Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roseverte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą roseverte. Pokaż wszystkie posty

Recenzja VN | Cafe 0 ~The Drowned Mermaid~



Mała zmiana planów. Niestety, nie wyrobiłam się z recenzją Psychedeliki of the Ashen Hawk ze względu na warunki panujące w rodzinnym domu (leciwy lapek nie wyrabia przy dwóch programach uruchomionych jednocześnie, a w myszce nie działa scroll). Dlatego dzisiaj, zamiast z najlepszą grą otome tego roku, zmierzę się z tytułem, który prawdopodobnie zostałby na liście "kiedyś na pewno zagram" do końca moich dni, gdyby nie świąteczna wizyta w domu i brak lepszego sprzętu do grania. Tak, zawdzięczacie ten tekst mojemu zdziadziałemu laptopowi. Enjoy!

Nie byłam zbytnio zainteresowana Cafe 0 ~The Drowned Mermaid~ dopóki nie otrzymałam gry w ramach oficjalnego bundle'a RoseVeRte. Oczywiście wiedziałam, że taki tytuł istnieje i zgarnia całkiem sporo pozytywnych ocen, ale szkaradne postacie, szczególnie ich rybie oczy skutecznie mnie od produkcji odstraszyły. Zazwyczaj nie osądzam gier po grafice (bo to jak ocenić książkę po okładce, a i czasem strona wizualna jest intencjonalnie stylizowana na brzydką), jednakże tutaj od początku coś mi nie grało. Czy moje obawy się spełniły? Cóż, pora wkroczyć do kawiarni, rozsiąść się przy stoliku z kawą i spojrzeć kelnerowi prosto w rybie oczy...

W grze wcielamy się licealistkę Marin, która na samym początku przygody budzi się w tytułowej kawiarni 0. Chwilę później podchodzi do niej kelner, niebieskowłosy chłopak imieniem Sui, i podaje szklankę wody (jak się okazuje to jedyny trunek serwowany w tym lokalu). Bohaterka bierze łyk i chwilę potem traci przytomność. Tym razem, gdy dziewczyna dochodzi do siebie, znajduje się na szkolnym basenie, otoczona zgrają ludzi. Lekarz i jedna z uczennic informują Marin, że ta nagle zaczęła się topić, ale jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Bohaterka jednakże ma amnezję - nie pamięta kim jest ani jak się tu znalazła, za to sporadycznie, niczym duch, przed jej oczami pojawia się kelner, Sui. Lekarz zdaje się nie wierzyć lub nie przejmować zanikiem pamięci u dziewczyny i wypuszcza ją do domu. Na miejscu protagonistkę znów nawiedza Sui. Niebieskowłosy chłopak przekazuje Marin, że ta umrze za siedem dni i radzi, aby przeznaczyła swój ostatni tydzień życia na odzyskanie wspomnień.
















Tak prezentuje się prolog do gry Cafe 0 The Drowned Mermaid. Zadaniem bohaterki na kolejne sześć dni będzie rozmawianie z postaciami (potencjalnie) jej bliskimi, poznawanie swojej przeszłości i, ostatecznie, rozwiązanie tajemnicy swej nieprzypadkowej śmierci. Jak się szybko okazuje, ktoś stał za niefortunnym utonięciem Marin w morzu i winny musi zostać ukarany, aby bohaterka mogła odejść z tego świata w spokoju. Rozwiązanie zagadki jednakże nie będzie ani łatwe, ani szybkie - sześć dni to za mało czasu na wykonanie zadania i w ciągu jednej ścieżki nie zdołamy odkryć wszystkich kart. Zamiast tego, niczym detektyw, będziemy szukać poszlak na przestrzeni kilku różnych ścieżek. Do odblokowania prawdziwego zakończenia potrzebujemy w sumie czterech przedmiotów (czyli musimy przejść grę co najmniej pięciokrotnie), które zebrane razem rzucą światło na wydarzenia prowadzące do śmierci bohaterki.

