Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowe. Pokaż wszystkie posty

[Recenzja VN] A Winter's Daydream ~Kochajmy nasze babcie~



Dziewiętnastoletni Yuu w wigilię Bożego Narodzenia opuszcza Tokio, by spędzić święta z bliskimi w malutkiej rodzinnej miejscowości. Złe przeczucia chłopaka, co do spotkania z młodszą siostrą szybko się sprawdzają - Otoko, czy raczej Otome, bo tak nastoletnia dziewuszka każe teraz na siebie mówić, jest dla niego wredna jak zawsze. Rodzeństwo drze ze sobą koty o każdą małą pierdołę i, choć bohater stara się trzymać emocje na wodzy, w końcu pęka i postanawia spędzić kilka kolejnych dni u babci na wsi. Yuu przyjeżdża do zapyziałej dziury i odkrywa, iż niewiele się zmieniło od jego ostatniej wizyty. Co najwyżej wyprowadziło się kilku mieszkańców, parę budynków popadło w ruinę, a dziadek bohatera odszedł śmiercią naturalną. Jego babcia, Umeko, żyje teraz sama, ale pomimo doskwierającego bólu w kościach wita wnuczka z nieskrywaną radością i energią. Spędzając z nią czas, Yuu poznaje swoją babcię na nowo - za dzieciaka nienawidził przyjeżdżać na wieś, bo z dziadkami się zwyczajnie nudził, teraz jednak, już jako dorosły, zauważa, iż Umeko jest bardzo ciekawą osobą. W pewnym momencie bohaterowie spoglądają przez okno i widzą spadającą gwiazdę. Babcia, pół żartem pół serio, prosi o ponowne spotkanie ze swoim zmarłym mężem. Następnego ranka, gdy Yuu idzie do kuchni, śniadanie nie przygotowuje mu starsza, posiwiała kobieta, a śliczna, młoda dziewczyna.

Wiem, że do świąt jeszcze masa czasu, skoro jednak supermarkety mogą wystawiać bożonarodzeniowy stuff jeszcze przed Halloween, kto mi zabroni pisania recenzji typowo zimowych produkcji w listopadzie? Zresztą, jak na grę typowo świąteczną (śnieg, spełnianie życzeń i w ogóle), A Winter's Daydream traktuje o zmarłych i naszych najstarszych krewnych, co idealnie wpasowuje się w niedawno obchodzone Zaduszki. Jednakże, jeśli trafiacie na ten tekst w jakikolwiek innym dniu w roku, nie odkładajcie tej uroczej visual novel na zimę. Przygoda Yuu i jego babci jest tak słodka i moralizatorska, że warto po nią sięgnąć jak najszybciej.













A Winter's Daydream jest grą lekką, miejscami zabawną, słodką, ale z lekkim posmakiem goryczy. Opowieść rozpoczyna się przyjazdem naszego bohatera do rodzinnej miejscowości, ale faktyczna historia zawiązuje się dopiero w momencie przemiany Umeko z babuszki w dziewuszkę. Cud, w który tak ciężko chłopakowi z początku uwierzyć, staje się okazją dla babci do odwiedzenia dawno niewidzianych miejsc oraz przeżywania wspomnień na nowo. Mimo iż na świat spoglądamy z perspektywy wnuczka, niekwestionowaną protagonistką jest właśnie Umeko i to odkrywanie jej przeszłości oraz relacji z dziadkiem i jej rodzicami jest głównym motywem przewodnim A Winter's Daydream. I jeśli w tym momencie zastanawiacie się, czy to jedna z "tych" gier, to muszę was uspokoić. Między naszą babcią a bohaterem nie dochodzi do żadnych dziwnych relacji i tytuł pozbawiony jest wątków romantycznych, jeśli nie liczyć miłości Umeko do swojego zmarłego męża. Wspominam o tym, gdyż kilka osób poruszyło ten temat w dyskusjach na Steamie po zobaczeniu jednej, niewinnej ilustracji, która nasunęła im dwuznaczne skojarzenia (chodzi o grafikę, na której odmłodzona babcia całuje wnuczka w policzek).

