisk nadprzyrodzonych. O ile na ten temat mam mieszane uczucia, tak sam finał wypada świetnie. Drugie, smutne zakończenie też jest niczego sobie, ale praktycznie pozostawia w nas w niewiedzy.






The Guide | VA: Brendan Blaber

Przewodnik to jedna wielka tajemnica. Wiemy o nim jedynie tyle, iż pomaga innym przeprawić się przez jezioro, ale ze wszystkich chętnych wybiera tylko tych, którzy są najbardziej zdeterminowani, aby znaleźć się na drugiej stronie.

The Guide to zdecydowanie najciekawsza i najlepiej napisana postać w grze. Mężczyzna dystansuje się od grupy, ale dzięki swojej wysokiej pozycji jest w stanie narzucić pozostałym swoją moralność, np. odmówić lampy osobom przez niego niepożądanym. Do samego końca praktycznie nie wiadomo czy Przewodnik ma dobre, czy złe intencje, a zaufanie mu to swojego rodzaju ruletka. Pierwsze, "złe", zakończenie bohatera rzuca światło na jego motywacje i uczucia, a te totalnie mnie kupiły. Poznając bohatera, wyrobiłam sobie opinię na jego temat, jednak w drugim, "lepszym", finale wszystko gruchnęło. Ostatecznie nie wiem czy darzyć mężczyznę sympatią, czy nieufnością. Wiem natomiast to, że to bardzo ciekawie napisana i wielowymiarowa postać.














Margaret | VA: Elsie Lovelock

Po dotarciu na przystań oprócz Przewodnika spotykamy Margaret, dziewczynę również zmierzającą na drugi brzeg. Bohaterka od początku wydaje się inteligentna i wykształcona, ale i trochę pyszałkowata.


Margaret była postacią, którą najłatwiej było mi poświęcić pierwszej nocy, gdyż tak naprawdę najtrudniej ją uratować od zguby. Po bliższym poznaniu bohaterki bardzo ją polubiłam, aczkolwiek czułam się niekomfortowo, widząc ją oraz Kikkę wymieniające czułe spojrzenia (nie mam nic przeciwko związkom homoseksualnym w grach/książkach, ale, gdy tytuł wymaga ode nie romantycznej interakcji z tą samą płcią, automatycznie mnie to odrzuca). Z tego powodu w ogóle miałam nie zaczynać wątku Margaret, ale postać zainteresowała mnie na tyle, że się skusiłam. Chociaż opowieść wydała mi się gorsza od pozostałych, absolutnie nie był to czas zmarnowany.









Każdy z bohaterów otrzymał po dwa różne zakończenia (oprócz Margaret, ta ma jedno), ale ilość sposobów, na które możemy ukończyć opowieść jest jeszcze większa. Jak przystało na horror, Lake of Voices ma całą masę bad endingów, począwszy od śmierci protagonistki już w pierwszych minutach gry, skończywszy na utonięciu w odmętach jeziora prawie przy samym brzegu. Najbardziej wzruszającym finałem w grze jest właśnie ta druga sytuacja, w której tak niewiele braknie nam do przeżycia; mimo iż Kikka ginie, dzięki jej ostatniemu monologowi gracz odnajduje w sobie cząstkę radości, nadzieję, iż "mi się nie udało, ale może inni są już bezpieczni". Podobnie emocje sponiewierały mną w grze Persona 3 Portable, gdzie śmierć protagonisty/protagonistki miała wymiar uśmierzający ból, tzw. katharsis. Rzadko kiedy polecam intencjonalnie uśmiercić bohatera, ale tutaj, przy końcu podróży naprawdę warto.

