Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darmowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darmowe. Pokaż wszystkie posty

Recenzja | Lake of Voices


Halloweenowa recenzja miała pojawić się później i dotyczyć innego tytułu, ale przypadkiem trafiłam na rekomendację gry Lake of Voices i natychmiast postanowiłam ją sprawdzić. Całe szczęście, że dałam się skusić, bo ta całkowicie darmowa visual novel z elementami otome wciągnęła mnie w fabułę jak żadna inna produkcja indie.






Lake of Voices to mała, darmowa gra na Steama od GB Patch Games. W przeciwieństwie do pozostałych produkcji brytyjskiego studia, LoV to mieszanka horroru i romansu typowego dla gier otome. Choć na pierwszy rzut oka tytuł może się wydać stosunkowo krótki, możemy go ukończyć na masę różnych sposobów, co przedłuża kilkukrotnie jego żywotność. Warto oczywiście sprawdzić wszystkie możliwe rezultaty naszych działań i zakończenia, gdyż im dalej dobrniemy, tym więcej tajemnic tytułowego jeziora odkryjemy.

Akcja gry rozpoczyna się w momencie przybycia naszej protagonistki, Kikki, oraz jej towarzysza, Bemelle, nad niesławne jezioro Sinnlos, zamieszkałe przez tajemnicze upiory. Para na przystani spotyka się z Przewodnikiem (The Guide), który niczym Charon przeprawia wędrowców na drugi brzeg oraz Margaret, dziewczynę podobnie jak nasza para zmierzającą na drugą stronę. Sprawdziwszy determinację bohaterów, Przewodnik ostrzega, iż co najmniej jedno z nich nie przeżyje pierwszej nocy, a celu podróży może nie dotrwać nikt.

"Myśl wyłącznie o sobie i miej nadzieję, iż inni będą na tyle roztropni, aby zrobić to samo. To jedyny sposób na bezpieczne przebycie jeziora".
Podróż przez Sinnlos wbrew logice nie zakłada przeprawy łodzią lub promem, a wędrówkę przez labirynt złożony z magicznych mostów, które pojawiają się nocą i znikają za dnia. Bohaterowie zatem nie tylko muszą się liczyć z zagrożeniem, jakim są upiory żyjące w jeziorze, ale również z presją czasu. Aby bezpiecznie dotrzeć na drugi brzeg, wędrowcy będą musieli nauczyć się współpracować oraz, co ważniejsze, zaufać sobie na wzajem. To ostatnie nie będzie łatwe, zważywszy na to, iż dopiero co się poznali, a Przewodnik wydaje się przedkładać dotarcie do celu nad zdrowie pozostałych. Zresztą, jak sam twierdzi, pierwszej nocy ktoś musi umrzeć. I śmierć, faktycznie, zawsze zbiera krwawe żniwo.

Lake of Voices jest promowane nieuchronnością śmierci naszych bohaterów i nie jest to wcale kłamstwem ze strony twórców. Mimo naszych najszczerszych chęci i podejmowania różnych decyzji, niemożliwym jest uratowanie każdego bohatera - co najmniej jeden z nich zawsze musi skończyć w odmętach jeziora, niczym swojego rodzaju ofiara dla zamieszkujących go istot. Z pozoru zabieg ten może się wydawać niepotrzebnie ograniczać nasze wybory, z drugiej strony jednak, jest to ciekawa zagrywka za strony twórców. Za pierwszym razem, gdy dopiero poznajemy zasady gry, jest to niezauważalne, ale już przy drugiej rozgrywce przekonamy się, iż śmierć towarzyszy ma na celu łamanie czwartej ściany - my, jako gracze, będziemy musieli świadomie zadecydować kogo poświęcić, aby rozegrać wydarzenia inaczej; czyje przedwczesne odejście sprawi, że historia potoczy się lepiej lub gorzej. Podobne zabiegi są również stosowane w mniej ekstremalnych przypadkach, np. kto będzie szedł na końcu, pilnując tyłów, a kogo umieścimy w bezpiecznym środku kolumny. Co do samych wyborów...

"Łatwiej zignorować osobę w potrzebie, gdy ta nie woła o pomoc twoim imieniem".
Są one, jak to w życiu bywa, nieprzewidywalne. I tak np. z dobrych chęci może wyniknąć katastrofa. Czasami również lepiej pozostawić towarzysza samego, niż spieszyć mu bezmyślnie na ratunek. Oprócz wyborów standardowych dla visual novel w grze znajdziemy QTE (quick time events), te jednak mają inną funkcję niż w grach akcji - zamiast wciskania odpowiednich przycisków w krótkim czasie, musimy w mgnieniu oka postanowić czy wykonać daną akcję, czy nie. Ponownie, może się zdarzyć, iż szybka decyzja uratuje życie bohaterki lub jej towarzyszy, ale możliwe jest również dalsze pogorszenie sytuacji. Dodatkowo, niektóre opcje dialogowe mają limit czasowy i jego przekroczenie daje inny skutek niżeli pozostałe wybory.









Nawet z tak rozbudowanymi mechanikami, jak na visual novel, Lake of Voices nie byłoby dobrą grą bez ciekawej kreacji świata. Fantastyczna, wzorowana na średniowieczu, bezimienna kraina jest tylko tłem dla rozgrywających się wydarzeń, a mimo to, chce się ją poznać bliżej. Przede wszystkim, samo jezioro Sinnlos intryguje: Jaka jest jego przeszłość? Czym są upiory? Skąd się tu wzięły? Czemu tylu ludzi chce się przedostać na drugi brzeg? Czemu mosty pojawiają się w nocy, a znikają za dnia? Kto je tworzy? Na wiele z tych pytań nie otrzymamy odpowiedzi, aczkolwiek te najważniejsze zostaną wyjaśnione, jeśli w odpowiedni sposób poprowadzimy historię. Reszta świata poza tytułowym jeziorem to wielka niewiadoma; co prawda dostajemy opisy okolicznych wiosek, ale nigdy bezpośrednio ich nie zwiedzamy. Wiemy jedynie, iż Kikka oraz Bemelle opuszczają osadę, w której są strażnikami, aby pomóc odpędzić bandytów w sąsiednim miasteczku. Inne lokacje poznamy głównie z relacji pozostałych bohaterów. Może brzmieć to nieszczególnie interesująco, ale minimalistyczna, skondensowana kreacja świata, skupiona w dużej mierze na samym jeziorze, wystarcza produkcji do zaintrygowania gracza i przyciągnięcia go do tytułu na dłużej.

"Ten świat dąży do unicestwienia istot w nim żyjących. Tak jest lepiej; umarli spoczywają w pokoju, a żywi mogą czerpać korzyści z ich śmierci".
Sama fabuła produkcji prezentuje się fenomenalnie. Historia trzyma w napięciu, a klimat grozy ustaje tylko w pewnym momencie, aby dać wypocząć bohaterom i pozwolić zacieśnić więzi między nimi. Przez całą przeprawę nie opuszcza nas poczucie beznadziei i niebezpieczeństwa - nasi wędrowcy są tylko śmiertelnikami w porównaniu z przeklętymi istotami nawiedzającymi jezioro. I chociaż światło lampy skutecznie odstrasza upiory, jest jedyną i podatną na uszkodzenia bronią, którą ławo wytrącić z ręki lub zgubić. Wszystko to sprawia, iż my, jako gracze, współodczuwamy beznadziejność sytuacji razem z bohaterami opowieści i zaczynamy się zastanawiać, czy w ogóle możliwe jest przeżycie w tak trudnych warunkach.















O naszej protagonistce, Kikkce (VA: Elissa Park) wiemy niewiele; wraz z Bemelle piastują pozycję strażników miejskich w rodzinnej wiosce oraz oboje wyruszają w drogę na drugi brzeg jeziora, aby pomóc straży w tamtejszej osadzie. Jak widać, historia bohaterki jest skromna i minimalistyczna, ale, jak się szybko przekonamy, niczemu to nie przeszkadza. Całą osobę, jaką jest Kikka, poznajemy dogłębnie na moście, kiedy pomaga pozostałym przeżyć i przy okazji sama pozostać przy życiu. Bohaterka ma swoje mocne i słabe strony, chwile słabości oraz momenty, w których dokonuje niemal heroicznych czynów. Suma sumarum, jest to bardzo sympatyczna i ludzka postać, którą aż szkoda poświęcić w zamian za lepsze jutro dla pozostałych bohaterów.