The Drowned Mermaid wygląda ciekawie na pierwszy rzut oka. Mamy amnezję, morderstwo, dochodzenie, towarzysza z zaświatów oraz grupę niekoniecznie zdrowych na umyśle osobników, z których przyjdzie nam wyłonić mordercę (lub morderców). Jak nietrudno się domyślić, fabuła jest poważna, wręcz mroczna, a wspomnienia utracone przez bohaterkę nie są ani szczęśliwe, ani nie przedstawiają ją w dobrym świetle. Niestety, mimo ciekawej i dobrze poprowadzonej historii oraz spektakularnego zakończenia, tytuł nie za bardzo ma czym się bronić.











Największym problemem produkcji jest jej długość. Przejście pojedynczej ścieżki (bez prologu) to 15-25 min., co czyni ją niewiele dłuższą od... prologu. Co gorsza, pomimo różnych wyborów fragmenty tekstu w kolejnych ścieżkach pozostały niezmienione (tzw. kopiuj-wklej), np. na koniec każdego dnia wita nas Sui z tą samą, nudną gadką. Bardzo krótka rozgrywka nie byłaby wadą, gdyby nie skomplikowana i rozbudowana fabuła. The Drowned Mermaid usilnie próbuje zarysować profil psychologiczny naszych bohaterów, ich problemy i przejścia, ale zwyczajnie nie starcza jej na to czasu. Ba, sami twórcy musieli zauważyć ten błąd, gdyż dodali bonus, w którym możemy wypytać Suiego o niewyjaśnione kwestie fabuły. Efektem źle oszacowanej długości produkcji jest oczywiście obojętność gracza na bohaterów, ich problemy i to, jak kończą.

Rozwijając powyższy wątek, głównej bohaterki, Marin, nie da się lubić. Nie dlatego, że jest niesympatyczna lub irytująca, a ponieważ nic o niej nie wiemy. Jedyne informacje, jakie udaje się o niej zdobyć to: czym się zajmuje, jak jest postrzegana w szkole, z kim się koleguje, w kim jest zakochana, gdzie (nawet nie kim) są jej rodzice oraz jak umiera. Natomiast, w żadnej z sześciu ścieżek nie dowiemy się np.: jaką osobą jest Marin, dlaczego posunęła się do pewnego czynu i jak się z tym czuła, jak wyglądała jej rekonwalescencja po wypadku, jak pogodziła się z kontuzją oraz jak ona postrzegała przyjaźń z Ami. Brak odpowiedzi na te pytania można do pewnego stopnia usprawiedliwić amnezją bohaterki, jednakże przez tak wielkie dziury w jej osobowości oraz przeżyciach nie byłam w stanie uwierzyć w tę postać. Protagonistka jest nijaka, nieciekawa i w ogóle mi na niej nie zależało.














Pozostała trójka bohaterów jest niczego sobie, ale cierpi na ten sam syndrom, co protagonistka. Każdy z nich skrywa głębię i pewne tajemnice (i nierówno pod sufitem), lecz ich wątki, gdy już wychodzą na światło dzienne, są podsumowywane jednym słowem (forbidden love, desire, itp.) i w tym momencie gra się kończy. Wielka szkoda, gdyż całe trio, podobnie jak Marin, miało pewien potencjał, który z jakiegoś powodu nie został wykorzystany.

Zmierzając powoli ku końcowi tej recenzji, chciałabym poruszyć kolejny problem produkcji. Otóż Syrenka momentami jest żenująco głupia. Mamy np. dwie sceny, w których bohaterowie (dosłownie) gryzą się po szyjach jak jakieś wampiry i gra próbuje nam wmówić, że na ekranie właśnie przewija się romans. Dodatkowo żenadę potęgują teksty w stylu "całuje mnie tak namiętnie, że mrozi mi mózg" (!)... Ogólnie cała produkcja jest nieintencjonalnie śmieszna i wielokrotnie ryłam ze śmiechu, chociaż z założenia nie powinnam mieć ku temu powodu.