Oprawa wizualna jak na darmową grę visual novel, jest przepiękna. Aż trudno uwierzyć, że twórcy postanowili udostępnić produkcję o tak wysokiej jakości całkowicie za free. A, jednak, wszystko to dzięki Kickstarterowi i osobom, które postawiły wesprzeć projekt w trakcie jego powstawania. Teł jest naprawdę sporo, choć większość tylko minimalnie się od siebie różni (ułożenie mostów, niebo). Imponująca jest natomiast ilość CG i postur/wyrazów twarzy bohaterów. Coś pięknego <3

Gorzej wypadają głosy postaci. Oczywiście niesprawiedliwym jest porównywać darmową produkcję indie do gier otome z wyższej półki, ale trzeba powiedzieć szczerze: voice acting w Lake of Voices jest po prostu... słaby. Generalnie najgorzej prezentuje się sama bohaterka, Kikka, bo przez sporą część gry usilnie stara się wyplenić wszelkie emocje ze swojego głosu, a to niestety od razu słychać i jej kwestie brzmią sztucznie. Z drugiej strony, są momenty, w których aktorka naprawdę daje radę i poprzednie niedociągnięcia idą w niepamięć. Natomiast słysząc Margaret, odnosiłam wrażenie, że jej głos został nagrany w niższej jakości niż pozostałych (gorszy mikrofon?), ale mogę się mylić. Najlepiej zdecydowanie wypadają męskie postacie z Przewodnikiem na czele; do całej trójki nie mam zbytnio nic do zarzucenia, choć oczywiście nie reprezentują oni najwyższej ligi (za to widać, że się starają). Po czasie da się jednak przyzwyczaić do obsady i czerpać zabawę z rozgrywki.

Przejście całej gry "wzdłuż i wszerz", tj. ze wszystkimi zakończeniami i osiągnięciami zajęło mi siedem godzin, co jest wynikiem imponującym; np. poprzednio recenzowaną grę na PC, How to Take off Your Mask, na 100% przeszłam w pięć godzin (a za tę produkcję musimy zapłacić 44 zł). Sama pojedyncza rozgrywka ma długość ok. 1 - 1,5 godziny, oczywiście w zależności od prędkości czytania i obranej ścieżki historii.

"Czy zagrać w Lake of Voices?" jest pytaniem retorycznym. Gra jest dostępna całkowicie za darmo na platformie Steam, a swoją jakością (historią, postaciami, wykonaniem i mechanikami) przerasta niejedną płatną produkcję. Dodatkowo, co będzie plusem dla fanów horroru, gra straszy ciężkim klimatem i bezbronnością bohaterów wobec tajemniczych przeciwników. Idealny tytuł na Halloween!


~Galeria~



***

Szczegóły wydania:
Znalezione obrazy dla zapytania lake of voices steamDeweloper/wydawca: GB Patch Games
Data wydania: 28.08.2018
Gatunek: visual novel/horror/otome
Platforma: Steam
Łączna liczba ścieżek: 4
Voice acting: tak
Animacje postaci: nie

Edycja cyfrowa: Steam



Amnesia; Memories edycja limitowana (kolekcjonerska)


Cześć! Dzisiaj odkopałam jeden ze starszych postów, który zagubił się w limbo niedokończanych materiałów. Pół roku temu wraz z kolektorką Edo Blossoms zamówiłam limitkę Amnesia; Memories, dużo mniejszą i bardziej kameralną niż poprzedniczka, ale z drugiej strony za przyjemniejszą cenę. Czas zerknąć do środka!

Nie mogę sobie dokładnie przypomnieć kiedy rozpoczęła się moja przygoda z grami otome, wiem natomiast, że Amnesia była moją drugą otomką, zaraz po Hakuoki ~Demon of the Fleeting Blossom~ na PSP. Z powodu braku fizycznego nośnika musiałam sięgnąć po edycję cyfrową, co nie dawało mi spokoju, aż do zakupu limitki (kolekcjonerzy tak mają). Dopiero poniższa edycja dała mi prawdziwe poczucie posiadania tytułu i zostawiła namacalny ślad jego ukończenia na mojej półce.