Oprócz opowieści babci przyjdzie nam śledzić wpływ historii życia Umeko na protagonistę i jego relację z rodziną. Yuu od kiedy pamięta żyje w niezgodzie ze swoją siostrą, ale jak się okazuje przyczyna konfliktu nie leży jedynie po stronie rozpieszczonej nastolatki farbującej włosy i nakładającej tony makijażu. Bohater, spędzając czas z babcią, przeżywa pewne wspomnienia ze swojego życia i poddaje ocenie swoje postępowanie za dzieciaka z perspektywy dorosłego. Jego przemyśleniom towarzyszą spostrzeżenia na temat nieuchronności mijającego czasu, błędów młodości i procesu dorastania. Nie są to na pewno łatwe i przyjemne kwestie, ale dzięki lekkiemu tonowi produkcji po zakończeniu przygody nie odejdziemy od komputera/konsoli przygnębieni. Dodatkowo A Winter's Daydream uczy, iż trzeba pamiętać przede wszystkim te dobre wspomnienia oraz nie odkładać ważnych rzeczy na później.

Wszyscy bohaterowie, nawet jędzowata młodsza siostra bohatera, są bardzo sympatyczni i, mimo wyraźnych wad, da się ich lubić. Pierwsze skrzypce gra oczywiście nasza babcia - pełna życzliwości, pasji i energii do życia starsza kobieta, która wcale nie zmienia się tak bardzo po magicznej przemianie (raczej pewne jej cechy dopiero wychodzą na wierzch). Również Yuu nie jest typowym niejakim bohaterem visual noveli; protagonista jest asertywny, pełen ciepła i do każdego odnosi się z szacunkiem i cierpliwością. Jedyną osobą, która potrafi go wytrącić z równowagi jest Otoko - młodsza siostra chłopaka jest opryskliwa, złośliwa, ekstremalnie leniwa i z jakiegoś powodu upatrzyła sobie starszego brata za cel szyderstw. Dziewczyna pod każdym względem jest przeciwieństwem dobrego i uczynnego Yuu, ale jej kreacja nie jest irytująca, przez co można ją nawet polubić (no i zna się na Pokemonach, także plus dla niej!). Pozostałe postacie pojawiają się tylko na chwilę i grają malutkie role, a mimo to zapadają w pamięć i rozmowy z nimi wnoszą wiele do historii. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to rodzice Yuu. Ci dostali zdecydowanie za mało czasu na ekranie i prawie wszystko, czego się o nich dowiadujemy pochodzi od babci.

Recenzowany tytuł to tzw. kinetic novel, czyli visual novel nieposiadająca żadnych wyborów. A Winter's Daydream czyta się jak książkę i my jako gracze nie mamy żadnego wpływu na przebieg historii. Wielu na pewno takie rozwiązanie nie przypadnie do gustu, mimo to warto dać grze szansę. Początek faktycznie może być nużący, bo niewiele się dzieje, ale gwarantuję, że wciągniecie się w historię po przemianie babci. Ukończenie całości zajęło mi trochę ponad cztery godziny.

Grafika w A Winter's Daydream zachwyca. Tła są kolorowe i szczegółowe, postacie ładnie narysowane, a do tego przygrywa przyjemna muzyczka. Ilustracji nie ma wiele, ale twórcy nie próbują oszukiwać, dodając warianty jako osobne pozycje w galerii. Jedynym irytującym mankamentem są monologi protagonisty - w tych scenach znika ramka, a pojawia się wielka ściana tekstu, zasłaniająca całkowicie tło. Jeszcze pal licho, gdy to samo widzimy któryś raz z kolei; gorzej kiedy akurat trafia nam się CG, a my niczego nie możemy się dopatrzyć. Tak jest np. już w pierwszej scenie w pociągu, podczas której gra przedstawia nam facjatę bohatera.

Do świąt jeszcze trochę ponad miesiąc, także polecam już teraz dodać A Winter's Daydream do swojej listy życzeń. Tytuł wyszedł zarówno na Steamie, jak i konsolach (PS4 i Vita); ja grałam wyjątkowo na tej pierwszej platformie z uwagi na dość nieuczciwy system trofeów na sprzęcie Sony (jedenaście złotych pucharków i platyna za samo przeklikiwanie tekstu, serio?). Gra na ten moment kosztuje ok. 20 zł i jest zdecydowanie warta swojej niewielkiej ceny, aczkolwiek warto pamiętać, iż jest to gra na raz z uwagi na brak jakichkolwiek wyborów.


