Amnesia; Memories edycja limitowana (kolekcjonerska)


Cześć! Dzisiaj odkopałam jeden ze starszych postów, który zagubił się w limbo niedokończanych materiałów. Pół roku temu wraz z kolektorką Edo Blossoms zamówiłam limitkę Amnesia; Memories, dużo mniejszą i bardziej kameralną niż poprzedniczka, ale z drugiej strony za przyjemniejszą cenę. Czas zerknąć do środka!

Nie mogę sobie dokładnie przypomnieć kiedy rozpoczęła się moja przygoda z grami otome, wiem natomiast, że Amnesia była moją drugą otomką, zaraz po Hakuoki ~Demon of the Fleeting Blossom~ na PSP. Z powodu braku fizycznego nośnika musiałam sięgnąć po edycję cyfrową, co nie dawało mi spokoju, aż do zakupu limitki (kolekcjonerzy tak mają). Dopiero poniższa edycja dała mi prawdziwe poczucie posiadania tytułu i zostawiła namacalny ślad jego ukończenia na mojej półce.

A;M jest bardzo... specyficzną grą: posiada charakterystyczną oprawę graficzną, pięciu chłopaków, z których jeden to psychol, drugi to psychopata oraz najgorszą bohaterkę ever. Chłopaki wyglądają jakby zerwali się z Castle Party, a jeden z nich ma piercing, co mnie obrzydza, podobnie jak igły. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, iż Amnesia jest jedną z gorszych gier otome od Otomate (to m.in. dlatego recenzja jeszcze nie pojawiła się na blogu), lecz wtedy nie robiło mi to różnicy. Kilka lat temu, gdy dopiero zapoznawałam się z grami otome sam fakt, że mogę poznać fajną historię, a przy okazji rozwijać wątki romantyczne z kilkoma bohaterami, wybaczał wszystkie nieciągnięcia produkcji. Może kiedyś, gdy zabraknie mi tytułów do recenzji, wrócę do Amnesii, na razie jednak tego nie planuję.

Co do samego pudła, edycja limitowana Amnesia; Memories zawiera:

  • kolekcjonerskie pudełko
  • artbook w miękkiej oprawie
  • OST na płycie
  • pięć podkładek pod napoje z wizerunkami bohaterów
  • poszewkę na poduszkę typu dakimakura
















Jak widać, limitka prezentuje się całkiem zacnie. Niestety, kartony podtrzymujące w środku zawartość przyszły do mnie naderwane i poszarpane po bokach (zapomniałam tego ująć na zdjęciach). Dziwna sprawa, bo żaden inny element nie nosił śladów uszkodzenia. Najbardziej spodobał mi się całkiem gruby i treściwy mini-artbook; co prawda design postaci jest, w mojej opinii, niepotrzebnie udziwniony, zawsze cieszy mnie obserwowanie wczesnych szkiców i projektów (ten Kent-got z długimi włosami lol). Wkładu na dakimakury nie planuję kupować - z jednej strony to spory wydatek (ok. 100 zł), po drugie miałam nieprzyjemność jedną poduszkę już nim wypychać i wiem jak podatny jest on na uszkodzenia. O ile OST w kolektorkach zawsze cenię, tak ten w Amnesii nie zapadł mi w pamięci. Podkładki pod napoje to ciekawy dodatek, ale dla mnie bezużyteczny - nie wyobrażam sobie podać znajomym niczego pod nimi, trudno mi również ocenić ich trwałość. Ogólnie, limitka to dla mnie bardziej ciekawostka niż obiekt westchnień jak np. moja japońska kolektorka Dark Souls II, edycja Take Your Heart Persony 5, której nigdy nie posiądę, bo Janusze biznesu, czy chociażby prześliczne wydanie kolekcjonerskie Edo Blossoms. Mimo wszystko, limitka Amnesia; Memories to dobry zamiennik za fizyczny nośnik gry.

Edycję można kupić wyłącznie w oficjalnym sklepie: Iffy's Online Store EU
Wersja bez gry to koszt ok, 150 zł. + 50 zł. wysyłka kurierem, a z grą... nie wiem, bo padła strona sklepu (znowu)...


[Recenzja gry otome] 7's☾arlet ~Wzgórza Okunezato mają oczy~


Nadrabiania zaległości ciąg dalszy! Dzisiaj ponownie biorę na warsztat grę z serii Lato tajemnic, wydaną w tym roku przez Aksys Games. Chociaż klimat produkcji bardziej pasuje na halloweenową recenzję niż słoneczne jesienne dni, 31 października na blogu zadebiutuje coś jeszcze straszniejszego. Stay tuned!