A;M jest bardzo... specyficzną grą: posiada charakterystyczną oprawę graficzną, pięciu chłopaków, z których jeden to psychol, drugi to psychopata oraz najgorszą bohaterkę ever. Chłopaki wyglądają jakby zerwali się z Castle Party, a jeden z nich ma piercing, co mnie obrzydza, podobnie jak igły. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, iż Amnesia jest jedną z gorszych gier otome od Otomate (to m.in. dlatego recenzja jeszcze nie pojawiła się na blogu), lecz wtedy nie robiło mi to różnicy. Kilka lat temu, gdy dopiero zapoznawałam się z grami otome sam fakt, że mogę poznać fajną historię, a przy okazji rozwijać wątki romantyczne z kilkoma bohaterami, wybaczał wszystkie nieciągnięcia produkcji. Może kiedyś, gdy zabraknie mi tytułów do recenzji, wrócę do Amnesii, na razie jednak tego nie planuję.

Co do samego pudła, edycja limitowana Amnesia; Memories zawiera:

  • kolekcjonerskie pudełko
  • artbook w miękkiej oprawie
  • OST na płycie
  • pięć podkładek pod napoje z wizerunkami bohaterów
  • poszewkę na poduszkę typu dakimakura
















Jak widać, limitka prezentuje się całkiem zacnie. Niestety, kartony podtrzymujące w środku zawartość przyszły do mnie naderwane i poszarpane po bokach (zapomniałam tego ująć na zdjęciach). Dziwna sprawa, bo żaden inny element nie nosił śladów uszkodzenia. Najbardziej spodobał mi się całkiem gruby i treściwy mini-artbook; co prawda design postaci jest, w mojej opinii, niepotrzebnie udziwniony, zawsze cieszy mnie obserwowanie wczesnych szkiców i projektów (ten Kent-got z długimi włosami lol). Wkładu na dakimakury nie planuję kupować - z jednej strony to spory wydatek (ok. 100 zł), po drugie miałam nieprzyjemność jedną poduszkę już nim wypychać i wiem jak podatny jest on na uszkodzenia. O ile OST w kolektorkach zawsze cenię, tak ten w Amnesii nie zapadł mi w pamięci. Podkładki pod napoje to ciekawy dodatek, ale dla mnie bezużyteczny - nie wyobrażam sobie podać znajomym niczego pod nimi, trudno mi również ocenić ich trwałość. Ogólnie, limitka to dla mnie bardziej ciekawostka niż obiekt westchnień jak np. moja japońska kolektorka Dark Souls II, edycja Take Your Heart Persony 5, której nigdy nie posiądę, bo Janusze biznesu, czy chociażby prześliczne wydanie kolekcjonerskie Edo Blossoms. Mimo wszystko, limitka Amnesia; Memories to dobry zamiennik za fizyczny nośnik gry.

Edycję można kupić wyłącznie w oficjalnym sklepie: Iffy's Online Store EU
Wersja bez gry to koszt ok, 150 zł. + 50 zł. wysyłka kurierem, a z grą... nie wiem, bo padła strona sklepu (znowu)...


[Recenzja gry otome] 7's☾arlet ~Wzgórza Okunezato mają oczy~


Nadrabiania zaległości ciąg dalszy! Dzisiaj ponownie biorę na warsztat grę z serii Lato tajemnic, wydaną w tym roku przez Aksys Games. Chociaż klimat produkcji bardziej pasuje na halloweenową recenzję niż słoneczne jesienne dni, 31 października na blogu zadebiutuje coś jeszcze straszniejszego. Stay tuned!

7'scarlet to druga z trzech gier otome wydana w tym roku pod szyldem Lato tajemnic. Produkcja w przeciwieństwie do Black Butterfly oraz Ashen Hawk (którą dopiero zamierzam rozpocząć) stworzyło nie jedno studio, a dwa: Otomate oraz Toybox. Wynikiem tej kolaboracji jest gra w starym, dobrym stylu, ale z wyjątkowo piękną i magiczną oprawą graficzną oraz dźwiękową. No i tu właśnie pojawia się problem...