"Mam nadzieję, że pozostali odeszli. Że dotarli na suchy ląd. Że odnaleźli szczęście i będą w nim żyć jeszcze długie lata".
Towarzysze Kikki to również postacie niczego sobie. Podobnie jak w grach otome, każdego z nich przyjdzie nam poznać bliżej jedynie w osobistych ścieżkach/historiach, na które wkroczymy, sympatyzując z nimi i pomagając im przeżyć. Do wyboru mamy cztery persony: naszego kolegę po fachu, Bemelle (to jedno z tych imion, które naprawdę nie wiem jak odmienić), zimnego i nieznającego sprzeciwu Przewodnika, wykształconą i pomysłową Margaret oraz tajemniczego Lu, który zdaje się w ogóle nie dbać o własne życie. Historia Lake of Voices rozgałęzia się bardziej niż typowe visual novel, dlatego nie zawsze będzie łatwo wkroczyć na ścieżkę pożądanego bohatera, mimo to warto eksperymentować i ukończyć je wszystkie.










Warto już w tym miejscu nadmienić, iż Lake of Voices nie jest do końca grą otome. Oczywiście, jak można się domyślić, w trakcie niebezpiecznej podróży między bohaterami może rozwinąć się zalążek romansu, ale jest on bardzo subtelny i niejednoznaczny, tj. łatwo go pomylić z przyjaźnią lub troską. Nie dziwię się takiemu zabiegowi; w końcu trudno oczekiwać czegoś więcej podczas dwudniowej wędrówki, w dodatku cały czas narażając swoje życie.

Gra nie posiada jednej, rekomendowanej kolejności rozgrywanych historii, ja jednak mocno polecam w pierwszej rozgrywce skupić się na Bemelle, za drugim razem na Margaret, potem Przewodniku, a na koniec zostawić Lu. Rozgrywając opowieści w ten sposób, będziecie mieć poczucie stopniowego rozwiązywania tajemnicy jeziora. Co prawda, historia każdej z postaci może rozwinąć się dwojako (coś w stylu dobrego i normalnego/złego zakończenia), jednakże endingi zaprojektowane są tak, aby te wyjawiające najwięcej, wymagały od nas nie lada wysiłku i raczej nie dało się ich zdobyć przypadkowo.


Co do samych ścieżek, oto krótkie wrażenia z rozgrywki.


Bemelle (czyt. /bemeleɪ/)  | VA:  Michael Potok

Towarzysz Kikki i jej kolega po fachu. Bemelle, jak na prawdziwego strażnika przystało, przedkłada życie innych na swoje i nie potrafi zignorować nikogo w potrzebie. Nie ufa Przewodnikowi i gardzi jego moralnością.


Bohater jest sympatyczniejszą postacią w grze i naszym pierwszym wyborem, zważywszy na długą znajomość z Kikką. Mimo iż przyjacielski i pomocny, Bemelle jest wybuchowy i miejscami nierozważny, przez co wymaga naszej uwagi i nadzoru w stresujących chwilach. Opowieść mężczyzny jest chyba tą najbardziej nastawioną na akcję, szczególnie druga noc wędrówki, podczas której serce mi biło jak oszalałe. Cenię oba rozgałęzienia (dobre oraz słodko-gorzkie), ale ciekawsze było jednak to "gorsze", kiedy rozdzielamy się z towarzyszami i zostajemy sami, bezbronni w ciemnościach. Do końca nie wiedziałam czy zaufać Przewodnikowi, czy, podobnie jak Bemelle, podejrzewać go o najgorsze i ta niewiedza, mętlik w głowie, idealnie obrazuje trudność czytania charakterów i podejmowania decyzji pod presją. Wspaniała historia, zdecydowanie moja ulubiona.








Lu | VA: Phil Avalos

Lu spotykamy już w trakcie przeprawy, rozpaczającego w samotności. Chłopak zdaje się nie przejmować własnym losem i dołączy do drużyny tylko, jeśli go do tego przekonamy. Jest małomówny i strachliwy, ale w chwili zagrożenia ma odwagę przyjść z pomocą.

Bohater jak żaden inny w grze potrafi doprowadzić do białej gorączki - jego nastawienie, a raczej ignorancja wobec własnego życia i śmierci sprawiają, iż jest on najgorszym możliwym kompanem w takiej sytuacji, którego trzeba, jak dziecko, pilnować. Mimo to, bardzo tę postać polubiłam. Trochę źle zrobiłam spiesząc się z historią Lu, gdyż jego "dobre" zakończenie odkrywa wszystkie karty opowieści, za to dobrze bawiłam się, poznając bohatera bliżej. Prowadzące do powyższego finału rozgałęzienie, jest chyba najdziwniejszym i najbardziej zakręconym w całej grze. "Co, kto, jak i dlaczego" to tylko kilka z licznych pytań, z którymi zostaniemy bez odpowiedzi. Sama tajemnica, z którą zmierzymy się na końcu, była dla mnie wielkim zaskoczeniem. W skrócie, nie spodziewałam się, że twórcy ujawnią sekret upiorów i pewnych zjawisk nadprzyrodzonych. O ile na ten temat mam mieszane uczucia, tak sam finał wypada świetnie. Drugie, smutne zakończenie też jest niczego sobie, ale praktycznie pozostawia w nas w niewiedzy.






The Guide | VA: Brendan Blaber

Przewodnik to jedna wielka tajemnica. Wiemy o nim jedynie tyle, iż pomaga innym przeprawić się przez jezioro, ale ze wszystkich chętnych wybiera tylko tych, którzy są najbardziej zdeterminowani, aby znaleźć się na drugiej stronie.

The Guide to zdecydowanie najciekawsza i najlepiej napisana postać w grze. Mężczyzna dystansuje się od grupy, ale dzięki swojej wysokiej pozycji jest w stanie narzucić pozostałym swoją moralność, np. odmówić lampy osobom przez niego niepożądanym. Do samego końca praktycznie nie wiadomo czy Przewodnik ma dobre, czy złe intencje, a zaufanie mu to swojego rodzaju ruletka. Pierwsze, "złe", zakończenie bohatera rzuca światło na jego motywacje i uczucia, a te totalnie mnie kupiły. Poznając bohatera, wyrobiłam sobie opinię na jego temat, jednak w drugim, "lepszym", finale wszystko gruchnęło. Ostatecznie nie wiem czy darzyć mężczyznę sympatią, czy nieufnością. Wiem natomiast to, że to bardzo ciekawie napisana i wielowymiarowa postać.














Margaret | VA: Elsie Lovelock

Po dotarciu na przystań oprócz Przewodnika spotykamy Margaret, dziewczynę również zmierzającą na drugi brzeg. Bohaterka od początku wydaje się inteligentna i wykształcona, ale i trochę pyszałkowata.


Margaret była postacią, którą najłatwiej było mi poświęcić pierwszej nocy, gdyż tak naprawdę najtrudniej ją uratować od zguby. Po bliższym poznaniu bohaterki bardzo ją polubiłam, aczkolwiek czułam się niekomfortowo, widząc ją oraz Kikkę wymieniające czułe spojrzenia (nie mam nic przeciwko związkom homoseksualnym w grach/książkach, ale, gdy tytuł wymaga ode nie romantycznej interakcji z tą samą płcią, automatycznie mnie to odrzuca). Z tego powodu w ogóle miałam nie zaczynać wątku Margaret, ale postać zainteresowała mnie na tyle, że się skusiłam. Chociaż opowieść wydała mi się gorsza od pozostałych, absolutnie nie był to czas zmarnowany.









Każdy z bohaterów otrzymał po dwa różne zakończenia (oprócz Margaret, ta ma jedno), ale ilość sposobów, na które możemy ukończyć opowieść jest jeszcze większa. Jak przystało na horror, Lake of Voices ma całą masę bad endingów, począwszy od śmierci protagonistki już w pierwszych minutach gry, skończywszy na utonięciu w odmętach jeziora prawie przy samym brzegu. Najbardziej wzruszającym finałem w grze jest właśnie ta druga sytuacja, w której tak niewiele braknie nam do przeżycia; mimo iż Kikka ginie, dzięki jej ostatniemu monologowi gracz odnajduje w sobie cząstkę radości, nadzieję, iż "mi się nie udało, ale może inni są już bezpieczni". Podobnie emocje sponiewierały mną w grze Persona 3 Portable, gdzie śmierć protagonisty/protagonistki miała wymiar uśmierzający ból, tzw. katharsis. Rzadko kiedy polecam intencjonalnie uśmiercić bohatera, ale tutaj, przy końcu podróży naprawdę warto.