7'scarlet to druga z trzech gier otome wydana w tym roku pod szyldem Lato tajemnic. Produkcja w przeciwieństwie do Black Butterfly oraz Ashen Hawk (którą dopiero zamierzam rozpocząć) stworzyło nie jedno studio, a dwa: Otomate oraz Toybox. Wynikiem tej kolaboracji jest gra w starym, dobrym stylu, ale z wyjątkowo piękną i magiczną oprawą graficzną oraz dźwiękową. No i tu właśnie pojawia się problem...

"Powiedzieć "żegnaj" to po trochu umrzeć."
Główna bohaterka, Ichiko, w rocznicę zniknięcia starszego brata przyjeżdża do Okunezato, małego, odludnego miasteczka, w którym ostatni raz widziany był zaginiony. Dziewczyna wraz ze swoim przyjacielem, Hino, docierają do jedynego hotelu w okolicy i biorą udział w spotkaniu fanów zjawisk paranormalnych i miejscowych legend. Wkrótce w mieście dochodzi do serii tajemniczych zniknięć i morderstw.

Choć protagonistką gry jest nastolatka, Ichiko, niekwestionowanym głównym bohaterem jest samo miasteczko, Okunezato. To wokół niego i w nim rozgrywa się opowieść, a zagadkę jego powstania oraz lokalnych legend przyjdzie nam poznać za sprawą odwiedzającej go Ichiko. Podobnie jak inne niesławne miasteczko Silent Hill, miejsce to ma własną historię, charakter, a nawet zalążek świadomości oraz znacząco wpływa na swoich mieszkańców.

Okunezato, będąc odseparowane od reszty kraju górami i lasami wykształciło swoje wyjątkowe wierzenia, które, pomimo postępu technologicznego, nadal są pielęgnowane przez miejscowych. Ich szerokie spektrum sięga od przyjacielskiej maskotki pandy, która, wędrując po mieście, daje sobie robić fotki, przez zagadkowe ogniki, aż po nieumarłych, wstających z grobu i polujących na ludzi. Od pierwszych chwil spędzonych w mieście czuć, iż Okunezato jest miejscem magicznym, aczkolwiek, jak Ichiko szybko się przekonuje, skrzętnie ukrywa swoje najskrytsze sekrety. Poznanie ich wszystkich będzie dla dziewczyny nie lada orzechem do zgryzienia - z jednej strony, samo miasteczko nie chce ujawnić swoich tajemnic, z drugiej, pewni mieszkańcy rzucają kłody pod nogi bohaterce. Co jednak najciekawsze, nie tylko Okunezato skrywa zagadki, bo jak się okazuje zarówno miejscowi, jak i turyści mają sporo za uszami. Czy w takim razie protagonistka, która ma dziwne luki w pamięci, może być wyjątkiem?

Recenzowana przeze mnie produkcja wywiązuje się ze swoich założeń perfekcyjnie, przedstawiając piękną historię, naszpikowaną japońskimi wierzeniami oraz nie jedną a kilkoma zagadkami do rozwiązania. Ich ilość i stopień "wtajemniczenia" rosną w miarę zbliżania się do ostatecznej tajemnicy - zniknięcia brata bohaterki oraz serii niewyjaśnionych morderstw. Po drodze wraz z Ichiko przyjdzie nam poznać sekrety z pozoru trywialnych, nic nie znaczących spraw, które jednak znajdą swój wydźwięk w dalszych partiach gry, np. powód, dla którego bohaterka nie lubi truskawek lub etymologia tytułu produkcji. Pod tym względem 7'scarlet przypomina puzzle, których porozrzucane w nieładzie elementy przyjdzie nam poskładać samemu.

Pomimo horrorowego zabarwienia, tytuł nie odbiega daleko od tradycyjnej stylistyki gier otome ze stajni Otomate. Początek historii jest lekki, czasem komediowy i przez większość czasu przyjdzie nam poznawać okolicę oraz jej mieszkańców. Od czasu do czasu jesteśmy atakowani straszakami, niczym zapowiedź nadchodzącego horroru, ale prawdziwe napięcie i groza pojawiają się dopiero w dalszych partiach gry, gdy Ichiko zacznie na poważnie wściubiać nos, tam gdzie nie powinna. Spośród polowania na upiora, włóczenia się po lesie i porwania, moją ulubioną sceną była sekwencja, w której, przeprowadzając wywiad z innymi rezydentami hotelu, musieliśmy ustalić sprawcę incydentu. Oczywiście, nie jest to żadne odkrycie, biorąc pod uwagę całą branżę grową, jednak zabawę w detektywa odebrałam jako powiew świeżości w gatunku (lepszą zagadkę na temat czyjejś tożsamości oferowała tylko siostrzana produkcja, Collar x Malice).