"Powiedzieć "żegnaj" to po trochu umrzeć."
Główna bohaterka, Ichiko, w rocznicę zniknięcia starszego brata przyjeżdża do Okunezato, małego, odludnego miasteczka, w którym ostatnio widziany był zaginiony. Dziewczyna wraz ze swoim przyjacielem, Hino, docierają do jedynego hotelu w okolicy i biorą udział w spotkaniu fanów zjawisk paranormalnych i miejscowych legend. Wkrótce w mieście dochodzi do serii tajemniczych zniknięć i morderstw.

Choć protagonistką gry jest nastolatka, Ichiko, niekwestionowanym głównym bohaterem jest samo miasteczko, Okunezato. To wokół niego i w nim rozgrywa się opowieść, a zagadkę jego powstania oraz lokalnych legend przyjdzie nam poznać za sprawą odwiedzającej go Ichiko. Podobnie jak inne niesławne miasteczko Silent Hill, miejsce to ma własną historię, charakter, a nawet zalążek świadomości oraz znacząco wpływa na swoich mieszkańców.

Okunezato, będąc odseparowane od reszty kraju górami i lasami wykształciło swoje wyjątkowe wierzenia, które, pomimo postępu technologicznego, nadal są pielęgnowane przez miejscowych. Ich szerokie spektrum sięga od przyjacielskiej maskotki pandy, która, wędrując po mieście, daje sobie robić fotki, przez zagadkowe ogniki, aż po nieumarłych, wstających z grobu i polujących na ludzi. Od pierwszych chwil spędzonych w mieście czuć, iż Okunezato jest miejscem magicznym, aczkolwiek, jak Ichiko szybko się przekonuje, skrzętnie ukrywa swoje najskrytsze sekrety. Poznanie ich wszystkich będzie dla dziewczyny nie lada orzechem do zgryzienia - z jednej strony, samo miasteczko nie chce ujawnić swoich tajemnic, z drugiej, pewni mieszkańcy rzucają kłody pod nogi bohaterce. Co jednak najciekawsze, nie tylko Okunezato skrywa zagadki, bo jak się okazuje zarówno miejscowi, jak i turyści mają sporo za uszami. Czy w takim razie protagonistka, która ma dziwne dziury w pamięci, może być wyjątkiem?

Recenzowana przeze mnie produkcja wywiązuje się ze swoich założeń perfekcyjnie, przedstawiając piękną historię, naszpikowaną japońskimi wierzeniami oraz nie jedną, a kilkoma zagadkami do rozwiązania. Ich ilość i stopień "wtajemniczenia" rosną w miarę zbliżania się do ostatecznej tajemnicy - zniknięcia brata bohaterki oraz serii niewyjaśnionych morderstw. Po drodze wraz z Ichiko przyjdzie nam poznać sekrety z pozoru trywialnych, nic nie znaczących spraw, które jednak znajdą swój wydźwięk w dalszych partiach gry, np. powód, dla którego bohaterka nie lubi truskawek lub etymologia tytułu produkcji. Pod tym względem 7'scarlet przypomina puzzle, których porozrzucane w nieładzie elementy przyjdzie nam poskładać samemu.

Pomimo horrorowego zabarwienia, tytuł nie odbiega daleko od tradycyjnej stylistyki gier otome ze stajni Otomate. Początek historii jest lekki, czasem komediowy i przez większość czasu przyjdzie nam poznawać okolicę oraz jej mieszkańców. Od czasu do czasu jesteśmy atakowani straszakami, niczym zapowiedź nadchodzącego horroru, ale prawdziwe napięcie i groza pojawiają się dopiero w dalszych partiach gry, gdy Ichiko zacznie na poważnie wściubiać nos, tam gdzie nie powinna. Spośród polowania na upiora, włóczenia się po lesie i porwania, moją ulubioną sceną była sekwencja, w której, przeprowadzając wywiad z innymi rezydentami hotelu, musieliśmy ustalić sprawcę incydentu. Oczywiście, nie jest to żadne odkrycie, biorąc pod uwagę całą branżę grową, jednak zabawę w detektywa odebrałam jako powiew świeżości w gatunku (lepszą zagadkę na temat czyjejś tożsamości oferowała tylko siostrzana produkcja, Collar x Malice).