Oprawa wizualna jak na darmową grę visual novel, jest przepiękna. Aż trudno uwierzyć, że twórcy postanowili udostępnić produkcję o tak wysokiej jakości całkowicie za free. A, jednak, wszystko to dzięki Kickstarterowi i osobom, które postawiły wesprzeć projekt w trakcie jego powstawania. Teł jest naprawdę sporo, choć większość tylko minimalnie się od siebie różni (ułożenie mostów, niebo). Imponująca jest natomiast ilość CG i postur/wyrazów twarzy bohaterów. Coś pięknego <3

Gorzej wypadają głosy postaci. Oczywiście niesprawiedliwym jest porównywać darmową produkcję indie do gier otome z wyższej półki, ale trzeba powiedzieć szczerze: voice acting w Lake of Voices jest po prostu... słaby. Generalnie najgorzej prezentuje się sama bohaterka, Kikka, bo przez sporą część gry usilnie stara się wyplenić wszelkie emocje ze swojego głosu, a to niestety od razu słychać i jej kwestie brzmią sztucznie. Z drugiej strony, są momenty, w których aktorka naprawdę daje radę i poprzednie niedociągnięcia idą w niepamięć. Natomiast słysząc Margaret, odnosiłam wrażenie, że jej głos został nagrany w niższej jakości niż pozostałych (gorszy mikrofon?), ale mogę się mylić. Najlepiej zdecydowanie wypadają męskie postacie z Przewodnikiem na czele; do całej trójki nie mam zbytnio nic do zarzucenia, choć oczywiście nie reprezentują oni najwyższej ligi (za to widać, że się starają). Po czasie da się jednak przyzwyczaić do obsady i czerpać zabawę z rozgrywki.

Przejście całej gry "wzdłuż i wszerz", tj. ze wszystkimi zakończeniami i osiągnięciami zajęło mi siedem godzin, co jest wynikiem imponującym; np. poprzednio recenzowaną grę na PC, How to Take off Your Mask, na 100% przeszłam w pięć godzin (a za tę produkcję musimy zapłacić 44 zł). Sama pojedyncza rozgrywka ma długość ok. 1 - 1,5 godziny, oczywiście w zależności od prędkości czytania i obranej ścieżki historii.

"Czy zagrać w Lake of Voices?" jest pytaniem retorycznym. Gra jest dostępna całkowicie za darmo na platformie Steam, a swoją jakością (historią, postaciami, wykonaniem i mechanikami) przerasta niejedną płatną produkcję. Dodatkowo, co będzie plusem dla fanów horroru, gra straszy ciężkim klimatem i bezbronnością bohaterów wobec tajemniczych przeciwników. Idealny tytuł na Halloween!


~Galeria~



***

Szczegóły wydania:
Znalezione obrazy dla zapytania lake of voices steamDeweloper/wydawca: GB Patch Games
Data wydania: 28.08.2018
Gatunek: visual novel/horror/otome
Platforma: Steam
Łączna liczba ścieżek: 4
Voice acting: tak
Animacje postaci: nie

Edycja cyfrowa: Steam



Recenzja | Love Magic 2


Kocham gry Hanabi za ich lekkość, humor i oryginalność, ale wśród ogranych przeze mnie tytułów tylko Love Magic zapisał się w moim sercu złotymi zgłoskami. Sezon pierwszy był fenomenalny; śmieszyły komiczne sytuacje, poruszały pełne napięcia sceny i smuciły te, który smucić miały. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że część druga utrzyma poziom poprzedniczki i faktycznie... go nie utrzymała... bo wręcz podniosła!


Gwoli przypomnienia, Love Magic to darmowa mobilna gra studia Hanabi opowiadająca o przygodach Derryth, nastolatki, która pewnego dnia dowiaduje się, że jest czarownicą. Dziewczyna wkracza do świata magii z kocim chowańcem, Minuetem, u boku oraz swoją pierwszą miłością na celowniku, wszakże czary to najlepszy sposób na zdobycie męskiego serca! Paris niestety szybko okazuje się być fatalnym wyborem dla początkującej wiedźmy - jakby nie patrzeć nasze ciacho to łowca czarownic! Gdyby tego było mało, chłopak odkrywa, że nowa użytkowniczka magii pojawiła się w mieście i szykuje podstęp, aby odkryć jej tożsamość! Czy może być jeszcze gorzej? Tak, gdy między tę dwójkę wkracza osoba trzecia.


 Recenzja pierwszego sezonu Love Magic



Sezon drugi bezpośrednio kontynuuje wydarzenia z części pierwszej: Derryth o włos uniknęła zdemaskowania, przez co podstęp Parisa spalił na panewce. Dziewczyna wraz z Minuetem wracają do domku babci, gdzie odkrywają kradzież rodzinnego grymuaru. Ale to tylko początek kłopotów naszego duetu... 

Sequel Love Magic posiada wszystko to, co poprzedniczka: lekkość w opowiadaniu historii, nieskomplikowaną fabułę, niebanalny humor, nieprzewidywalny scenariusz i fantastycznych bohaterów, dodając to tej, już genialnej, kombinacji garść autoparodii  i trudnych wyborów. Na Derryth czeka sporo decyzji, nie tylko związanych z dwoma chłopakami, ale też innymi osobami z jej otoczenia. Podziwiam Hanabi za to jak zręcznie manewruje historią, abyśmy zadbali nie tylko o naszego wybranka, ale też o pozostałych bliskich bohaterki.

Sama kradzież księgi czarów, choć z pozoru banalna, prowadzi do nieprzewidywalnych wydarzeń, które nie tylko rozpoczynają nowe wątki, ale i zamykają te jeszcze niedomknięte z sezonu pierwszego. Powracają znane już wcześniej postacie, ale tym razem z nowymi celami i motywacjami w życiu. Największą jednakże zmianę zaliczy nasze trio: Derryth, Minuet oraz Paris, których losy jeszcze mocniej się zacieśnią pod wpływem nieuniknionej konfrontacji z potężniejszym wrogiem. Jeżeli myślicie, że Minuet to nadal słodziak, a Paris to ciągle buc, na pewno mile się zaskoczycie. Sama kończąc sezon pierwszy, nigdy bym nie pomyślała, że to blondynek skradnie mi serce w kontynuacji, a nie stary poczciwy kocur.

Derryth jest jeszcze cudowniejsza niż w sezonie pierwszym; na początku historii dziewczyna dopiero raczkuje w dziedzinie magii i podejmuje lekkomyślne decyzje, kierując się nie dobrem ogółu, a własnymi zachciankami. Tutaj bohaterka jest już doroślejsza, pewniejsza siebie - zdecydowana pomagać w pierwszej kolejności swoim przyjaciołom, a jakby jeszcze było tego mało, jest badassem.

Zdawałoby się, że wraz z nową postawą Derryth produkcja traci na humorze, ale tak nie jest; faktycznie, pojawia się więcej scen dramatycznych i zmuszających do refleksji, ale to nadal stare dobre Love Magic z absurdalnym, niewymuszonym i niebanalnym humorem.

Chłopaki standardowo dają radę i nie idzie ich nie kochać, aczkolwiek fanki Minueta mogą się poczuć lekko rozczarowane. Prawdą jest, że sezon pierwszy trochę faworyzował naszego kociego towarzysza, który ze względu na osobowość, koneksje i pokrewny cel był naszym naturalnym pierwszym wyborem. Hanabi najwidoczniej zauważyło (lub taki był plan) ten dysonans pomiędzy popularnością obu panów, i tak w sezonie drugim to Paris ściąga na siebie całą uwagę. Nie oznacza to oczywiście, że Minueta jest mniej - obaj panowie dostali tyle samo czasu na ekranie oraz sekretów do wyjawienia, ale to historia Parisa obfituje w żar i emocje, podczas gdy relacja bohaterki z kocim chowańcem do końca pozostaje bardzo niejednoznaczna. Najlepiej to widać rozgrywając oba zakończenia - finał łowcy czarownic jest dłuższy, zabawniejszy i, przede wszystkim, obfitujący w płomienne uczucia, gdy ending kocura kończy się kameralnie i to zaraz po rozpoczęciu. Gdybym w drugim sezonie pałała tą samą miłością do Minueta co w części pierwszej, na pewno poczułabym się dotknięta zabiegiem twórców, ale, prawdę mówiąc, spłynęło to po mnie jak po kaczce, bo

#TeamParis

Innych nowości raczej nie doświadczymy, aczkolwiek Hanabi pobawiło się autoparodią w większym stopniu niż w sezonie poprzednim. Twórcy już nie tylko obśmiewają swoje poprzednie produkcje, ale i nabijają się z samego Love Magic oraz wewnętrznych opcji gry (np. brak przycisku skip). Pod tym względem najzabawniej wypada scena, w której Paris przedstawia bohaterce własnoręcznie stworzoną grę otome opowiadającą historię łudząco przypominającą odbyte przez nich przygody. O tytule już nawet nie wspomnę :)


W samej mechanice gry nie doświadczymy żadnych zmian. Grając, nadal trzeba pamiętać, że tytuł nie posiada opcji wczytania zapisu, a co za tym idzie, wszystkie podejmowane przez nas decyzje są permanentne. Wybory ponownie są podchwytliwe, ale intuicyjne. Rozczarowuje tylko finał, który cierpi na przypadłość Life is Strange - wszystkie nasze wcześniejsze wybory idą do kosza, a nasza ostateczna decyzja polega na wyborze jednego z chłopaków. W grach każdego innego studia byłby to zabieg niedopuszczalny, zważywszy jednak na mechaniki (czy raczej ich brak) tak charakterystyczne dla Hanabi, jestem w stanie im to wybaczyć.