Na ten moment przyszło mi jedynie zachwycać się recenzowanym tytułem, zatem czas na pierwszą łyżkę dziegciu. Przez sporą część historii ton gry jest pogodny - mimo, iż Okunezato jest miejscem zaginięcia jej brata, Ichiko zachowuje się jakby była na wakacjach. Podobnie jednak do sinusoidy lekki klimat gry jest ciągle zaburzany przez straszaki, zagadki i podejrzane informacje wychodzące na jaw.  Nie to jednak jest prawdziwym problemem 7'scarlet, ponieważ sceny przygody poprzeplatane grozą łączą się tu fenomenalnie. Pierwszym mankamentem tytułu są błędy w rozpoznaniu tonu. Zdarzają się sytuacje, gdy dzieje się coś niedobrego i bohaterowie są w stresie, a klimat jest nadal sielankowy. Aby długo nie szukać, oto przykład: na pewnym etapie fabuły jedna z postaci (Yuki) znika bez śladu. Kiedy Ichiko wyrusza na jej poszukiwania, wpada na znajomych i przekazuje im złe wieści. W trakcie rozmowy o tym, gdzie zaginionego/-ą szukać w tle przygrywa skoczna muzyczka, a postacie żartują sobie i w żaden sposób nie okazują troski. Chyba nie tak to miało wyglądać?

Kolejnym problemem są niedociągnięcia i dziury fabularne. 7'scarlet bazuje na bardzo skomplikowanej, wielowarstwowej fabule i ta, niestety, nie w każdym aspekcie została do końca przemyślana. Ukończywszy wszystkie ścieżki, dotarło do mnie, iż pewne wydarzenia przedstawione na samym początku nie mają sensu lub się wykluczają, np. Tsukuyomi, będąc upiorem, powinien po śmierci przemienić się i rozpaść na płatki kwiatów, natomiast w ścieżce Isory jego nadpalone ciało zostaje odnalezione w całości. Dziury fabularne to natomiast: dlaczego Hino ma czerwone tęczówki (skoro takowe były kojarzone z upiorami) oraz czemu Tsukuyomi rani sam siebie w ścieżce chłopaka? Szukając odpowiedzi na te pytania na reddicie, natknęłam się na próby wyjaśnienia tych kwestii przez użytkowników, ale, szczerze mówiąc, nie wierzę, iż było to zaplanowane przez twórców. Według mnie, scenarzyści po prostu pogubili się w meandrach fabuły i nie sprawdzili należycie historii pod kątem nielogiczności.

Okunezato zamieszkuje garstka postaci, z którymi przyjdzie Ichiko się zaprzyjaźnić i rozwiązać zagadkę miasta. Naszymi najbliższymi kompanami będą Hino, przyjaciel protagonistki, pracownicy oraz rezydenci hotelu. Wszyscy bohaterowie, nawet ci drugoplanowi, swoją kreacją idealnie wpisują się w klimat produkcji i grają niezastąpione role. Choć samych chłopaków do romansowania jest tylko piątka, drugie tyle stanowią postacie poboczne. Wśród nich znajdziemy: Yuę (VA: Chiwa Saito), sympatyczną pokojówkę, Yukiego (Sanae Kobayashi), nadzwyczaj inteligentnego i ułożonego ucznia, pana Karasumę (Hiroki Yasumoto), zimnego i zamkniętego w sobie pisarza, fotografa Tsukuyomiego (Hiroki Takahashi)  oraz niezdarnego policjanta, Yasu (Daisuke Kishio). Wszyscy z listy, oprócz błazna Yasu (nie znoszę tego typu postaci) w mniejszym lub większym stopniu zaskarbiły sobie moją sympatię, po części ze względu na kreację, a po części przez skrywane sekrety. Osobą, która najbardziej mnie zaskoczyła był Kagura Tsukuyomi, natomiast Yuki okazał się do rany przyłóż. Chętnie zobaczyłabym więcej tak ciekawie zarysowanych postaci drugoplanowych w innych tytułach.





Główna bohaterka, Ichiko, nie ma czego się wstydzić przy pozostałych bohaterach. Choć jej charakter, co prawda, jest mocno "standardowy" dla tego gatunku gier, a jej uśmiech z jakiegoś powodu okropnie mnie irytował, to dziewczyna nadrabia braki odwagą, ciekawością i wytrwałością w szukania śladów brata. Głównym atutem protagonistki, dzięki któremu wszystko inne potrafię wybaczyć, jest jednak jej historia. Oczywiście, nie mam w planach niczego zdradzać; powiem tylko, iż jej zawiła przeszłość, spajająca wszystko w jedno, pozytywnie mnie zaskoczyła. Uwielbiam protagonistki, które są pełnoprawnymi postaciami, a nie tabula rasą, i tu taką właśnie dostałam.