Przez sporą część historii ton gry jest pogodny - mimo, iż Okunezato jest miejscem zaginięcia jej brata, Ichiko zachowuje się jakby była na wakacjach. Podobnie jednak do sinusoidy lekki klimat gry jest ciągle zaburzany przez straszaki, zagadki i podejrzane informacje wychodzące na jaw.  Nie to jednak jest prawdziwym problemem 7'scarlet, ponieważ sceny przygody poprzeplatane grozą łączą się tu fenomenalnie. Pierwszym mankamentem tytułu są błędy w rozpoznaniu tonu. Zdarzają się sytuacje, gdy dzieje się coś niedobrego i bohaterowie są w stresie, a klimat jest nadal sielankowy. Aby długo nie szukać, oto przykład: na pewnym etapie fabuły jedna z postaci (Yuki) znika bez śladu. Kiedy Ichiko wyrusza na jej poszukiwania, wpada na znajomych i przekazuje im złe wieści. W trakcie rozmowy o tym, gdzie zaginionego/-ą szukać w tle przygrywa skoczna muzyczka, a postacie żartują sobie i w żaden sposób nie okazują troski. Chyba nie tak to miało wyglądać?

Kolejnym problemem są niedociągnięcia i dziury fabularne. 7'scarlet bazuje na bardzo skomplikowanej, wielowarstwowej fabule i ta, niestety, nie w każdym aspekcie została do końca przemyślana. Ukończywszy wszystkie ścieżki, dotarło do mnie, iż pewne wydarzenia przedstawione na samym początku nie mają sensu lub się wykluczają, np. Tsukuyomi, będąc upiorem, powinien po śmierci przemienić się i rozpaść na płatki kwiatów, natomiast w ścieżce Isory jego nadpalone ciało zostaje odnalezione w całości. Dziury fabularne to natomiast: dlaczego Hino ma czerwone tęczówki (skoro takowe były kojarzone z upiorami) oraz czemu Tsukuyomi rani sam siebie w ścieżce chłopaka? Szukając odpowiedzi na te pytania na reddicie, natknęłam się na próby wyjaśnienia tych kwestii przez użytkowników, ale, szczerze mówiąc, nie wierzę, iż było to zaplanowane przez twórców. Według mnie, scenarzyści po prostu pogubili się w meandrach fabuły i nie sprawdzili należycie historii pod kątem nielogiczności.

Okunezato zamieszkuje garstka postaci, z którymi przyjdzie Ichiko się zaprzyjaźnić i rozwiązać zagadkę miasta. Naszymi najbliższymi kompanami będą Hino, przyjaciel protagonistki, pracownicy oraz rezydenci hotelu. Wszyscy bohaterowie, nawet ci drugoplanowi, swoją kreacją idealnie wpisują się w klimat produkcji i grają niezastąpione role. Choć samych chłopaków do romansowania jest tylko piątka, drugie tyle stanowią postacie poboczne. Wśród nich znajdziemy: Yuę (VA: Chiwa Saito), sympatyczną pokojówkę, Yukiego (Sanae Kobayashi), nadzwyczaj inteligentnego i ułożonego ucznia, pana Karasumę (Hiroki Yasumoto), zimnego i zamkniętego w sobie pisarza, fotografa Tsukuyomiego (Hiroki Takahashi)  oraz niezdarnego policjanta, Yasu (Daisuke Kishio). Wszyscy z listy, oprócz błazna Yasu (nie znoszę tego typu postaci) w mniejszym lub większym stopniu zaskarbiły sobie moją sympatię, po części ze względu na kreację, a po części przez skrywane sekrety. Osobą, która najbardziej mnie zaskoczyła był Kagura Tsukuyomi, natomiast Yuki okazał się do rany przyłóż. Chętnie zobaczyłabym więcej tak ciekawie zarysowanych postaci drugoplanowych w innych tytułach.