~Galeria~

https://steamcdn-a.akamaihd.net/steam/apps/925340/header.jpg?t=1568933704Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: ebi-hime
Data wydania: 15.10.2018
Gatunek: visual novel, kinetic novel
Platforma: Steam, PS4, PS Vita
Język, angielski

Można kupić na: Steam, PS Store


[Recenzja VN] Love Choice: Distance ~Odległość liczona w biciach serca~





Nie rozstajemy się jeszcze z Love Choice, sympatyczną grą o tym, co w miłości najważniejsze. W poprzednim epizodzie dowiedzieliśmy się, jak możemy się stać lepszym partnerem dla swojej drugiej połówki, dzisiaj natomiast przedyskutujemy sens związków na odległość.

Love Choice to niewielka produkcja przypominająca rozgrywką visual novel. Gra na ten moment składa się z trzech niezwiązanych ze sobą epizodów: Love*Game, Distance oraz najnowszy Detective. Ostatnim razem pod lupę wzięłam ten pierwszy, opowiadający o dwójce bohaterów, których wpierw musieliśmy ze sobą zeswatać, a potem utrzymać ich związek. Druga historia, Distance, traktuje o miłości na odległość i innych, w tym wypadku, przeszkodach do szczęścia, takich jak pasja i ambicja. Twórcy zapowiadają tworzenie coraz to nowych epizodów i udostępnianie ich za darmo dla posiadaczy gry.

Bohaterów Distance, Stana i Grace, poznajemy na przełomie lat 80 i 90, gdy są jeszcze dziećmi. Tata chłopaka prowadzi sklep z elektroniką, do którego dzieciaki z okolicy zlatują się oglądać kreskówki (akcja dzieje się w Chinach i w tamtym okresie telewizory nie były jeszcze częstym widokiem w domach). Pewnego dnia znajomym Stana towarzyszy czarnowłosa dziewczynka, która zamiast usiąść przed ekranem z resztą, okazuje żywe zainteresowanie grającemu w kącie radiu. Bohater, skonfundowany jej dziwnym zachowaniem, zaprasza ją przed telewizor, na co Grace, bo tak przedstawia się nieznajoma, odpowiada, że woli posłuchać muzyki klasycznej. Stan opuszcza kolegów i dołącza do niej, co zapoczątkowuje ich długoletnią przyjaźń. Po kilku dniach odkładania kieszonkowego chłopak kupuje koleżance zabawkowy fortepian. Prezent ten rozbudza w dziewczynie pasję do grania i wkrótce Grace dostaje od rodziców prawdziwe pianino. Mimo iż Stan miał najszczersze intencje obdarowując przyjaciółkę zabawką, instrument, zamiast ich do siebie zbliżyć, tylko poszerza powstałą z wiekiem między nimi przepaść.












W recenzji pierwszego epizodu wspominałam, że Love Choice to gra słodka, ale z moralizatorską nutą. Mimo iż to nadal ta sama produkcja, Distance odbiega od tego, czego zdążyliśmy już doświadczyć. Przede wszystkim, druga historia jest znacznie smutniejsza od poprzedniczki i miejscami nawet przygnębiająca. Pierwsza połowa opowieści tego jeszcze nie odzwierciedla, gdyż bohaterowie są dziećmi, ale prawdą jest, że im dalej, tym więcej goryczy niż słodyczy. Stan i Grace dorastają na naszych oczach i wraz ze wzrostem zaczynają zmieniać się ich cele oraz marzenia, W końcu dziewczyna opuszcza miasto, by uczyć się w szkole muzycznej i odległość odciska piętno na ich relacji. Miłość bohaterów, choć silna i budowana przez lata, napręża się do granic wytrzymałości. Stan zaczyna wyczekiwać każdej okazji do przyjazdu Grace, ale ta jest zaabsorbowana muzyką i karierą pianistki. Mijają lata, chłopak idzie do college'u, niedługo potem rozpoczyna studia, a w międzyczasie dziewczyna zdobywa upragnione wykształcenie i odnosi pierwsze sukcesy. W końcu, niemal przypadkiem, dochodzi do spotkania i Stan musi zadecydować, czy pozwolić Grace odejść i rozwijać swoją pasję, czy walczyć o tę miłość do końca. Od naszego wyboru zależy, jak potoczy się reszta historii.