Kwestią dyskusyjną jest oprawa graficzna. Mi, łagodnie mówiąc, ta w ogóle nie przypadła do gustu. Tła i postacie (poza doktorkiem) wyglądają okej, ale ilustracje... większość jest brzydka, a kilka wręcz szkaradnych. Akurat te najgorsze są mocno spoilerowe, także nawet gdybym chciała, nie mogłabym ich wam pokazać, także musicie uwierzyć mi na słowo. Głównym problemem są, moim zdaniem, te dziwaczne, ogromne rybie oczy, które, swoją drogą, przewijają się jeszcze w kilku innych produkcjach RoseVeRte. Mnie one przerażają i nasuwają skojarzenia z horrorem.










Nie wiem, autentycznie nie wiem, jak ocenić Cafe 0 The Drowned Mermaid. Gra miała ogromny potencjał, ale po drodze został on totalnie zmarnowany. Tytuł jest stanowczo za krótki (przejście i zdobycie wszystkich zakończeń zajęło mi trochę ponad dwie godziny) w porównaniu do ilości rozpoczętych wątków, ale i do ceny, gdyż twórcy za swoją produkcję życzą sobie aż 25 zł. (!). Za tę detaliczną kwotę nie otrzymamy jednak voice actingu - aby usłyszeć postacie mówiące po japońsku musimy wydać kolejne 7 zł. (!). Czy warto brać chociaż na wyprzedaży za symboliczną dychę? Tu już sprawa wydaje się klarowniejsza. Jeśli lubicie historie uciekające tajemnicą i przesycone poważnymi treściami, nie ma co się zastanawiać.


~Galeria~



***


Szczegóły wydania:
https://steamcdn-a.akamaihd.net/steam/apps/335660/header.jpg?t=1509546416Deweloper/wydawca: RoseVerTe
Data wydania: 11.10.2011
Gatunek: visual novel
Platforma: PC
Voice acting: do zakupu osobno
Animacje postaci: nie

Edycja cyfrowa: Steam



Recenzja | How to Fool a Liar King


Po dłuższej przerwie wracamy do krainy Eroolia, miejsca akcji gry How to Take of Your Mask. Co prawda, mój powrót do tej głupiutkiej, ale sympatycznej serii nie miał nastąpić tak prędko (bo wciąż czeka na mnie masa dłuższych, lepszych produkcji), tak się jednak złożyło, iż w natłoku zajęć i innych hobby musiałam zdecydować się na krótszą przygodę. Cóż, oto ona.







How to Fool a Liar King to drugi tytuł w serii Eroolia i kontynuacja niedawno recenzowanej gry How to Take off Your Mask. W przeciwieństwie do jedynki A Liar King nie skupia się na prostych ludziach jakimi byli Lillia i Ronan, a na wielkiej polityce i problemach natury królewskiej. Akcja sequelu rozgrywa się bezpośrednio po wydarzeniach z poprzedniczki: Eroolia, królestwo zamieszkałe przez ludzi, nadal zmaga się z problemami wewnętrznymi, a Laarz, kraina lukrecji, wciąż pozostaje zagadką. Status quo jednak zmienia spotkanie króla darmozjadów z księżniczką kung fu.

Regina, mieszkanka krainy Ozzwa, w tajemniczy sposób ląduje w państwie Eroolia, a dokładniej gdzieś w lesie na obrzeżach cywilizacji. Chwilę później spotyka trójkę dobrze znanych nam mężczyzn: Juliego, Ronana i Marsa, zmierzających do Laarz, miasta lukrecji. Dziewczyna, która okazuje się być mistrzynią sztuk walki, dołącza do drużyny i wraz z pozostałymi kontynuuje wędrówkę do stolicy ludzi-kotów.

Wstęp do historii How to Fool a Liar King może wydawać się banalny i naiwny, ale jak się szybko przekonamy, zagadkowe przybycie Reginy do Eroolii okazuje się nie być przypadkiem. Bohaterka wpadła w oko magicznie uprzywilejowanej osobie na kocim tronie, która, z jakiegoś powodu, chce dziewczynę zmusić namówić do małżeństwa. Propozycja ta jednak stoi w sprzeczności z rodzącym się w Reginie uczuciem do Juliego; mimo okropnego pierwszego wrażenia, jakie mężczyzna wywarł na niej, bohaterka nie może wybić go sobie z głowy. W scenie konfrontacji obu stron dziewczyna stoi przed niełatwym wyborem: albo pozostanie wierna swoim towarzyszom, albo tymczasowo dołączy do osoby, która ją tu magicznie przywołała. Decyzja oczywiście należy do gracza i to od nas zależy, jak potoczą się losy Reginy.