Główna bohaterka, Ichiko, nie ma czego się wstydzić przy pozostałych bohaterach. Choć jej charakter, co prawda, jest mocno "standardowy" dla tego gatunku gier, a jej uśmiech z jakiegoś powodu okropnie mnie irytował, to dziewczyna nadrabia braki odwagą, ciekawością i wytrwałością w szukania śladów brata. Głównym atutem protagonistki, dzięki któremu wszystko inne potrafię wybaczyć, jest jednak jej historia. Oczywiście, nie mam w planach niczego zdradzać; powiem tylko, iż jej zawiła przeszłość, spajająca wszystko w jedno, pozytywnie mnie zaskoczyła. Uwielbiam protagonistki, które są pełnoprawnymi postaciami, a nie tabula rasą, i tu taką właśnie dostałam.

Jak już wspominałam, bohaterów do romansowania mamy pięciu: naszego przyjaciela, Hino, hotelowego kucharza i barmana, Isorę, niezdarnego kociarza, Toę, będącego również na wakacjach studenta medycyny, Sousuke oraz surowego szefa hotelu, Yuzukiego. 7'scarlet jest produkcją jeszcze bardziej liniową niż Psychedelica of the Black Butterfly; kolejność rozgrywania ścieżek jest narzucona przez twórców i zaczynając grę po raz pierwszy, do dyspozycji mamy tylko dwóch panów: Hino i Isorę. Po przejściu obu historii odblokowuje się Toa, potem Sousuke, a na końcu Yuzuki. Dodatkowo, ukończywszy wszystkie pięć ścieżek otrzymujemy "prawdziwe" zakończenie oraz krótką opowieść dodatkową. Oto krótkie wrażenia z poszczególnych historii:


Hino | VA: Nobunaga Shimazaki

Najlepszy przyjaciel Ichiko i jej towarzysz podróży do Okunezato. Hino jest pogodny i wyluzowany, trochę nerwowy i zdecydowanie zbyt opiekuńczy. Mimo to, dzięki bogu, nie jest typem starszego brata.


Hino to Hino, tak po prostu. Nie ma w nim nic porywającego ani odpychającego; no, może poza wiecznym narzekaniem i wrzeszczeniem na wszystko i wszystkich. Spośród piątki bohaterów i historii, ścieżka Hino jest zdecydowanie najnudniejsza (co nie znaczy, że najgorsza, o tym za chwilę...). No i, osobiście, chłopak jest nie w moim typie - nie znoszę romansów z przyjacielem w roli głównej.
















Isora | VA: Tetsuya Kakihara

Isora jest barmanem na tym dancingu w hotelu i całkiem w porządku kolesiem... na pierwszy rzut oka. Chociaż szybko zjednuje sobie sympatię Ichiko oraz gracza, po pierwszym rendezvous z bohaterką widać, że chłopak ma nie po kolei w głowie.

Ścieżka Isory to prawdziwy horror. Nie taki z duchami czy hektolitrami krwi, a z okropnie napisaną postacią w roli głównej. Isora jest odrażający, nie z samego faktu bycia yandere, ale dlatego, że jest to postać bez pomyślunku i celu. W swojej "chorobie" bohater nie przemierza ani kawałka drogi, bo skoro ratuje i troszczy się o Ichiko (wykorzystując jej bezradność na swoją korzyść), nie może być przecież zły (co z tego, że w ataku złości jest całkowicie nieobliczalny). Po prostu tragedia. Nawet fetyszyści nie znajdą w tej historii przyjemności, gdyż ta jest zwyczajnie nijaka.
