Love Magic 2 to bardzo udana kontynuacja serii, która z miejsca skradła moje serce. Niestety, to już (najprawdopodobniej) koniec przygód Derryth i chłopaków, aczkolwiek widząc, jak wspaniałe sequele potrafi robić studio, nie omieszkam sprawdzić kolejnego sezonu Mystery Symbol.

* * *


Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 31 lipca 2017
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak
Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play


Recenzja | Lust in Terror Manor (Hayato & Rui)


Trochę już siedzę w mobilnych otome i nadal nie mogę się nadziwić jak niektórzy twórcy są pazerni na kasę. Mystic Messenger udowodnił, że opłaca się robić wysokiej klasy produkcje z uczciwym i przejrzystym systemem płatności, a mimo to niewielu bierze z niego przykład. Absolutnie nie pochwalam dojenia graczy na każdym kroku, ale są takie gry, którym warto dać ten jeden palec (jeden, i tylko jeden).


















Lust in Terror Manor odrzuciło mnie już na początku swoim sugestywnym tytułem, ale dałam grze szansę i się miło zaskoczyłam. Spodziewałam się przede wszystkim "lust", a dostałam głównie "terror".


Recenzja | Mystery Symbol


Gry od Hanabi... eh, jest w czym przebierać. Każda charakterystyczna i wyjątkowa, traktująca na inne tematy. Dzisiaj po przygodach z magią i duchami trafiamy do... zwykłej szkoły?



















Mystery Symbol to odskocznia od wszelkich romansów z fantastyką w tle. Trafiamy do zwykłego liceum, do którego uczęszczają normalni uczniowie, bohaterka nie posiada żadnych magicznych zdolności, a jej przyjaciele nie są ani kocimi chowańcami, ani łowcami czarownic. Czy zatem przygoda w świecie nieodbiegającym w niczym od realnego może kogokolwiek zainteresować? Dzięki tytułowej zagadce, tak!


Review | Ghost Love

Hanabi's latest release, Ghost Love, proves once again value isn't necessarily determined by price. If it were, their games would cost as much as those already paid or even more. So how's possible their F2P games surpass many paid titles? I have no clue. All I know is I want them to carry on and bring us new, exciting games.
 

















Hanabi's games usually concentrate around one theme, but here we've got two, completely different ones: supernatural world represented by ghosts and magic contrasted with everyday work experience. Although these two don't seem to be equal rivals, Hanabi managed to make them both interesting and enjoyable.


Recenzja | Ghost Love


Hanabi w nowym roku powraca z kolejnym darmowym tytułem, którego jakość ponownie przewyższa wiele gier płatnych. Jak oni to robią, nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że tego typu twórców brakuje, i gdy już jakiś się znajdzie, należy go wspierać z całych sił.



Hanabi tym razem poświęciło swoją uwagę nie jednemu wątkowi, ale dwóm skrajnie różnym: świecie fantastycznym reprezentowanym przez duchy i magię oraz szaroburej rzeczywistości, w której trzeba chodzić do pracy, aby zarobić na życie. Z początku może się wydawać, że oba motywy nie bardzo się kleją, a zwykłe życie nie ma co konkurować ze światem nadprzyrodzonym, a jednak twórcom udaje się niemożliwe - oba wątki są równie interesujące i dostarczają tyle samo wrażeń.

Christina, będąc jeszcze w liceum straciła swojego najlepszego przyjaciela w wypadku samochodowym. Mimo, że od tego czasu minęło już pięć lat, dziewczyna skończyła studia i dostała swoją pierwszą pracę, bohaterka nadal rozpamiętuje ten moment i systematycznie odwiedza grób Kyle'a. Pewnego dnia, idąc drogą widzi czarną kotkę, zmierzającą prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu. Dziewczyna ratuje kocicę, która w podzięce oddaje jedno ze swoich dziewięciu żyć Kyle'owi. Chłopak wstaje z martwych jako duch i towarzyszy przyjaciółce w codziennym życiu. Sielanka jednakże nie może trwać wiecznie i Christina będzie musiała zadecydować czy chce żyć dalej przeszłością i zawalczyć o Kyle'a, czy ruszyć do przodu i nawiązać romans ze swoim przełożonym.

Bohaterka zwyczajnie znalazła się między młotem i kowadłem; z jednej strony wciąż nie pogodziła się z olbrzymią stratą, z drugiej, ostatnimi czasy poczyniła ogromne postępy w życiu prywatnym i zawodowym. I to w Ghost Love jest najwspanialsze - historia opowiedziana jest w taki sposób, że dylemat protagonistki jest rzeczywisty i przekonujący. Żadna z decyzji nie przyjdzie nam prosto, żadna nie jest również do końca satysfakcjonująca. Gra niczym życie obrazuje, że nie można mieć wszystkiego, a nasze wybory nie idą w parze z opiniami innych. Ta smutna prawda jest po części głównym motywem Ghost Love.



Ale tytuł to nie tylko smutek i żal, ale i spora dawka humoru. Twórcom zgrabnie udało się pomieszać komedię z tragedią, czego efektem jest ciekawa historia, wciągająca na każdym kroku, z momentami napięcia oraz relaksu. Może nie jest to opowieść wyjątkowo oryginalna, gdyż pojedyncze elementy pojawiały się już na ekranie lub papierze, jednak gra, jako całość prezentuje się rewelacyjnie i ma przesłanie, którego warto posłuchać.

Ciężko mi polubić Christinę równie mocno co Derryth, z siostrzanej produkcji, ale to głównie dlatego, iż Ghost Love to jednak inny typ historii. Christina jest osobą dorosłą, doświadczoną przez życie i wewnętrznie cierpiącą, trudno zatem doszukiwać się szaleństwa równego Derryth, chociaż bohaterka i to potrafi z siebie wykrzesać w odpowiednim miejscu i czasie.

Ghost Love powiela charakterystyczny dla Hanabi model dwóch panów do romansowania, i w przeciwieństwie do siostrzanych produkcji, tutaj nie wyobrażam sobie zwiększenia tej liczby nawet do trzech. Dwójka męskich bohaterów idealnie wypełnia fabułę i nawet "bramka nr 3" byłaby szkodliwa dla tej pięknej historii.

Sami panowie są niczego sobie. Kyle, zmarły tragicznie w wypadku samochodowym przyjaciel bohaterki, to lekkoduch i (dosłownie) dobra dusza. Jest trochę przygłupi i dziecinny, ale nosi w sobie masę ciepła i empatii. Vincent wcale nie jest jego przeciwieństwem; współpracownik Christyny, choć z początku wydaje się sztywny i surowy, odkryje przed nami swoją sympatyczną stronę, jeśli tylko damy mu szansę. Wybór między tą dwójką będzie coraz trudniejszy z czasem, warto więc zatem już na początku zdecydować, z którym mężczyzną zakończymy historię w pierwszej kolejności.

Mechanika gry, interfejs i strona graficzna nie wyróżniają się niczym na tle poprzednich gier studia. Zamiast typowych ścieżek mamy ciągłą historię, w której będziemy wybierać, któremu chłopakowi będziemy towarzyszyć w danej chwili. Wyborów jest ponownie sporo, zaczynając od mało ważnych dialogów, po kluczowe decyzje, wpływające na zakończenie.

Opcje gry składają się jedynie z nowej rozgrywki ("new game") i wczytania ostatniego zapisu ("continue"). Tytuł posiada automatyczny zapis, zatem wszelkie wybory poczynione podczas rozgrywki są nieodwołalne, nie jest to jednakże problemem, zważywszy na krótki czas rozgrywki (porównywalny, lub niewiele dłuższy od Love Magic). Warto w tym miejscu również podkreślić, iż tytuł jest zakończony i nie ma żadnych przesłanek, aby miał wyjść sequel.

Strona graficzna to powtórka z rozrywki - pastelowe, wielobarwne tła, muzyka oraz czarno-białe ilustracje w postaci kadrów. Wszystko to wygląda ślicznie i zachęca do grania. Jedyne czego mogłabym się przyczepić (i to na siłę) to projekty bohaterów - choć ładnie narysowani, chłopcy wyglądają pospolicie i mało oryginalnie. W grach otome uroda Vincenta (czarne gładkie włosy plus okulary) jest często powielana i wierzę, że można było zaprojektować go lepiej (a Hanabi już nie raz pokazało, że umie odpimpować chłopaków :D).


Jedyne co tak naprawdę przeszkadzało mi w grze, to niewielkie zamieszanie odnośnie tytułu gry. W zapowiedzi na facebooku widnieje nazwa Ghost (Office Love), na oficjalnych grafikach Ghost Love, sama apka natomiast nosi nazwę Love Ghost. Niby błaha sprawa, mi jednak sprawiła problem z zatytułowaniem tejże recenzji :) Ostatecznie zdecydowałam się na tytuł widniejący na grafikach. 