Jak już wspominałam, bohaterów do romansowania mamy pięciu: naszego przyjaciela, Hino, hotelowego kucharza i barmana, Isorę, niezdarnego kociarza, Toę, będącego również na wakacjach studenta medycyny, Sousuke oraz surowego szefa hotelu, Yuzukiego. 7'scarlet jest produkcją jeszcze bardziej liniową niż Psychedelica of the Black Butterfly; kolejność rozgrywania ścieżek jest narzucona przez twórców i zaczynając grę po raz pierwszy, do dyspozycji mamy tylko dwóch panów: Hino i Isorę. Po przejściu obu historii odblokowuje się Toa, potem Sousuke, a na końcu Yuzuki. Dodatkowo, ukończywszy wszystkie pięć ścieżek otrzymujemy "prawdziwe" zakończenie oraz krótką opowieść dodatkową. Oto krótkie wrażenia z poszczególnych historii:


Hino | VA: Nobunaga Shimazaki

Najlepszy przyjaciel Ichiko i jej towarzysz podróży do Okunezato. Hino jest pogodny i wyluzowany, aczkolwiek zdarza mu się wkurzyć i wydrzeć o byle pierdołę. Mimo że, dzięki bogu, nie jest typem starszego brata, bywa czasami zdecydowanie zbyt opiekuńczy.

Hino to Hino, tak po prostu. Nie ma w nim nic porywającego ani odpychającego; no, może poza wiecznym narzekaniem i wrzeszczeniem na wszystko i wszystkich. Spośród piątki bohaterów i historii, ścieżka Hino jest zdecydowanie najnudniejsza (co nie znaczy, że najgorsza, o tym za chwilę...). No i, osobiście, chłopak jest nie w moim typie - nie znoszę romansów z przyjacielem w roli głównej.
















Isora | VA: Tetsuya Kakihara

Isora jest barmanem na tym dancingu w hotelu i całkiem w porządku kolesiem... na pierwszy rzut oka. Chociaż szybko zjednuje sobie sympatię Ichiko oraz gracza, po pierwszym rendezvous z bohaterką widać, że chłopak ma nierówno pod sufitem.

Ścieżka Isory to prawdziwy horror. Nie taki z duchami czy hektolitrami krwi, a z okropnie napisaną postacią w roli głównej. Isora jest odrażający, nie z samego faktu bycia yandere, ale dlatego, że jest to postać bez pomyślunku i celu. W swojej "chorobie" bohater nie przemierza ani kawałka drogi, bo skoro ratuje i troszczy się o Ichiko (wykorzystując jej bezradność na swoją korzyść), nie może być przecież zły (co z tego, że w ataku złości jest całkowicie nieobliczalny). Po prostu tragedia. Nawet fetyszyści nie znajdą w tej historii przyjemności, gdyż ta jest zwyczajnie nijaka.
















Toa | VA: Shotaro Morikubo

Toa to taki Jar Jar Binks w świecie 7'scarlet - nieporadny, nieogarnięty przegryw "tańczący" z kotami i wchodzący do damskich toalet. Bohater jednak, jak na błazna przystało, skrywa w sobie ciekawą tajemnicę, która zmieni, albo i nie, naszą opinię o nim.

To już trzecia ścieżka i w końcu zaczyna robić się ciekawie. Toa, cóż, to ponownie nie mój typ - niektórym pewnie przypadnie do gustu słodki, wstydliwy, nieporadny fajtłapa, mnie jednak od początku totalnie nie kupił (jestem za stara na kreskówki). Okej, od pewnego momentu kreacja bohatera  się zmienia, a jego historia okazuje się być zaskakująca, ale nie tego oczekiwałam od tytułu jakim  7'scarlet. Na plus jednakże zaliczam jego ukrytą tożsamość oraz prawdziwe zaskoczenie. Mimo, iż fanką nadal nie jestem, finał historii bohatera jest spektakularny. Ale to było dobre!







Sousuke | VA: Chiharu Sawashiro

Sousuke, podobnie jak Ichiko, przyjechał w przerwie od studiów medycznych na odpoczynek do Okunezato. Spokojny, racjonalny i poważny mężczyzna, mimo bycia tylko turystą, zdaje się dużo wiedzieć o mieście i jego legendach.


Oto historia i bohater na jakich czekałam! Po trzech nudnych lub wręcz okropnych ścieżkach wreszcie otrzymujemy konkret. Czwarta opowieść, w końcu, skupia się w całej okazałości na legendach oraz ich realnym zagrożeniu dla miejscowych. Najlepszą rekomendacją historii jest to, że będąc na miejscu Ichiko, nie raz przeżyłabym zawał. To również tutaj otrzymujemy cudowną scenę śledztwa z debatą na temat sprawcy włącznie. Co do samego bohatera, Sousuke jest po prostu kochany. To nie do końca typ zimnego gościa, bo szybko się okazuje, iż nie ma powodu być dla nikogo niemiły. Chłopak zwyczajnie twardo stąpa po ziemi, co, przy okazji, czyni go najbardziej kompetentnym członkiem drużyny.