Toa | VA: Shotaro Morikubo

Toa to taki Jar Jar Binks w świecie 7'scarlet - nieporadny, nieogarnięty przegryw "tańczący" z kotami i wchodzący do damskich toalet. Bohater jednak, jak na błazna przystało, skrywa w sobie ciekawą tajemnicę, która zmieni, albo i nie, naszą opinię o nim.

To już trzecia ścieżka i w końcu zaczyna robić się ciekawie. Toa, cóż, to ponownie nie mój typ - niektórym pewnie przypadnie do gustu słodki, wstydliwy, nieporadny fajtłapa, mnie jednak od początku totalnie nie kupił (jestem za stara na kreskówki). Okej, od pewnego momentu kreacja bohatera  się zmienia, a jego historia okazuje się być zaskakująca, ale nie tego oczekiwałam od tytułu jakim  7'scarlet. Na plus jednakże zaliczam jego ukrytą tożsamość oraz prawdziwe zaskoczenie. Mimo, iż fanką nadal nie jestem, finał historii bohatera jest spektakularny. Ale to było dobre!







Sousuke | VA: Chiharu Sawashiro

Sousuke, podobnie jak Ichiko, przyjechał w przerwie od studiów medycznych na odpoczynek do Okunezato. Spokojny, racjonalny i poważny mężczyzna, mimo bycia tylko turystą, zdaje się dużo wiedzieć o mieście i jego legendach.


Oto historia i bohater na jakich czekałam! Po trzech nudnych lub wręcz okropnych ścieżkach wreszcie otrzymujemy konkret. Czwarta opowieść, w końcu, skupia się w całej okazałości na legendach oraz ich realnym zagrożeniu dla miejscowych. Najlepszą rekomendacją historii jest to, że będąc na miejscu Ichiko, nie raz przeżyłabym zawał. To również tutaj otrzymujemy cudowną scenę śledztwa z debatą na temat sprawcy włącznie. Co do samego bohatera, Sousuke jest po prostu kochany. To nie do końca typ zimnego gościa, bo szybko się okazuje, iż nie ma powodu być dla nikogo niemiły. Chłopak zwyczajnie twardo stąpa po ziemi, co, przy okazji, czyni go najbardziej kompetentnym członkiem drużyny.











Yuzuki | VA: Shinichiro Miki

Młody następca wpływowej rodziny w Okunezato oraz właściciel hotelu, w którym mieszka i pracuje Ichiko. Yuzuki jest surowy, wymagający i roztacza wokół siebie aurę władzy. Jeśli podążymy jego ścieżką, dowiemy się, iż nawet on ma własne słabości.

W tym miejscu muszę się powstrzymywać, aby nie pozwolić mojej wewnętrznej fangirl zawładnąć tym wpisem. Mówiąc krótko, ścieżka Yuzukiego jest fenomenalna i absolutnie mnie oczarowała. Ponieważ jest to ostatnia pełnoprawna historia w grze, wyjaśnione zostają tu (prawie) wszystkie wątki fantastyczne razem z tajemnicą miasta. Dodatkowo opowiedziana zostaje przeszłość oraz teraźniejszość Yuzukiego, który, podobnie jak Sousuke, jest wyjątkowo dobrze napisaną postacią. Towarzysząc mu w codziennych sprawach oraz przygodach, nie da się bohatera nie pokochać. Świetnie wypadają również zakończenia, jedno z nich (gdzie Yuzuki ginie i odradza się jako upiór) chwyta za serce jak żadne inne w całym gatunku. Podsumowując, to najlepsza historia w grze, a pozostałe, oprócz ścieżki Sousuke, mogą się schować.












Po ukończeniu wszystkich pięciu ścieżek odblokowane zostaje "prawdziwe zakończenie", związane z jednym z bohaterów. Nie spodziewałam się zobaczyć akurat tej osoby w roli "kanonicznego" chłopaka i, szczerze, wybór twórców trochę mnie zawiódł. Sam finał jest świetny i wyciska łzy nie gorzej niż Psychedelica of the Black Butterfly, szkoda tylko, iż od początku nie sympatyzowałam z bohaterem i jego los spłynął po mnie jak po kaczce. Drugi bonus, krótka opowieść jeszcze innej postaci, prezentowałaby się również ciekawie, gdyby Otomate nie przedobrzyło; romans z przyrodnim bratem, którego prawie w ogóle nie znamy jest strzałem w stopę. Może ładnie to wszystko wygląda i chce się nawet uronić łezkę, no ale nie, po prostu nie.