Ghost Love, jak i inne produkcje studia są całkowicie darmowe do ściągnięcia i grania. Za wysoką jakością, o dziwo, nie kryją się żadne mikropłatności czy przymus klikania w reklamy (te pojawiają się jedynie co jakiś czas i z marszu można je zamknąć).

Nie ma co, więc czekać, trzeba grać :)



* * *



Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 24 styczeń 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play

Review | Love Magic (season one)


How often do you encounter a totally free to play otome game? On Google Play probably never. Those "supposed" to be free games usually hide their microtransaction until you install the ap and clear the prolog. Then you are to pay for every guy and scenario separately. But what if I tell you completely F2P otoges actually exist, and what's more, they are fun to play?


At first sight, Love Magic is another swords and magic title with a magician as a protagonist. We have a hag granny, a super handsome cat familiar and a world reigned by witch hunters. Sounds clichéd and dull but there's much more to that. Particularly, the Sabrina, the Teenage Witch TV series style.

Our protagonist is a geeky teenager who loves otome games. She's not very popular in her school so imagine her reaction when the most attractive and famous guy rescues her from a bully and gives her his number! Of course she immediately falls in love with him! But before she decides to do something with her new crush, her beloved grandmother dies. At night she has a dream about her granny asking her to follow a black cat. When she wakes up a black kitty actually appears and she runs after it to an old house in the woods. There the fur ball transforms into a man and tells the girl she is a witch, just like her grandmother. After this shocking annoucement the heroine decides to use some magic tricks to get closer to her charming schoolmate.

A very simple idea for a story, but it works perfectly! The plot is interesting, has well-paced narration, and what's more important, it's hilarious! The protagonist, just like Sabrina from the TV series, uses her newly acquired abilities to make herself popular but as her experience with magic is low, she often gets into a trouble.


I found the jokes and situations universal and smart. The spotlight is stolen mostly by our magical companion, Minuet whose ironic replies actually made the game. I laughed a lot and I guarantee anyone else would do in my place. 

Our protagonist, though not very bright, is very creative and likable. She's also an otome addict and, as one can guess, this fact is made fun of throughout the title. The heroine has got numerous silly ideas which are potentially fatal but even as she balances on the edge of the sword, her adventures are still laughable and fun to watch.

In Love Magic we can pursue two romance options: the attractive schoolmate, Paris or our familiar cat, Minuet. Their routes intertwine so there is only one story during which we are to make crucial decisions whether we want to support Minuet or go after Paris. There are a lot choices in the game but the majority of them appear in dialogs.

Both the men are brilliant characters. Paris, who we meet first, is the school council president and the most popular guy in the school. He's charming and super kind, although Paris is far from being a saint - he has a dark sercret that we are to find out very soon.Minuet is a familiar who can take a form of either a human or a cat. He had been adopted by the heroine's granny who asked him to accompany the girl after her death. Minuet is our guide - he shows us the world of magic and teaches us how to use it. The cat boy is often ironical and makes mean comments (or gestures :D) but overal he is absolutely lovable.







I truly love the art of the game. The individuals are distinctive and neatly drawn. The backgrounds are simply gorgeous! Someone had a great idea to use watercolors instead of typical art style. Illustrations are clearly based on Japanese comics and that style makes illustrations very unique even in otome games genre. There's sound and music in the game but (unfortunately) no voice actors.

Love Magic is a very minimalistic game. The story is super short and ends where the others usually have just started but there are supposed to be multiple seasons (at least two) so it's not a big deal. The game consists of only two routes and doesn't offer any additionally features; actually there's only "new game" and "continue". The title saves automatically and there's no load option which makes our choices permanent. We can't check our relationship status and some choices are pretty tricky but getting a desirable ending isn't as hard as it looks like at the beginning ("the flirty cutie" or "the sexy gentleman"?). 


The title is totally free to play but if we play it online, there will be an ad banner on the bottom of the screen. Fair exchange for such a high quality game! Moreover, the miniatures of other Hanabi's productions are shown right beneath the menu, but again, there are not oppressive or irritating. Since I fell in love with Love Magic I wil definitely check out the rest of Hanabi's games!

Overal, Love Magic is a brilliant game. I can recommend it to all of you with smartphones, tablets or any ohter devices supporting Google Play.

* * *



Details:
Developer/publisher: Hanabi Media
Date of publishing: November 21, 2016
Genre: otome / visual novel
Platform: Android
Number of routes: 2
Voice acting: no
Animations: no

Can be bought at:
Digital version: Google Play

Recenzja | Love Magic (sezon pierwszy)


Niełatwo trafić na zupełnie darmową grę otome, szczególnie na Google Playu, gdzie mikrotransakcje wychodzą na jaw dopiero po skończeniu prologu. Jakież zatem było moje zdziwienie, gdy odkryłam Love Magic - całkowicie darmowy tytuł pełen genialnych postaci i humoru!


Na pierwszy rzut oka - kolejny tytuł z magią w roli głównej. Mamy czarodziejki, łowców czarownic i przystojnego kociego chowańca. Niby nuda i sztampa, a jednak, tytuł ma coś w sobie. Coś co najłatwiej nazwać stylem rodem z Sabriny, Nastoletniej Czarownicy, serialu naszego dzieciństwa.

Główna bohaterka, Derryth, jest geekiem i maniakiem gier otome, co bynajmniej nie pomaga jej w kontaktach międzyludzkich. Dziewczyna jest odludkiem i szkolne przerwy spędza, albo z jedyną przyjaciółką, June, albo z haremem młodych i pięknych wirtualnych mężczyzn. Podczas rozgrywki w swoją ulubioną grę, Derryth zaczepia szkolny łobuz i wyśmiewa jej hobby. Na ratunek dziewczynie przychodzi jednak Paris - najpopularniejszy chłopak w mieście, dając oprychowi w kość, a dziewczynie swój numer. Ta z miejsca się w nim zakochuje i postanawia w jakiś sposób mu się przypodobać, ale zanim decyduje się na pierwszy ruch, dzwoni telefon ze smutną wieścią o śmierci ukochanej babci bohaterki. Pierwszej nocy po olbrzymiej stracie, dziewczynie śni się babcia, która prosi ją o podążanie za czarnym kotem. Ten niedługo potem faktycznie się zjawia, a Derryth dociera za nim do odludnego domku w lesie, gdzie doświadcza transformacji kota w chłopaka. Minuet wyjawia bohaterce, iż babcia była czarownicą i wraz z jej śmiercią dziewczyna odziedziczyła jej magiczne moce. Derryth przyjmuje ten dar i pierwsze co postanawia, to użyć magii do rozkochania w sobie Parisa.

Jak widać, fabuła gry jest bardzo prosta, lekka i zabawna. Derryth, podobnie jak serialowa Sabrina, postanawia "ułatwić" sobie życie za pomocą magii, a że dziewczyna nie ma większego doświadczenia z czarami, nie raz, nie dwa wplącze się w olbrzymie kłopoty. W grze znajdziemy sporo przekomicznych żartów i sytuacji, ale nie absurdalnych czy banalnych, a naprawdę inteligentnych i pomysłowych. Sama historia jest mocno nieprzewidywalna i naprawdę potrafi zaskoczyć.


Nasza bohaterka, Derryth, nie jest bystrzakiem i bywa ciamajdą, ale wszelkie wady nadrabia pomysłowością i odwagą. Do głowy przychodzą jej najróżniejsze pomysły (przeważnie ryzykowne), których realizacja zaskoczy nas swoim przebiegiem. Derryth jest ponadto maniakiem gier otome, o czym twórcy przypomną nas nie raz podczas rozgrywki. Prócz momentów typowo komediowych pojawiają się również sceny pełne napięcia i grozy, wszystko ma to jednak lekki, niemal bajkowy wydźwięk.

Magic Love oferuje dwóch bohaterów do romansowania: atrakcyjnego i czarującego kolegę ze szkoły, Parisa, oraz naszego kociego chowańca, Minueta. Obaj panowie są sympatyczni na swój sposób. Paris jest przewodniczącym samorządu szkolnego i największym ciachem w mieście. Jest przemiły i czarujący, ale Derryth, poznając go bliżej, przekona się, że nie jest tak idealny, jaki wydał jej się w pierwszej chwili.

Minuet natomiast jest chowańcem - istotą, która potrafi przybrać formę człowieka lub zwierzęcia. Został zaadoptowany przez babcię Derryth, i po jej śmierci zostaje naszym przewodnikiem po świecie magii. Uwielbia robić kąśliwe uwagi i droczyć się z protagonistką, ale czyni go to słodkim i uroczym.

W grze nie ma typowych ścieżek chłopaków, zamiast tego dostajemy jedną historię z kilkoma kluczowymi wyborami, podczas których opowiemy się za jednym, lub drugim bohaterem. Samych wyborów w produkcji jest sporo, z czego niektóre są podchwytliwe, ale dotarcie do pożądanego zakończenia nie jest tak trudne, jak wyda się to na początku ("słodki flirciarz" czy "seksowny dżentelmen"?).