How to Fool a Liar King przedstawia nam nową bohaterkę, Reginę, pochodzącą z oddzielonego od Eroolii  morzem państwa Ozzwa. O protagonistce z początku wiemy niewiele; z jej dialogów wynika, iż dziewczyna stara się usamodzielnić od starszego brata i ojca, a jej ojczyzna słynie ze sztuk walki, w których Regina okazuje się być mistrzynią. Ta umiejętność zresztą, poza zabiegiem humorystycznym, przyciąga uwagę Juliego, który oferuje bohaterce posadę ochroniarza w trakcie drogi do Laarz.

Regina jest nie tyle sympatyczna, co jej kreacja idealnie wpisuje się do konceptu gry. Podobnie było zresztą z Lilią, protagonistką How to Take off Your Mask, która ze swoim wybuchowym, surowym charakterem, przeplatanym jej słodkim i dziecinnym alter ego, miała służyć narracji, a nie odwrotnie. Tutaj praktycznie bez zmian powtórzono ten zabieg. Regina jest szczera, bezpośrednia i nie owija w bawełnę. Dodatkowo, jest podejrzliwa i wykazuje brak zaufania w początkowych relacjach z nowo poznanymi towarzyszami. Jej charakter zatem idealnie kontrastuje z Julim, który z postaci pobocznej w HtToYM awansował na drugiego, męskiego bohatera. W jego kreacji, jednakże pojawia się pewien problem...

Juli obok Babci i Marsa był, moim zdaniem, najciekawszą personą w HtToYM i bardzo ucieszył mnie powrót bohatera w większej roli. Nasz różowogłowy w poprzedniczce przedstawiony został jako zabawny, lekkoduszny, ale i kompetentny władca. Do pewnego stopnia był mentorem, dużo wiązało się z nim wątków humorystycznych, jednakże przede wszystkim Juli był osobą dwulicową - z jednej strony dobrze życzył Lilii i pomagał jej w rozterkach sercowych, z drugiej bezczelnie nią manipulował i wykorzystywał determinację dziewczyny do własnych celów. Jego zachowanie i stosunek do, jakby nie patrzeć, poddanych miał sens - przyjaźń swoją drogą, ale dobro państwa jest najważniejsze. W sequelu miałam nadzieję zobaczyć więcej tego samego, w większej skali i próbę wyjaśnienia, dlaczego Juli jest, jaki jest i czy to w zasadzie moralne tak traktować innych. Niestety, mężczyzna, którego dobrze znamy z pierwszej części, nie działa prawidłowo w drugiej.

Ale zaczynając od pozytywów: bohater na początku przygody wypada świetnie. Jest pogodny, przyjacielski, trochę głupkowaty i ogólnie sprawia wrażenie osoby, której łatwo zaufać. Regina jest jednakże innego zdania; dziewczynie szybko udaje się przejrzeć przez maskę bohatera i odkryć, iż uśmiechem i gadką-szmatką próbuje on tylko wyciągnąć z niej informacje o państwie, z którego przybyła. Od tego momentu protagonistka postanawia mieć się na baczności, a zarazem odkryć powód jego zachowania. Ten okazuje się być bardziej skomplikowany, niż Regina mogła sądzić, mimo to postanawia spróbować się z Julim zaprzyjaźnić. W relacji pary następuje przełom, ale, by nie było za łatwo, po chwili szczerości bohater odbudowuje wewnętrzne mury i wraca do bycia zimnym, kłamliwym draniem. Nie spodziewałam się tego, ale Juli w sequelu przedstawiony jest jako osoba skonfliktowana, autodestrukcyjna, która nie jest w stanie nawet podjąć walki z samym sobą. W końcu wewnętrzny konflikt prowadzi do samozagłady, a ta z kolei do lekkomyślności i szaleństwa, które niemal skutkuje rozpętaniem wojny. Mimo iż smutna i godna pożałowania, droga bohatera jest wyjątkowo dobrze napisana i, o dziwo, wcale nie gryzie się z pozostałą, komediową częścią gry.