Jak widać, siłą 7'scarlet, a zarazem największą wadą są właśnie ścieżki. Niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić, ja jednak uważam, iż trzy pierwsze historie (Hino, Isora i Toa) nie sięgają do pięt dwóm ostatnim (Sousuke i Yuzuki); to już nawet nie dysproporcja, a przepaść w jakości. Oczywiście do pewnego stopnia jest to usprawiedliwione, gdyż z założenia im dalej, tym miało być ciekawiej, mimo to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pierwsza połowa gry to strata czasu. Nie jest to tragedia, jak w przypadku produkcji innych studiów (Dogenzaka, nigdy ci nie wybaczę), jednakże po Otomate spodziewałam się czegoś więcej. Dokładając do tego problemy, o których wspominałam wcześniej, nie jestem całkowicie przekonana do tytułu - z jednej strony go kocham, z drugiej najchętniej rzuciłabym go w kąt.

Wracając do tematu kolaboracji Otomate z Toybox przy produkcji 7'scarlet. Nie znalazłam informacji o tym, jak studia podzieliły między sobą pracę nad grą, pewne jest tylko to, że Toybox zajęło się oprawą graficzną i wizualną. I, OMG, jak 7'scarlet brzmi i wygląda! Te ilustracje, te tła, kolory, postacie i wszystko inne na ekranie wygląda przepięknie, wyjątkowo, magicznie! Mimo, iż warstwa fabularna trochę napsuła mi krwi, wizualnie to najpiękniejsza gra otome, w jaką grałam, a konkurentów miała wielu (Period: Cube, Reine des Fleurs).

Muzyka to również cudo, szczególnie openingi (tak, są dwa). Sama nie wiem, który jest cudowniejszy (chyba jednak pierwszy): Opening #1 & Opening #2. Szkoda, że filmiki nie przygrywają podczas uruchomienia gry, jak to ma zazwyczaj miejsce. Zamiast tego odblokowuje się je jak CG. Drobna wskazówka na koniec: aby zdobyć drugi opening należy ukończyć wszystkie ścieżki i dodatki, a następnie rozpocząć nową grę.

Czy polecam przygodę z 7'scarlet? To jedno z tych pytań, na które nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Tytuł wywołał we mnie mieszane uczucia: z jednej strony fabuła, sceneria, tajemnica, niektórzy bohaterowie oraz wykonanie stoją na najwyższym poziomie, z drugiej, aby dobrać się do co smakowitszych kąsków należy przejść nudniejszą połowę gry. Proszę jednakże pamiętać, że to tylko moja subiektywna opinia - to, że trzech z pięciu bohaterów było dla mnie męczących, nie oznacza, iż komuś innemu nie wpasują się w gusta. Mimo wszystko, jeśli po przeczytaniu tej (jak zawsze) długiej recenzji jesteście tytułem zainteresowani, bierzcie śmiało, nawet bez wyprzedaży (produkcja fizycznych nośników do Vity dobiegła końca, także pudełka prędzej czy później znikną ze sklepów).


~Galeria~

***


Znalezione obrazy dla zapytania 7 scarlet ps vitaSzczegóły wydania:
Deweloper: Otomate
Wydawca: Idea Factory (JAP) | Aksys Games (ENG)
Data wydania: 21.07.2016  (JAP) | 25.05.2018 (ENG)
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: PSV
Łączna liczba ścieżek: 5
Voice acting: tak
Animacje postaci: tak

Edycja pudełkowa: sklepy internetowe
Edycja cyfrowa: PSN