Zakochałam się w stronie wizualnej gry! Postaci są ślicznie narysowane, wszystkie wyjątkowe i niepowtarzalne. Każde z teł to małe dzieło sztuki - ktoś wpadł na genialny pomysł, aby zamiast typowego tła nałożyć akwarele. Obraz jest przez to trochę rozmazany, ale wygląda to absolutnie fenomenalnie!
Równie interesująco wyglądają ilustracje -  te stylem przypominają karty japońskich komiksów. Wszystkie są czarno-białe i składają się z dwóch kadrów, przedstawiających daną scenę. Te zazwyczaj obrazują zabawne momenty, bądź te pełne akcji.

Gra posiada oprawę dźwiękową, ale brakuje jej voice actingu.

Love Magic to pod wieloma względami gra minimalistyczna. Historia jest super krótka i kończy się tam, gdzie inne produkcje dopiero się rozkręcają. Nie ma jednak nad czym rozpaczać, gdyż gra podzielona jest na sezony i dalsze części (co najmniej jedna) pojawią się prędzej czy później. Bardzo ubogie są natomiast opcje rozgrywki - tak właściwie to istnieje tylko "start" - rozpoczęcie nowej gry, i "continue" - wczytanie ostatniego zapisu. Tytuł zapisuje się automatycznie, także wszelkie dokonane przez nas wybory są permanentne i nieodwołalne. W żaden sposób nie możemy również sprawdzić obecnego statusu związku, ale jest to opcja zupełnie zbędna z uwagi na długość gry i dość sugestywne wybory.


Gra jest całkowicie darmowa i nie narzuca klikania w reklamy. Grając online doświadczymy jedynie małego bannera z reklamą u dołu ekranu, który w żaden sposób nie ingeruje w naszą rozgrywkę. Natomiast w górnym prawym rogu co jakiś czas pojawiać się będą miniaturki pozostałych gier studia Hanabi - te na pewno sprawdzę przez wzgląd na genialną Love Magic!

Podsumowując, Love Magic polecam każdemu z tabletem, smartfonem, czy innym urządzeniem obsługującym Google Play. Gra jest przezabawna, przesłodka i za free. Z niecierpliwością czekam na dalszą część historii



* * *



Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 21 listopada 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play

Recenzja | My Horse Prince


Są gry humorystyczne, są tytuły prześmiewcze, a również i takie wywołujące jedynie zażenowanie. My Horse Prince to potworek Frankensteina łączący te trzy cechy. Z naciskiem na żenadę. Przede wszystkim żenujący. Co ja gadam, żenujący w cholerę!

Chciałoby się zacząć cytatem "czego to ludzie nie wymyślą?", jednakże produkt ten już został popełniony. Ominę krótką i nieciekawą historię jak w ogóle udało mi się to "cudo" znaleźć i przejdę od razu do meritum: co to ##### jest?!


Recenzja | Mystic Messenger


Rok się jeszcze nie skończył, a tu już w czerwcu poznaliśmy MVP (czy raczej MVG) roku 2016. Ale Mystic Messenger to nie tylko historia gry, na której punkcie oszalały miliony, ale i studia Cheritz, które od mało znanego developera urosło do otomowego odpowiednika CD Projekt Red, światową markę i odważnego rewolucjonistę. Cheritz dosłownie zatrzęsło rynkiem otome, ale tym, co najbardziej zasługuje na podziw jest podejmowanie ryzyka i trzymanie się nowatorskich pomysłów. Jaka inna firma postanowiłaby zerwać ze sztywną formułą VN i zaserwować coś zupełnie nowego? Dzięki koreańskiemu developerowi prawdziwe staje się stwierdzenie, że "nisze ratują świat".


Rok 2016 przejdzie do historii otomowego światka, jako rok innowacji i zerwania ram tego gatunku. Dlaczego? Ponieważ zamiast standardowej narracji z perspektywy bohaterki, w Mystic Messenger otrzymujemy historię w formie "gadki-szmatki" z facebookowego messengera. Może z początku brzmi to dziwnie, lecz doskonale wpisuje się w konwencję internetowego randkowania. Ale zaczynając od początku...

Nasza bohaterka zostaje wkręcona przez nieznanego sprawcę w ściągnięcie na telefon równie tajemniczej aplikacji. Po krótkiej rozmowie z "Unknownem" w nowo zainstalowanym chatroomie, bohaterka zostaje poproszona o wizytę w pewnym mieszkaniu w celu sprawdzenia adresu. Dziewczyna po przekroczeniu progu apartamentu zostaje automatycznie zalogowana do chatroomu tajnej organizacji RFA, gdzie poznaje jej członków: biznesmena Jumina i jego asystentkę Jaehee, aktora Zena, studenta Yoosunga i hackera ukrytego pod nickiem 707. Szybko okazuje się, iż apartament jest mieszkaniem zmarłej założycielki organizacji, a bohaterka została zwabiona do niego przez wrogiego hackera w nieznanym celu. Po długiej i wyczerpującej rozmowie na czacie dziewczyna zostaje przyjęta przez głowę organizacji - fotografa o nicku V, w poczet jej członków i otrzymuje posadę swojej zmarłej poprzedniczki Riki, która to zajmowała się organizacją przyjęć charytatywnych. Celem historii jest wydanie wspaniałego przyjęcia, odkrycie intrygi stojącej za Unknownem oraz, co najważniejsze, zawiązanie relacji z jedną z pięciu postaci.

Gra przybiera formę standardowego czatu, w którym cała historia przedstawiona jest w formie dymków zawierających dialogi. Członkowie RFA są bardzo rozmowni, przez co większość czasu spędzimy na czytaniu  ich opowieści, opinii, kłótni, rad, żartów i żali, od czasu do czasu mając możliwość odpowiedzenia na jeden z kilku sposobów. Komplementując lub stając po stronie danej postaci zbieramy punkty w formie serc dla konkretnego bohatera; ten, który otrzyma ich najwięcej po danym czasie staje się naszym wybrankiem, i tym samym wkraczamy na jego/jej ścieżkę. 

Mystic Messenger to pewnego stopnia imituje telefon, także poza rozmowami na czacie będziemy mogli telefonować do innych członków RFA, pisać z nimi smsy, sprawdzać aktualizacje na ich profilach oraz wymieniać emaile z potencjalnymi gośćmi przyjęcia.

Gra posiada jeszcze jedną cechę szczególną, związaną ze sprzętem, na którym operuje (android i ios) - wszystkie czaty odbywają się w czasie rzeczywistym tj. o konkretnych godzinach naszego czasu. Cała historia trwa jedenaście (rzeczywistych) dni, z czego pierwszych dziesięć podzielonych jest na ok. 10 - 12 chatroomów, jednych krótszych, innych dłuższych, które występują co ok. 2 - 3 godz (w tym dwa chatroomy w nocy). Zdawałoby się, że system ten wymaga sporo wolnego czasu i systematyczności (np. budzić się o trzeciej w nocy, aby popisać z wirtualnym nocnym markiem), jednakże twórcy ułatwili nam zadanie, gdyż nie jest wymagana stu procentowa obecność na czatach (kilka można sobie odpuścić), zarazem te, które nam "uciekły", a chcemy powtórzyć, można wykupić za wewnątrzgrową walutę. Dodatkowo, jeśli zaplanowaliśmy podróż możemy zapisać grę i potem do niej powrócić po kilku dniach, albo za walutę wykupić kolejne dni i ukończyć je za jednym posiedzeniem.

Chociaż większość tytułu składa się z chatoroomów, jest też sporo momentów, w których tytuł zmienia się w standardową visual novel. Są to zazwyczaj sceny akcji, spotkania bohaterów w cztery oczy oraz romantyczne momenty między bohaterką a naszym wybrakiem. O ile chatroomy z oczywistych względów nie zawierają głosów postaci, momenty w formie VN często już tak.

Ścieżek w grze mamy pięć, a te dzielą się na dwa typy: casual oraz deep. Ścieżki casualowe ukazują mniej poważne problemy takie jak kłopoty w pracy, krytyka w mediach czy zamykanie pewnych etapów w życiu. Deep story traktują natomiast o problemach natury psychicznej oraz zerwanych więzach rodzinnych. Wszyscy bohaterowie zmagają się z problemami i każda ze ścieżek obrazuje inną przypadłość. Głębsze historie dodatkowo odkrywają karty intrygi oraz tożsamość tajemniczego Unknowna, dlatego twórcy zalecają przejście wszystkich trzech casualowych ścieżek w pierwszej kolejności, a dopiero potem dobranie się do tych "cięższych". Warto również dodać, że jedynie opowieści chłopaków zawierają wątki romantyczne; podczas ścieżki Jaehee doświadczymy tylko przyjaźni.