Gorzej niestety wypada kreacja Juliego jako króla, Przede wszystkim, nie sprawia on wrażenia osoby kompetentnej. Bohater do Laarz przybywa praktycznie bez żadnego planu lub karty przetargowej, dla której ludzie-koty mogliby wziąć sojusz z Eroolią pod uwagę. Gadka-szmatka również nie pomaga mu nikogo przekonać o dobrych intencjach. Co jednak najgorsze, Juliemu w pewnym momencie odbija palma i popełnia czyn niegodny władcy. Niby stara się go usprawiedliwić wybuchem zazdrości, ale wątek ten jest tak bezsensowny, że głowa mała.











Jak już jesteśmy przy postaciach, muszę słówkiem wspomnieć o nowej kociej bohaterce. Myana, która swoją drogą jest protagonistką kolejnej gry w serii, How to Sing to Open Heart, wzbudziła we mnie bardzo mieszane emocje. Nie miałam wielkich oczekiwań po postaci, która dopiero ma swój debiut, ale bardzo się zawiodłam kreacją nowej lukrecji w obsadzie. Osobiście, dla mnie jej największym problemem (może to dziwnie zabrzmieć) jest jej głos, a dokładnie ton z jakim się wypowiada. Chcąc nie chcąc, Myana brzmi jakby była wiecznie pijana i im dłużej słucha się jej kwestii, tym bardziej irytujące się one stają. Nie wiem, czyj był to pomysł ani czemu to miało służyć, ale brzmi to strasznie sztucznie i niepoważnie, szczególnie, gdyż bohaterka też ma swoje problemy i na przestrzeni historii stara się im zaradzić.

W trakcie opowieści przewija się masa kolejnych nowych postaci: dwójka kocich strażników - sympatyczna Leona oraz niesympatyczny Simon, ojciec Lilii, Gao, oraz kilkuletni Lio. Oprócz tego powraca stara gwardia: Mars oraz Ronan. Wszyscy bohaterowie, oprócz Simona, wypadają ciekawie i z każdym wiąże się wątek humorystyczny. Co również ważne, postaci jest na tyle dużo, aby było różnorodnie, ale na tyle mało, że nie mylą się ze sobą lub dają się zapomnieć.

Pojawiają się również nawiązania do pierwszej części, How to Take off Your Mask. Chociaż Lilia i Babcia nie istnieją w sequelu, nadal przewijają się w dialogach. Juli ponadto wspomina o tajemniczym gangu, który maczał palce w porwaniu Ronana.














Do tej pory How to Fool a Liar King zapewne dla wielu może brzmieć jak dobra gra. Cóż, nie do końca tak jest. Fabuła i relacja głównych bohaterów wypadają lepiej niż przyzwoicie, lecz przychodząc otomkę jednokrotnie, w zasadzie nie ma do czego wracać. Tytuł składa się z siedmiu rozdziałów, z których trzy pierwsze służą jako tzw. common route. W nich dokonujemy wyborów, które z kolei kierują nas do jednej z dwóch ścieżek - jak już wspominałam, możemy pozostać z Julim i ekipą lub poznać bliżej osobę, która przyzwała Reginę do Eroolii. Problem polega na tym, iż którąkolwiek drogę nie wybierzemy, wszystkie wydarzenia oraz zakończenie pozostają te same. Podobna sytuacja była w How to Take off Your Mask z tą różnicą, iż mimo punktów wspólnych, tam opowieści rozgrywane były inaczej. Tutaj, jest to zrobione na jedno kopyto. Oczywiście zmieniają się sceny - kiedy w jednej ścieżce w danym momencie spotykamy postać X, w drugiej natrafiamy na postać Y, jednakże są to zmiany w zasadzie kosmetyczne. Jedyną motywacją do ukończenia obu rozgałęzień jest chyba tylko uzyskanie informacji na temat danego bohatera, ale te również nie są szczególnie interesujące. Sama jakość ścieżek diametralnie się różni - historia, w której towarzyszymy Juliemu jest o niebo ciekawsza niż ta druga i  to z niej dowiadujemy się zdecydowanie więcej. Ponadto, od rozdziału czwartego nie pojawiają się żadne nowe wybory i opowieść zmierza tylko w jednym kierunku.