Twórcy ponownie zaserwowali nam opowieść, na temat której można dyskutować i porównywać ją z własnymi doświadczeniami. Ukryty jest w niej również przekaz, który wpierw można pomylić z przestrogą, ale to tak naprawdę porada: pamiętajmy, by przede wszystkim żyć dla siebie samych. Przykład Stana i Grace dosadnie obrazuje, iż miłość do drugiej osoby to obosieczne ostrze, które potrafi zranić, jeśli poświęcimy jej wszystko. Czasami zatem lepiej dobrowolnie odejść i odsunąć się w cień, niżeli skazywać na cierpienie siebie i swoją połówkę. Distance, choć przedstawia trudny i bardzo subiektywny w ocenie temat, radzi sobie doskonale w opowiadaniu historii i wywołuje w graczu emocje towarzyszące bohaterom - będziemy się wściekać na Grace, wypłaczemy ze Stanem wszystkie łzy, ale przede wszystkim, będziemy brnąć dalej, licząc na szczęśliwe zwieńczenie losów naszych postaci. Zakończenia są tylko dwa (nie licząc tego złego na samym początku historii), co niestety jest sporą wadą. Rzadko czepiam się liczby endingów w grach, ale w tym przypadku tytuł tylko by zyskał na dodaniu jeszcze jednego, najlepiej neutralnego.













Gameplay również znacząco odbiega od swojego poprzednika. Kiedy w Love*Game rozgrywka była niejasna i wymagała kreatywnego myślenia, tutaj od samego początku jesteśmy prowadzeni za rączkę i to niestety czuć. Spędziwszy zaledwie kilka minut w grze, miałam wrażenie, że trafiłam z jednego ekstremum w drugie. W pierwszym epizodzie nie wiedziałam czasami, co robić i bez poradnika w życiu nie odkryłabym ukrytych opcji, w drugim natomiast gra nie pozwalała mi postąpić inaczej, niżeli zakłada scenariusz. Oprócz jednego dialogu na samym początku, który prowadzi do bad endingu, nie występują tu inne "złe" wybory. Nawet sceny, które wymagają od nas kliknięcia na dany obiekt w określonym czasie zapętlają się w nieskończoność, aby tylko nie pozwolić nam przegrać. Tym samym zdobycie obu zakończeń jest banalne proste, tym bardziej, że na ekranie są zazwyczaj tylko dwie, zero-jedynkowe opcje. Jednym słowem, niańczenie. Przez całą długość epizodu jesteśmy prowadzeni za rączkę i nie jest to bynajmniej przyjemne uczucie. Już chyba wolałabym rwać włosy z głowy i wściekać się przy Love*Game, bo tam przynajmniej mogłam ruszyć mózgownicą.

Nie mogę również nie wspomnieć o jednej niesławnej mini-grze. W pewnym momencie Stan i Grace postanawiają zagrać razem na pianinie. Wszystko fajnie, musimy jedynie klikać lewy przycisk myszy w rytm melodii, ale, no właśnie ALE. Zazwyczaj w segmentach QTE mamy jakieś wizualne oznaczenie, kiedy dokładnie mamy wcisnąć guzik - czy to znacznik na ekranie, czy ruch samej postaci. Tutaj nie ma nic. To znaczy powinna pojawić się biała ramka, ale ja tego nie uświadczyłam. Możliwe, iż był to bug, bo próbowałam wszystkiego (włączałam i wyłączałam dźwięk, zmieniałam wersję językową, aktualizowałam grę), a dziadostwo nadal nie chciało się pojawić. Mini-gry oczywiście nie da się nie przejść - trzeba próbować do skutku, inaczej nie popchnie się fabuły do przodu. Po iluśtamkrotnym razie w końcu udało mi się załapać odpowiedni timing z samego słuchu i zagrać poprawnie melodię, ale i tak ta scena, nawet dziś, odbija mi się czkawką.

Tłumaczenie tym razem kuleje i to nawet to angielskie. Ogólnie nie jest źle, jak najbardziej da się to czytać, ale zdarzają się elementarne błędy typu "watch a novel" (oglądać powieść). Tekst nie zawsze brzmi naturalnie - niby wiadomo, o co chodzi, ale dobór słów jest, łagodnie mówiąc, dziwny. Niektóre zdania to już w ogóle potworki, w których skopana została składnia lub zabrakło słowa, np. "How do you think we will like when we enter highschool?"- w sensie, że co? Jak będziemy wyglądać? Sprawdziłam tylko początek gry w polskim przekładzie, ale muszę przyznać, iż widać tycią poprawę. Baboli nadal jest masa, a zdania po prostu nie brzmią, ale to zawsze coś. Zresztą większości graczy i tak to pewnie nie przeszkadza.