Sama historia prezentuje się naprawdę zgrabnie, pomimo chaosu panującego w prologu. Wystarczy przejście jednej ścieżki, aby poukładać sobie wszystko w głowie i wysnuć teorie. Fabuła, choć przewidywalna, jest wciągająca, a główna intryga satysfakcjonująca. Całość napędzają nie tylko nasi bohaterowie, ale i postaci poboczne, które są napisane genialne, i aż szkoda, że pojawiają się tak rzadko na ekranie.


Wrażenia z poszczególnych ścieżek (kolejność ukończenia):


ZEN
Zen to bóg chodzący między śmiertelnikami - niebywale przystojny i utalentowany dwudziestoczteroletni aktor grający w musicalach. Chłopak nie miał w życiu lekko, jednak dzięki aparycji, talentom i pasji do zawodu odniósł sukces i nadal pnie się po drabince sławy. Z natury jest pogodny i pełen energii, co jednak prowadzi do wybuchów podczas stresujących sytuacji. Największą przeszkodą do polubienia tego bohatera jest jego narcyzm i samouwielbienie, które czasami osiąga absurdalny poziom. Niech to jednak nikogo nie odstraszy, gdyż Zen to złoty chłopak, pełen ciepła, miłości i słodyczy. 

Ścieżkę Zena najłatwiej określić, jako typową baśń o rycerzu i księżniczce w opałach, chociaż akurat w tym przypadku nie do końca wiadomo kto gra czyją rolę. Historia naszej dwójki, choć pełna akcji i napięcia jest przesłodka, z mnóstwem pięknych momentów, jak pamiętna scena na dachu  Wydarzenia są do pewnego stopnia przewidywalne i mocno wtórne, ale złożone w jedną całość prezentują wspaniałą historię.


Yoosung
Oh, Yoosung, biedny, naiwny Yoosung... Naszego studenta najłatwiej określić, jako dorosłego o dziecięcej niewinności i infantylnym postrzeganiu świata. Pomimo wychowania się w zdrowej, pełnej rodzinie, życie Yoosunga zmieniło się nieodwracalnie po śmierci pewnej ważnej dla niego osoby, i od tego czasu chłopak nosi w sercu niezabliźnione rany. Większość wolnego czasu spędza na rozgrywce w LOLOLa (cóż za oryginalność!), którego traktuje jak drugi dom i odskocznię od rzeczywistości. Potrafi uwierzyć w najbardziej kuriozalną głupotę, co często niecnie wykorzystuje inna postać. Yoosung jest najsłodszą postacią w całej grze i nie każdemu może przypaść ten typ charakteru, jednak naprawdę warto zaznajomić się z nim bliżej.

Ścieżka Yoosunga jest naprawdę niczego sobie; obfituje w wiele ciekawych scen i zaskakujących akcji (szczególnie zakończenie), ale zawiera jeden problem, którym jest sam bohater. Yoosunga nie da się nie lubić, to fakt, jednakże im więcej spędzamy z nim czasu, tym bardziej irytujący się wydaje. Jego ciągłe rozterki i problemy są zwyczajnie męczące, szczególnie, że ich autorem jest niedorosły, niedoświadczony chłopak. Sama ścieżka bez zarzutu, bohatera jednak najlepiej sobie dawkować.




Jumin 
Nasz dyrektor firmy zaciekawił mnie na tyle, że zmieniłam zalecaną kolejność przechodzenia gry i czym prędzej wylądowałam na jego ścieżce. Jumin jest biznesmenem, wychowanym w bogatej rodzinie przedsiębiorców. Jego charakter można nazwać jednym słowem: okropny. Jumin jest oziębły, oschły i surowy, ale co gorsze nie ma w sobie za grosz empatii - świat oraz innych ludzi postrzega jedynie przez pryzmat własnych doświadczeń i odczuć. Jedyne ciepłe emocje kieruje w stronę swojego kota, o  dworskim imieniu Elizabeth the 3rd, która to jest powiernikiem jego najgłębiej skrytych uczuć. Z początku postać może wydawać się nieznośna i niemożliwa do polubienia, jednak, daję słowo, wszystko nabiera barw w historii chłopaka.

Ścieżka Jumina jest niesamowicie dobra, a od połowy (po niespodziewanym plot twiście) to już majstersztyk. Uwielbiam poważniejsze historie z elementami psychologicznymi, i tu znalazłam ich ujście. Sama fabuła najbardziej mnie wciągnęła ze wszystkich, natomiast aspekty romansowe są najciekawiej zaprezentowane i najbardziej satysfakcjonujące. Co zabawne (zważywszy na PEGI 13), ścieżka jako jedyna posiada erotyczne podteksty, w tym pikantne rozmowy (głównie płatne za walutę). Na uwagę również zasługują tajemnice i problemy naszego protagonisty, które będziemy musiały pomóc mu przezwyciężyć, aby otrzymać najlepsze zakończenie (albo się im poddać i skończyć w równie "ciekawej" sytuacji). Ścieżka zdecydowanie najbardziej oryginalna i najlepsza ze wszystkich.  Mój faworyt ❤ 







Jaehee
Jaehee jest (do naszego przybycia) jedyną dziewczyną w organizacji, a dołączyła do RFA za sprawą Jumina, który to zmusił namówił ją do tego po zostaniu jego asystentką. Jaehee to profesjonalistka i niesamowicie silna kobieta, która potrafi zapanować nad tysiącem rzeczy na raz a do tego pomagać swoim przyjaciołom w potrzebie. Jest ogromną fanką twórczości Zena, którego oglądając umila sobie nieliczne wolne od pracy chwile. Wydaje się sztywna i nudna, ale jaka jest naprawdę dowie się tylko ten, który wkroczy na jej ścieżkę.

Ścieżka dziewczyny (z początku myślałam, że to facet >_<) jest jedyną nieromantyczną opowieścią w grze i ten fakt bardzo mi przypadł do gustu  ze względu na oryginalność i nowe możliwości zabawy historią. Zmagania Jaehee z problemami śledziło się naprawdę przyjemnie i całkowicie nie przeszkadzał mi brak obiektu westchnień, jednak nie spodobała mi się niekonsekwencja w ukazaniu relacji naszej oraz reszty postaci z bohaterką ścieżki: zdecydowanie za wiele przysług przypisuje się naszej osobie w porównaniu z Zenem, który to (według mnie) robi zdecydowanie więcej dla Jaehee niżeli my sami. Z jednej strony jest to usprawiedliwione stanem protagonistki, z drugiej dziwnie to wygląda, gdy na koniec dnia to my zostajemy "okrzyknięci bohaterami", mimo znacznie mniejszego wkładu. To na szczęście jedyny problem ścieżki i reszta jest bez zarzutu.


707
Tajemniczy hacker jest mózgiem całego RFA i odpowiada za bezpieczeństwo tajnych danych organizacji. Jego kuriozalny humor i specyficzny charakter od razu podbiją wasze serce, ale są to tylko wierzchołki góry lodowej składającej się na Sevena. "Szczęśliwy numerek" (jak nie lubi być nazywany) to fan romantycznych schadzek czipsów i coli w jego żołądku, luksusowych samochodów i miziania kotów, przede wszystkim cudzych. Jest najpopularniejszą postacią wśród graczy i długo nie trzeba szukać powodów tego stanu.

Moje następne słowa zapewne zabrzmią jak herezja, ale prawdą jest, że bardzo zawiodłam się na ścieżce Sevena. Wielu uważa właśnie tę historię za wisienkę na torcie, ja natomiast połamałam sobie na niej zęby. Fabuła jest bardzo przeciętna i do bólu przewidywalna - zapewne przez fakt, iż jest to końcowa ścieżka i wszystkie zebrane dotąd elementy układanki jedynie wskakują tutaj na swoje miejsce; choć to nie zmienia tego, że historia nie zaskakuje i otrzymujemy dokładnie to, co zakładaliśmy od samego początku. Kolejną rzeczą, która mi podpadła jest protagonistka, która nie pełni większej roli w wydarzeniach i równie dobrze mogłoby jej nie być - prócz romantycznych aspektów nic by nie ucierpiało. Z rzeczy na plus na pewno należy wyłonić inną kluczową postać, mającą swój pełnoprawny debiut w tej ścieżce, a która, paradoksalnie, wydała mi się o wiele ciekawszą personą niżeli sam Seven. Mimo wszystkich moich zarzutów, ścieżka jest nadal dobra i większość będzie się przy niej świetnie bawić.












FUN FACT: Seven jest jedyną postacią, która przełamuje czwartą ścianę, tj. wie, że znajduje się w grze. Jest to oczywiście jedynie zabieg humorystyczny, który w żaden sposób nie wpływa na wydarzenia, jednak od czasu do czasu naszemu bohaterowi zdarza się  zażartować z tego faktu. Twórcom tak spodobał się ten pomysł, iż stworzyli pewne złe zakończenie, w którym jeden z bohaterów, pewny swej racji, próbuje przekonać resztę, że są jedynie fikcyjnymi postaciami.