Graficznie sequel prezentuje się lepiej niż poprzedniczka. Postacie są ładniejsze, dodano więcej teł oraz nowe efekty wizualne. Niestety, ilustracji nadal jest tyle, co kot napłakał - dodatkowo każdy wariant w galerii traktowany jest jako osobny CG przez co ich ilość jest zwyczajnie zakłamana. Muzyka w menu jest okropnie irytująca, a opening zwyczajnie słaby, ale to żadna nowość (w HtToYM było to samo). Głosy postaci są jak najbardziej w porządku i do niczego nie mogę się przyczepić.











Gra nie posiada jeszcze polskiej lokalizacji, ale ta jest obecnie w przygotowaniu. Mam nadzieję, iż tłumaczenie wypadnie lepiej niż w poprzedniczce, aczkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie, aby zagrać po angielsku - język jest na tyle kolokwialny i łatwy, że raczej nikt nie powinien mieć z nim problemów.

Ostatecznie, trudno jest mi jednoznacznie ocenić tytuł. Z jednej strony jest to bardzo dobrze i szczegółowo przemyślana produkcja, z drugiej pewne głupoty przyprawiają o ból głowy. Przez wprowadzenie nowej postaci, Myany, w ogóle nie czekam na część trzecią, bo zwyczajnie wątpię, iż będę w stanie znieść jej głos przez kolejne pięć godzin. Właśnie, co do długości rozgrywki... Twórcy chwalą się, iż How to Fool a Liar King jest grą znacznie dłuższą od poprzedniczki, ale ja tego w ogóle nie zauważyłam - przejście obu tytułów zajęło mi pięć godzin.

Jeśli miałabym podsumować grę jednym zdaniem, powiedziałabym: idźcie lepiej zagrać w How to Take off Your Mask.


~Galeria~


P.S. Galeria jak i inne funkcje na blogu mogą nie działać prawidłowo na niektórych przeglądarkach. Zalecam używanie Chroma - na nim wszystko działa idealnie :)



Ponieważ sequel, How to Fool a Liar King, nie jest, moim zdaniem, tak dobry jak poprzedniczka, na giveaway (ponownie) przeznaczyłam grę How to Take off Your Mask. Aby zdobyć klucz za darmo należy poniżej napisać komentarz o jakiejkolwiek treści (tak się złożyło, że nie mam pomysłu na pytanie :)). Pierwsza osoba, która skomentuje post otrzyma kod na platformę Steam.

P.S. Nie obrażę się, jeśli napiszecie po prostu "dej" lub temu podobne :)

Uwaga! Kod znalazł nowego właściciela! Dziękuję za wzięcie udziału w giveawayu i zapraszam na kolejne!



Recenzja | How to Take off Your Mask


Po mocniejszej historii, jaką była visual novel One Night Stand, dzisiaj przynoszę lekką, słodziutką opowieść o odkrywaniu siebie, swoich uczuć oraz relacji z bliskimi. Okraszona komedią i kocimi uszkami opowieść na pewno przypadnie Wam do gustu.

How to Take off Your Mask to produkcja RoseVeRte, małego studia gier indie, które w ostatnim czasie znacząco się rozrosło i obecnie jest również wydawcą. HtToYM rozpoczyna trylogię o fantastycznej krainie Eroolia, zamieszkałej przez ludzi oraz lukrecje. Naszymi bohaterami są przedstawiciele obu ras, gra jednak, zamiast wprowadzać nas w konflikt między stronami, koncentruje się na tytułowym "zdejmowaniu masek".