Yuzuki | VA: Shinichiro Miki

Młody następca wpływowej rodziny w Okunezato oraz właściciel hotelu, w którym mieszka i pracuje Ichiko. Yuzuki jest surowy, wymagający i roztacza wokół siebie aurę władzy. Jeśli podążymy jego ścieżką, dowiemy się, iż nawet on ma własne słabości.

W tym miejscu muszę się powstrzymywać, aby nie pozwolić mojej wewnętrznej fangirl zawładnąć tym wpisem. Mówiąc krótko, ścieżka Yuzukiego jest fenomenalna i absolutnie mnie oczarowała. Ponieważ jest to ostatnia pełnoprawna historia w grze, wyjaśnione zostają tu (prawie) wszystkie wątki fantastyczne razem z tajemnicą miasta. Dodatkowo opowiedziana zostaje przeszłość oraz teraźniejszość Yuzukiego, który, podobnie jak Sousuke, jest wyjątkowo dobrze napisaną postacią. Towarzysząc mu w codziennych sprawach oraz przygodach, nie da się bohatera nie pokochać. Świetnie wypadają również zakończenia, jedno z nich (gdzie Yuzuki ginie i odradza się jako upiór) chwyta za serce jak żadne inne w całym gatunku. Podsumowując, to najlepsza historia w grze, a pozostałe, oprócz ścieżki Sousuke, mogą się schować.












Po ukończeniu wszystkich pięciu ścieżek odblokowane zostaje "prawdziwe zakończenie", związane z jednym z bohaterów. Nie spodziewałam się zobaczyć akurat tej osoby w roli "kanonicznego" chłopaka i, szczerze, wybór twórców trochę mnie zawiódł. Sam finał jest świetny i wyciska łzy nie gorzej niż Psychedelica of the Black Butterfly, szkoda tylko, iż od początku nie sympatyzowałam z bohaterem i jego los spłynął po mnie jak po kaczce. Drugi bonus, krótka opowieść jeszcze innej postaci, prezentowałaby się również ciekawie, gdyby Otomate nie przedobrzyło; romans z przyrodnim bratem, którego prawie w ogóle nie znamy jest strzałem w stopę. Może ładnie to wszystko wygląda i chce się nawet uronić łezkę, no ale nie, po prostu nie.

Jak widać, siłą 7'scarlet, a zarazem największą wadą są właśnie ścieżki. Niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić, ja jednak uważam, iż trzy pierwsze historie (Hino, Isora i Toa) nie sięgają do pięt dwóm ostatnim (Sousuke i Yuzuki); to już nawet nie dysproporcja, a przepaść w jakości. Oczywiście do pewnego stopnia jest to usprawiedliwione, gdyż z założenia im dalej, tym miało być ciekawiej, mimo to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pierwsza połowa gry to strata czasu. Nie jest to tragedia, jak w przypadku produkcji innych studiów (Dogenzaka, nigdy ci nie wybaczę), jednakże po Otomate spodziewałam się czegoś więcej. Dokładając do tego problemy, o których wspominałam wcześniej, nie jestem całkowicie przekonana do tytułu - z jednej strony go kocham, z drugiej najchętniej rzuciłabym go w kąt.

Wracając do tematu kolaboracji Otomate z Toybox przy produkcji 7'scarlet. Nie znalazłam informacji o tym, jak studia podzieliły między sobą pracę nad grą, pewne jest tylko to, że Toybox zajęło się oprawą graficzną i wizualną. I, OMG, jak 7'scarlet brzmi i wygląda! Te ilustracje, te tła, kolory, postacie i wszystko inne na ekranie wygląda przepięknie, wyjątkowo, magicznie! Mimo, iż warstwa fabularna trochę napsuła mi krwi, wizualnie to najpiękniejsza gra otome, w jaką grałam, a konkurentów miała wielu (Period: Cube, Reine des Fleurs).

Muzyka to również cudo, szczególnie openingi (tak, są dwa). Sama nie wiem, który jest cudowniejszy (chyba jednak pierwszy): Opening #1 & Opening #2. Szkoda, że filmiki nie przygrywają podczas uruchomienia gry, jak to ma zazwyczaj miejsce. Zamiast tego odblokowuje się je jak CG. Drobna wskazówka na koniec: aby zdobyć drugi opening należy ukończyć wszystkie ścieżki i dodatki, a następnie rozpocząć nową grę.