Każda ze ścieżek posiada "After Ending", czyli epilog traktujący o dalszych losach pary, natomiast ukończenie ścieżki Sevena odblokowuje tzw. "Secret After Ending", czyli serię wydarzeń po głównej linii fabularnej, w formie "mini-serialu", lub po prostu krótkich epizodów łączących się w całość. Historia przedstawiona jest w formie VN i bez możliwości dokonywania wyborów, jednak warto wydać 140 klepsydr (wewnątrzgrowa waluta), aby się z nią zaznajomić, gdyż jest kanonicznym i definitywnym zakończeniem tytułu. 

http://vignette1.wikia.nocookie.net/mystic-messenger/images/9/9e/MC.png/revision/latest?cb=20160920204811Dzięki formule czatu, zyskaliśmy sporą dowolność w kształtowaniu charakteru naszej protagonistki. Co prawda w 90% przypadków będziemy mieli zaledwie dwie opcje odpowiedzi do wyboru, jednak każda z nich przedstawia inną reakcję i tak, np. możemy zachowywać się normalnie, albo szaleć na punkcie naszego wybranka i obwieszczać nasze niezdrowe zainteresowanie całemu światu. Oczywiście częste obieranie skrajnego zachowania (zbytnie przymilanie się lub ostra krytyka) skutkuje złym zakończeniem, jednak faktem jest, że możemy wczuć się w rolę chociażby psychofanki. W zależności od ścieżki nasza bohaterka robi mniej, bądź więcej dla dobra RFA, jednak zawsze jest przedstawiona, jako dzielna i całkiem inteligentna osóbka. Reszta osobowości podlega tylko i wyłącznie naszej wyobraźni, jako że postać jest zarysowana w bardzo małym stopniu. Jedyną rzeczą, której nie mogę wybaczyć twórcom to brak oczu u protagonistki. Myślałam, że ten trend już dawno umarł i spoczywa 3 m pod ziemią, ale Cheritz go niestety wydobyli i umieścili w swoim tytule.

Mystic Messenger dla każdej ze ścieżek oferuje po pięć zakończeń: jedno szczęśliwe, jedno normalne oraz trzy złe. Zdobycie szczęśliwego zakończenia wymaga od gracza ukończenia wszystkich głównych "zadań" postawionych przez twórców, czyli zdobycia serca wybranka i zwalczenie nękającego go problemu oraz zaproszenie wystarczającej ilości gości na przyjęcie. Niespełnienie tylko ostatniego warunku skutkuje normalnym finałem, a zepsucie relacji z wybraną postacią prowadzi do jednego z trzech bad endingów, każdy na innym etapie rozgrywki. Ponadto grę można zakończyć przedwcześnie, zanim ta się na dobre rozpocznie: w prologu (wybierając niewłaściwe opcje), na koniec czwartego dnia (jeśli nie uzyskamy wystarczającej sympatii u jednego bohatera), bądź gdy ominiemy za dużo czatów. Bad endingi są nie tylko złe z powodu historii, ale i dlatego, że resetują nasz progres i daną ścieżkę musimy zaczynać od samego początku.

Czas gry jest naprawdę imponujący. Jedna ścieżka trwa jedenaście rzeczywistych dni i zawiera ok. setki chatroomów o zróżnicowanej długości. Jednakże... Dzień pierwszy dla wszystkich ścieżek zawsze jest wspólny, natomiast dni od drugiego do czwartego włącznie różnią się tylko między ścieżkami "casual" i "deep". To niestety prowadzi do szybkiego znużenia, jako że kończąc ścieżkę, z niezależnie jakim skutkiem, nową rozgrywkę zaczynamy zawsze od prologu i następne cztery dni spędzamy na czytaniu już dobrze znanego tekstu. Ma to swoje usprawiedliwienie w konieczności zbierania serc dla danej postaci, jednak Cheritz mogło po zakończeniu wszystkich pięciu ścieżek odblokować nam swobodne wybieranie historii w celu kompletowania ilustracji. Tak się niestety nie stało i każdą ze ścieżek należy rozpoczynać trzy razy od samego początku, aby zebrać wszystkie cg, które to...

Prezentują się fenomenalnie. Ilustracji jest bardzo dużo, zaczynając od podobizn postaci, kończąc na bezsensownych zdjęciach kotów wrzucanych na czat. Niektórzy bohaterowie mają więcej obrazków od innych (rekordzista Zen ma 44, gdzie Jaehee 21), jednak nie jest to dyskryminacja twórców, a celowe działanie obrazujące preferencje bohaterów (np. Zen uwielbia selfie).

Wszystkie postaci mają swoich voice actorów, których głosy usłyszymy podczas rozmów telefonicznych i momentów VN. VA zrobili kawał dobrej roboty (szczególnie pan wcielający się w Unknowna - cóż za występ!!), jednakże edytorzy trochę zepsuli ich pracę, nie regulując odpowiednio głośności. I tak np. głos Sevena jest bardzo cichy, a Unknowna i kobiecych postaci bardzo donośne. W wielu momentach niestety samemu trzeba na bieżąco regulować głośność, aby czerpać maksimum zabawy z rozgrywki.

Mimo bardzo dobrej lokalizacji, niestety nie obyło się bez błędów. Błędy ortograficzne akurat w tej produkcji nie rażą oczu, jako że  gra symuluje czat, na którym, wiadomo, ludziom zdarzają się orty, literówki, itp. Gorzej, gdy pojawiają się błędy logiczne (np. pomylenie dwóch postaci ze sobą), a te niestety nie są wcale rzadkie. Dodatkowo, ze względu na nową dla studia technologię i różnice pomiędzy markami tabletów/smartfonów, mogą pojawić się błędy w działaniu gry, te jednak są na bieżąco wyławiane i naprawiane. Pomoc techniczna Mystic Messengera działa na medal - po zgłoszeniu błędu przez specjalny formularz można zasięgnąć pomocy programistów i wcale nie trzeba długo czekać na odpowiedź.

Mystic Messenger jest darmowy, jednak wysoka jakość produkcji wiąże się z mikropłatnościami. Zapewne niektórych ciekawi, czy grę da się ukończyć bez wydawania grosza. Jest to bardzo trudne, ale możliwe. Wewnątrzgrową walutę zdobywamy wymieniając zdobyte podczas rozgrywki serca (100 serc = 1 klepsydra) lub kupując ją za gotówkę. Klepsydry bardzo sporadycznie dostajemy podczas rozgrywki oraz updatów wydawanych przez twórców w ramach rekompensaty za błędy w grze. Do odblokowania wszystkich opcji  ("deep route" i "after endingi") wymagana jest liczba 320 klepsydr, która to dla niedzielnego gracza będzie nieosiągalna, ale dla wprawnego stratega jak najbardziej możliwa. Najważniejszym punktem jest systematyczna gra, gdyż każdy zgubiony chatroom kosztuje 5 klepsydr, należy zatem zaliczać ich jak najwięcej. Dodatkowym źródłem serduszek jest orbitujące UFO na ekranie głównym - co jakiś czas będzie nam wyrzucać paczki czipsów pełne serc potrzebnych do wymiany na walutę, ukazując przy tym zabawny tekst. Ważne jest również zapraszanie gości, gdyż każdy z nich jednokrotnie obdarza nas klepsydrą. Jeśli nie mamy cierpliwości lub żyłki zbieracza, klepsydry możemy zakupić w sklepiku. Ceny są zadziwiająco uczciwe i za najniższe doładowanie kartą google play (50 zł.) możemy zaopatrzyć się w sporą liczbę wewnątrzgrowej waluty. 

Absolutnie nie należy posiłkować się jakimikolwiek poradnikami na "nielimitowaną ilość klepsydr", i tym podobnymi! Nie dość, że ich prawidłowe działanie jest bardzo wątpliwe, to na dodatek okradamy twórców, którzy na to nie zasłużyli. Wszelkie machlojki nagradzane są banem, także nie ma żadnego sensu się w nie zagłębiać.

Podsumowując, Mystic Messenger jest grą niezwykłą, łamiącą wytarte schematy gatunku i wprowadzającą powiew świeżości w świat gier otome. Ponadto, tytuł sprawił, że rzesza nowych fanów dołączyła do wielbicieli gatunku, pokazując tym samym, iż jest na świecie popyt na tego typu produkcje i opłaca się twórcom inwestować w gry dla dziewczyn Czy dzięki Mystic Messengerowi otrzymamy więcej lokalizacji i świeżych tytułów? Czas pokaże, jednak z MM na tablecie czuję się pewniejsza nadchodzącej przyszłości.


* * *


Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Cheritz
Data wydania: 28 czerwiec 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: android / ios
Łączna liczba ścieżek: 5
Głosy postaci: tak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google play (darmowa / mikropłatności)
Wersja pudełkowa (VIP): Cheritz Market (~ 330 zł . + wysyłka)