Główna bohaterka, Lilia, pracuje w piekarni i od dzieciństwa przyjaźni się z Ronanem, który zaopatruje jej miejsce pracy w produkty do wypieków. Oboje trwają w przekonaniu, iż ich relacja jest czysto rodzinna i traktują siebie praktycznie jak rodzeństwo. Pewnego ranka Lilia budzi się w nieswoim ciele - jest o wiele niższa, młodsza, a, co gorsze, ma kocie uszy oraz ogon. Dziewczyna w panice wyskakuje przez okno i wpada na Ronana, który, ku jej zaskoczeniu, również wydaje się być kimś zupełnie innym.

Leea, gdyż takie imię przyjmuje Lilia po transformacji, okazuje się być półkrwi lukrecją, człowiekiem o kocim wyglądzie, zachowaniu i umiejętnościach. Nagła przemiana nie byłaby dla dziewczyny tak dramatyczna, gdyby nie niechęć miejscowych do obcej rasy. Mieszkańcy Leezery, stolicy krainy, z jakiegoś powodu zieją nienawiścią do lukrecji, a co bardziej gorliwi podburzają ludność do wypędzenia ludzi-kotów z miasta. Nowo przeminiona Leea wpada w tarapaty, z których wyciąga ją Ronan, teraz sekretnie piastujący funkcję strażnika miejskiego. Chłopak oczywiście nie ma pojęcia, że dziewczyna z kocimi uszami to tak naprawdę jego przyjaciółka, co daje bohaterce okazję do poznania Ronana z zupełnie innej strony.

Głównym motywem gry jest odgrywanie przez bohaterów pewnych ról. Lilia, będąc nico starsza i śmielsza, uważa siebie za starszą siostrę Ronana, a jego samego za obiekt troski. Chłopak z kolei zachowuje się tak, jak na stereotypowego młodszego brata przystało: jest pełen pokory i daje Lilii sobą  kierować. Aby jeszcze bardziej podkreślić nieporadność Ronana, twórcy zrobili z niego beksę i przegrywa. Lecz, czy aby na pewno zachowanie bohaterów oddaje ich prawdziwe uczucia? Jak się szybko okazuje, niewidzialne maski na ich twarzach ukrywają więcej, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Spektakl komedii, pomyłek i nieporozumień zaczyna się w momencie transformacji protagonistki i odkrycia przez nią sekretnej tożsamości Ronana. Kto tu jest teraz starszym z rodzeństwa?

How to Take off Your Mask to lekka, słodka i romantyczna opowieść z komediowym zabarwieniem. Nic tu do końca nie jest poważne i nawet złoczyńcy zachowują się karykaturalnie. Nasi bohaterowie emanują na każdym kroku humorem, ale problemy z jakimi się borykają są prawdziwe i przekonujące. Zarówno Lilia/Leea, jak i Ronan są postaciami sympatycznymi i od pierwszych minut w grze zechcemy im kibicować. Reszta bohaterów jest równie ciekawa - moimi faworytami są Babcia, mądra i kochana, aczkolwiek wyjątkowo surowa, kobieta, oraz Juli, pogodny i lekkoduszny pracownik piekarni, który lubi podjadać w tajemnicy wyroby protagonistki.

Sama fabuła, choć nie tak długa, jest ciekawa, a jej tempo zbalansowane, dzięki czemu ani na chwilę nie będziemy się nudzić. Historię podzielono na cztery rozdziały, z których ten ostatni jest najdłuższy i posiada własne podrozdziały. Chapter 4 dodatkowo rozbity jest na dwie części: ścieżkę Lilii oraz Leeai. W zależności od naszych wcześniejszych wyborów bohaterka wykona swoją końcową "misję" w postaci człowieka lub lukrecji, co oczywiście przełoży się na jej dalszą relację z Ronanem.

Obie ścieżki wypadają ciekawie i zabawnie, obie również, na swój sposób, rozwijają wątek romantyczny. Mnie osobiście do gustu bardziej przypadła opowieść z perspektywy Lilli, głównie przez zaradność i charyzmę dziewczyny. Ciekawie było również oglądać jak jej twardy charakter i wybuchowy temperament łagodziły rozterki i chwile słabości. Z drugiej strony, ścieżka ta nie wyjaśnia pewnych aspektów fabuły, np. tajemniczego naszyjnika, o którym dowiemy się więcej w historii Leeai (co za problematyczne imię do odmiany!).