Czy polecam przygodę z 7'scarlet? To jedno z tych pytań, na które nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Tytuł wywołał we mnie mieszane uczucia: z jednej strony fabuła, sceneria, tajemnica, niektórzy bohaterowie oraz wykonanie stoją na najwyższym poziomie, z drugiej, aby dobrać się do co smakowitszych kąsków należy przejść nudniejszą połowę gry. Proszę jednakże pamiętać, że to tylko moja subiektywna opinia - to, że trzech z pięciu bohaterów było dla mnie męczących, nie oznacza, iż komuś innemu nie wpasują się w gusta. Mimo wszystko, jeśli po przeczytaniu tej (jak zawsze) długiej recenzji jesteście tytułem zainteresowani, bierzcie śmiało, nawet bez wyprzedaży (produkcja fizycznych nośników do Vity dobiegła końca, także pudełka prędzej czy później znikną ze sklepów).


~Galeria~

***


Znalezione obrazy dla zapytania 7 scarlet ps vitaSzczegóły wydania:
Deweloper: Otomate
Wydawca: Idea Factory (JAP) | Aksys Games (ENG)
Data wydania: 21.07.2016  (JAP) | 25.05.2018 (ENG)
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: PSV
Łączna liczba ścieżek: 5
Voice acting: tak
Animacje postaci: tak

Edycja pudełkowa: sklepy internetowe
Edycja cyfrowa: PSN

[Recenzja LN] Spice & Wolf tomy 1-7 ~Ekonomia pachnie wilkiem~



Rok powoli zbliża się ku końcowi, a na moim liczniku dopiero 49 przeczytanych książek z planowanych 70. Pora trochę oszukać podkręcić tempo i sięgnąć po krótkie, aczkolwiek wdzięczne tomy light novel, jaką jest Spice & Wolf.

Nie jestem wielką fanką light noveli. Długoletnia przynależność do wymierającego gatunku jakim są mole książkowe wyrobiła we mnie pewne gusta i od dłuższego czasu przestały mnie bawić proste, banalne i, co najgorsze, mało oryginalne historie. Nietrafiony humor, infantylizm, karykaturalne postacie, wtórność i seksizm to cechy, które, niestety, zawsze były i nadal są szeroko rozpowszechnione w gatunku, przez co "lekka proza" przez wielu nie jest traktowana na serio. Wcale się temu nie dziwię; widząc amerykańskie wydawnictwa prześcigające się w wydawaniu coraz to dziwniejszych tytułów (mój faworyt do tej pory to I've Been Killing Slimes for 300 Years and Maxed Out My Level), mam wrażenie, że gatunek nie mógł upaść już niżej. Ale jak to zwykle bywa, zdarzają się wyjątki; w tym wypadku tytuły, które swoją jakością dorównują popularnym dziełom beletrystycznym. Choć tej kultowej light novel nikomu, zapewne, przedstawiać nie trzeba, dzisiaj chciałabym podzielić się wrażeniami z lektury pierwszych siedmiu tomów Spice & Wolf.

"Lawrence podejrzewał, że dla kogoś niezaznajomionego z handlem rozgrywające się wydarzenia mogły zakrawać o kuriozum. Dawniej spory o ziemie rozstrzygano za pomocą uniwersalnego języka - miecza. Dzisiaj, gdy miejsce broni zajęły pióro i pergamin, negocjacje mogły się wydawać sztuczkami magicznymi. Lawrence był tego samego zdania. Tajemniczy sposób, w który pieniądze pojawiały się po zakończonych pertraktacjach przypominał przyzywanie demona za pomocą magicznego kręgu. Nic dziwnego, iż Kościół gardził kupcami i ich żądzą pieniędzy - cały handel zdawał się być tworem samego diabła."
(Spice & Wolf tom 9, str. 111 // tłumaczenie autorskie)
Świat wykreowany przez autora, Isunę Hasekurę, przypomina Europę okresu wczesnego średniowiecza. Wioski rozwijają się w miasta, kwitnie przemysł i handel, wojny przynoszą ogromne zyski, a nowa wiara monoteistyczna zaczyna wypierać pogaństwo. Wycinek kontynentu, na którym dzieje się akcja powieści nie różni się zbytnio od naszego świata z wyjątkiem jednego szkopułu - bóstwa z podań i wierzeń ludowych istnieją naprawdę. Na jedno z nich, przypadkiem, napotyka się Lawrence, bohater opowieści i wędrowny kupiec. Po opuszczeniu wioski Pasloe, na południu krainy, mężczyzna w swoim wozie znajduje dziewczynę z wilczymi uszami oraz ogonem. Holo, gdyż tak przedstawia się nieznajoma, okazuje się być pogańskim bogiem-wilkiem, który do niedawna doglądał okoliczne pola zboża. Zmęczona złym traktowaniem przez miejscowych, dziewczyna postanawia uciec z wioski i wrócić do swoich rodzinnych stron, lasów Yoitsu na dalekiej północy. Kupiec zgadza się zawieść boginię możliwie najbliżej celu, za co Holo odwdzięcza się pomocą w negocjacjach handlowych. Lawrence szybko odkrywa, iż wilczyca ma wyjątkową smykałkę do interesu, para postanawia zatem wykorzystać każdą okazję po drodze do wzbogacenia się.