W przeciwieństwie do człowieka, pod postacią kota przeżyjemy trochę więcej słodkich chwil z Ronanem oraz pobędziemy chwilę dłużej z postaciami pobocznymi. Jak wspominałam wcześniej, historia ta jest również bardziej przystępna za względu na wyjaśnienie pewnych wątków. Sam wybór formy, pod którą bohaterka spędzi ostatni rozdział jest w zasadzie kosmetyczny, gdyż oba zakończenia są szczęśliwe i zbytnio się nie różnią. Warto jednak przejść obie ścieżki i przy okazji odblokować bonus, którym jest zapowiedź sequelu.

How to Take off Your Mask jest stosunkowo krótkim tytułem. Przejście całości (obie ścieżki i dodatki) zajęło mi równo cztery godziny, przy czym kilkukrotnie wracałam do opowieści, aby skorygować wcześniejsze wybory - teaser kolejnej części oraz opening karaoke odblokują się tylko, jeśli ukończymy grę z maksymalną sympatią (affection points). Dodatkowo do zdobycia są krótkie sceny, w których śledzimy dobrze nam znaną historię z perspektywy Ronana; te jednak do całości wnoszą stosunkowo niewiele. Po jednokrotnym przejściu gry do dyspozycji dostajemy album/galerię z odblokowanymi ilustracjami. Tych, ponownie, nie ma za dużo, a w zakładce są ułożone pojedynczo, tj. warianty tego samego obrazka traktowane są jako osobny byt. Niestety, sieje to niepotrzebny zamęt i łudzi gracza, że w tytule znajduje się więcej CG niż jest w rzeczywistości.

Gra została w całości zdubbingowana w języku japońskim. Głosy większości postaci wypadają przyjemnie i profesjonalnie; mogę się jedynie przyczepić do VA Ronana, który wydaje się momentami seplenić. Spośród wielu języków w formie napisów do wyboru mamy, o dziwo, polski, tego jednakże radzę unikać jak ognia - wystarczy przeczytać dramatycznej jakości opis gry na Steamie, aby zauważyć, że "tłumacz" odwalił fuszerkę. Aby nie być gołosłownym, oto przykład: jedno z osiągnięć, Confession, zdobędziemy, gdy odsłonimy przed Ronanem swoje prawdziwe uczucia, co ma sens, gdyż w tym kontekście confession oznacza właśnie wyznanie komuś miłości. W, pożal się boże, polskiej wersji "wyznanie" zamienia się w "przyznanie"... Do czego? Do winy? Samej gry nie mam zamiaru sprawdzać, bo, widząc błędy już na stronie promującej grę, ręce mi opadają.


Jak widać, grę przeszłam w języku angielskim i tę wersję polecam. Tłumaczenie jest płynne, naturalne, a bohaterowie wyrażają się prostymi zwrotami. Co prawda, jest kilka momentów, w których postacie mówią do siebie w trzeciej osobie, zamiast drugiej (jak ja tego nienawidzę!), ale, ogólnie, tekst jest przyjemny, a żarty prawidłowo oddają humor.

How to Take off Your Mask oczywiście gorąco polecam, na dowód czego mam jeden klucz Steam do rozdania. W najbliższym czasie planuję również ograć sequel, którego bohaterem jest nie kto inny jak Juli. Studio zapowiedziało również trzecią część, którą nie omieszkam sprawdzić w przyszłości.


Do zgarnięcia jeden kod do gry How to Take off Your Mask na platformie Steam! Co zrobić, aby go zdobyć? Wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie: 
  jakie zwierzę bohaterka przypomina po transformacji
Nie znasz odpowiedzi? Zajrzyj do recenzji powyżej :) Pierwsza osoba, która poda prawidłową odpowiedź w komentarzu dostanie ode mnie klucz do gry na podany przez siebie email.

Uwaga! Proszę nie podawać adresu email w komentarzu. Odezwę się pierwsza!

Dziękuję za wzięcie udziału w giveawayu :) Kod znalazł nowego właściciela. Zachęcam do dalszego odwiedzania strony po nowe giveawaye w przyszłości.