Spice & Wolf to przepiękna opowieść o nietypowej przygodzie - młody kupiec, marzący o otworzeniu własnego sklepu, oraz kapryśna bogini z wybuchowym charakterem łączą siły, aby dotrzeć do lasów na północy, a po drodze znacząco się wzbogacić. Choć fantastyczna, nie jest to jest historia spod znaku magii i miecza; zamiast broni bohaterowie używają intelektu, a ich przeciwnikami nie są wojownicy i bestie, a inni żądni pieniędzy handlarze. Nie ma tu również za bardzo miejsca na wątki nadnaturalne - choć Holo, będąc boginią, zna parę sztuczek, dziewczyna oraz kupiec używają głównie głowy, informacji oraz doświadczenia, aby osiągnąć swój cel. Całość sprawia wrażenie produkcji typu Pheonix Wright: Ace Attorney, gdzie z, pozoru, nudnego i przyziemnego zawodu bohatera zrobiono epicką przygodę, pełną wartkiej akcji, napięcia i zwrotów fabularnych. Nietypowe rozwiązania sprawdziły się kapitalnie i Spice & Wolf  okazuje się być arcyciekawą, wciągającą i zaskakująca serią. Osoby niezaznajomione z handlem i ekonomią, takie jak ja, będą się szczególnie bawić, obserwując bohaterów wykonujących, jak to ujął Lawrence, "magiczne sztuczki". Oczywiście wszystko, co dotyczy handlu i transakcji jest na bieżąco wyjaśniane przez autora, dzięki czemu nie pogubimy się w odmętach ekonomii.

Główną siłą serii są bohaterowie, a wizytówką zmyślna wilczyca, Holo. Dziewczyna to jedyna w swoim rodzaju kobieca postać w literaturze. Pomimo bycia pogańską boginią, Holo jest nadzwyczaj ludzka - jest inteligentna, ale i arogancka, sprytna i przebiegła, charyzmatyczna i podstępna, otwarta i nieszczera, przyjacielska i złośliwa, dojrzała i dziecinna. Jeśli wydaje wam się, iż charakterystyka ta nie ma sensu, bo składa się w dużej mierze z przeciwieństw, zapewniam, że nie ma w tym nic dziwnego. Jak na postać z krwi i kości przystało, Holo nosi wiele jungowskich masek, a jej zachowanie zmienia się dynamicznie wraz z zaistniałą sytuacją; kiedy podczas negocjacji dziewczyna manipuluje innymi z zimną krwią, na osobności potrafi wybuchnąć i fochnąć się na Lawrence'a za żartobliwy komentarz. Spektrum emocji i reakcji wilczycy jest ogromny, a jej skomplikowanie potwierdza tezę, iż "kobiet nie da się zrozumieć". Pomimo całej ludzkiej otoczki, bohaterka nosi w sobie boski pierwiastek - czuć od niej nadnaturalną aurę, coś nieosiągalnego. Na przykład, ze względu na swoją długowieczność nawet sama Holo nie pamięta swoich wcześniejszych przygód, co za tym idzie, możliwe, iż nawet czytelnikowi nie przyjdzie poznać bliżej przeszłości zmyślnej wilczycy.

W porównaniu z Holo, Lawrence to prosty człowiek. Protagonista jest osobą szlachetną, dobroduszną, której pociąg do pieniędzy nie odebrał rozumu. Swoje batalie z innymi kupcami rozgrywa, w miarę możliwości, uczciwie i wykorzystuje ich osobiste machlojki oraz luki w myśleniu na własną korzyść. Nie można mu odmówić doświadczenia w branży i zdolności aktorskich, jednakże poza "sceną" mężczyzna jest starym, dobrym, nieskomplikowanym Lawrence'm. Niektórym bohater może się wydać nudny i po prostu "zwykły" (szczególnie w zestawieniu z wielowymiarową postacią Holo), dla mnie jednak jest idealną przeciwwagą dla swojej towarzyszki. Z jego rozwagą, spokojem i zdolnościami przewidywania oraz czytania z ludzkich twarzy Lawrence jest pozornie niepokonany, ale złote serce, wrażliwość i uczciwość ciągną go na dno. Dysonans ten nijako neguje Holo, która staje się jego nie tyle prawą ręką, co drugą głową.

Co do relacji samych bohaterów... Cóż, niełatwo ubrać ją w słowa. To zdecydowanie coś więcej niż partnerstwo i wspólny cel, ale niekoniecznie zakochanie - jak się zdało mówić "więcej niż przyjaźń, mniej niż miłość". Sam wątek romantyczny jest rozegrany bardzo nietypowo, tzn. parę nie tyle co nie ciągnie do siebie, co oboje nie zastanawiają się nad tą kwestią. Osobiście nie wierzę, że bohaterowie żyją w niewiedzy o swoich uczuciach; według mnie po prostu istnieje zbyt dużo różnic pomiędzy nimi, aby nawet myśleć o tym. Mimo, iż wiem jak całość się zakończy (tak, spoilery są złe), jestem bardzo ciekawa jak owa relacja się rozwinie.

Seria S&W składa się obecnie z dwudziestu tomów. Oryginalnie było ich siedemnaście (i w tylu zamyka się opowieść), autor jednak z okazji piątej rocznicy dopisał dodatkowe trzy historie o tytule Spring Log. Na tę chwilę nie wiadomo ile kolejnych tomów wyprodukuje Isuna Hasekura (może to definitywny koniec, a może dostaniemy kolejną dwudziestkę), pewne jest natomiast to, że seria doczekała się następcy w postaci Wolf & Parchment.

Pierwsze siedem tomów to głównie historie epizodyczne, każda z nich zamykająca się w jednej książce. Wyjątkiem jest siódemka, czyli zbiór trzech opowiadań. O ile tomy 1-6 trzymają bardzo wysoki i równy poziom, siódmy, niestety, mocno odstaje od reszty. Dwa ostatnie opowiadania są zwyczajnie nudne i nic nowego nie wnoszą do głównej serii, a pierwsze, choć przedstawia przygodę Holo przed poznaniem Lawrence'a, jest mocno rozczarowujące. Czytając tom, nie mogłam się doczekać powrotu do głównego nurtu fabuły.

Niedawno Studio JG, wydawca adaptacji mangowej S&W w Polsce, dało wyraźnie do zrozumienia fanom, iż light novelka ze stu procentową pewnością w naszym kraju się nie ukaże (JG przewiduje słabą sprzedaż w porównaniu z ogromnymi kosztami tłumaczenia). Wydawany od kilku lat komiks oczywiście nie dorasta oryginałowi do pięt (wiem, bo przeczytałam pierwsze dziesięć tomów), ale "na bezrybiu rak też ryba". Jeśli chcecie sięgnąć po angielską wersję novelki, cóż, polecam zaopatrzyć się w dobry słownik. Zwroty używane przez tłumacza oddają realia średniowiecza (np. Holo często mówi w Middle English), a większa część historii wiąże się z terminami handlowymi. Sama, będąc absolwentką filologii angielskiej i (mam nadzieję) niedługo magistrem, musiałam momentami sprawdzić lub dłużej się zastanowić nad danym słowem (raczej z ciekawości, gdyż z kontekstu wszystko można wyciągnąć). Zdarzają się również rzadko używane idiomy. Ogólnie język nowelki jest stosunkowo trudny, i zakładam, iż odzwierciedla on oryginalną wersję japońską.

Ponieważ, jak już wspominałam, wydanie novelki na polskim rynku jest wątpliwe, mogę jedynie zachęcić do sięgnięcia po wersję angielską lub mangę. Dodatkowo jest jeszcze adaptacja anime, jednakże, z tego co mi wiadomo, urywa się ona około tomu szóstego oryginału. Tak czy inaczej, w tej czy innej formie, Spice & Wolf warto poznać bliżej.

Na koniec ciekawostka. Isuna Hasekura, choć głównie znany ze serii Spice & Wolf, a obecnie i Wolf & Parchment, napisał również historię do gry visual novel World End Economica. Opis i recenzję produkcji możecie znaleźć pod tym linkiem.


I jeszcze jedna ciekawostka. Wydanie angielskie light novelki przez pierwsze sześć tomów posiadało nakładkę z modelką przebraną za Holo. Mimo, iż była to tylko obwoluta i pod spodem jawiła się oryginalna okładka, fani nie pozostawili suchej nitki na wydawcy. Yen Press pod wpływem krytyki wycofał się z pomysłu i obecnie znaleźć można jedynie tomy bez obwoluty. Szkoda, gdyż moim zdaniem nowe okładki prezentowały się naprawdę zacnie i oddawały doroślejszy klimat powieści lepiej niż mangowe obrazki.


* * *

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/51hArxHxW-L.jpgSzczegóły wydania:
Seria: Spice & Wolf
Ilość tomów: 20
Autor: Isuna Hasekura
Ilustracje: Juu Ayakura
Wydawnictwo: Yen Press
Język: japoński, angielski
Format: miękka oprawa, omnibus, cyfrowa