Ciężko mi ocenić Distance, nie porównując go do pierwszego epizodu. Może gdybym zagrała w niego pierwszego (ale technicznie to niemożliwe, gdyż jest zablokowany aż do ukończenia Love*Game) wywarłby na mnie lepsze wrażenie pod względem gameplayowym. A tak niestety uważam go za downgrade. Love*Game był miejscami przekombinowany, ale miał w sobie tę magię, której następcy brak. Z drugiej strony, kolejna historia jest ciekawszą i głębszą opowieścią, której nie brakuje zarówno słodyczy, jak i goryczy. Mimo wszystko, nie potrafię nie polecić ich obu, bo kupując jedną i tak dostajemy drugą (a od września również i trzecią!).



~Galeria~



Szczegóły wydania:
https://steamcdn-a.akamaihd.net/steam/apps/939400/header.jpg?t=1565711257Deweloper/wydawca: Akaba Studio
Data wydania: 30.09.2018
Gatunek: visual novel, symulacja
Platforma: Steam
Język, angielski, polski i masa innych

Można kupić na: Steam



[Recenzja VN] Love: Choice ~Krótki poradnik dla zakochanych~


Śledzę rynek anglojęzycznych visual noveli już od kilku dobrych lat i, mimo iż nigdy nie uważałam się za eksperta w tej kwestii, wydawało mi się, że nie uciekła mi żadna ciekawsza produkcja. Cóż, o moim błędzie uświadomiła mnie Marta, jedna z czytelniczek bloga, którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam. Podesłana przez nią malutka i nietypowa gra na Steamie okazała się perełką, po sięgnięcie której już w tym miejscu zachęcam wszystkich.

Love Choice opowiada o perypetiach bezimiennej pary bohaterów od początków ich znajomości, przez zamieszkanie razem, do wyzwań dnia codziennego. Historię śledzimy z perspektywy chłopaka i, choć to nim wykonujemy wszystkie interakcje, w tym gody, niech to nie zniechęci żeńskiej części graczy. Celem gry jest stworzenie silnej, nierozerwalnej więzi między postaciami, co wcale nie będzie łatwe, zważywszy na narastające z czasem konflikty między nimi.

Gra jest bardzo krótka (przejście na 100% zajęło mi niecałą godzinę), ale słodka i nie popada w sztampę, dzięki rzeczywistemu odzwierciedleniu relacji międzyludzkich. Pomimo wielkiej miłości na początku, para, jak to w prawdziwym życiu bywa, w końcu zacznie się kłócić, a niełatany związek powoli rozpruwać. Celem gry jest niedopuszczenie do zerwania, a tym samym odnalezienie odpowiedzi na pytanie: co jest najważniejsze w miłości i jak ją pielęgnować, by starczała na lata? Love Choice to zatem produkcja z drugim dnem i swojego rodzaju poradnik zarówno dla świeżo zakochanych, jak i tych z długoletnim stażem, o tym jak być lepszym partnerem dla swojej drugiej połówki.










Love Choice opiera się na czytaniu tekstu i wyborach, ale to nie do końca typowa visual novel. Ba, takie określenie jest wręcz mylące, o czym dowiedziałam się na własnej skórze. Przede wszystkim, nasze interakcje nie kończą się na wyborze odpowiedniego dialogu, ale sięgają głębiej. Gra niestety w żaden sposób o tym nie informuje, warto zatem zawczasu wiedzieć, że nie tylko możemy, ale i powinniśmy trochę się z nią pobawić, tj. wyjść poza utarty schemat visual novel. Nie zdradzę oczywiście, o co dokładnie chodzi, wspomnę tylko, iż gra bardzo promuje myślenie nieszablonowe i to właściwie jedyny sposób na zdobycie najlepszego zakończenia. Jeszcze mała podpowiedź ode mnie: jeśli wszystkie dostępne na ekranie wybory wydają wam się nieodpowiednie, poszukajcie trzeciej opcji, ona gdzieś tam się ukrywa!

Miłą niespodzianką jest mini gra na początku historii. Choć z logicznego punktu widzenia nie ma ona większego sensu, jest krótka, nieskomplikowana i całkiem przyjemna. Można ją również w nieskończoność powtarzać, co jest kolejnym plusem.

Nie obyło się niestety bez mniejszych zgrzytów. Największą wadą tytułu jest jej największa zaleta, czyli pobudzanie gracza do nieszablonowego myślenia. Twórcy w żaden sposób nie informują o istnieniu dodatkowych opcji, przez co weterani visual novel mogą nawet nie pomyśleć, że w grze można robić coś więcej niż klikać dialogi. Tak zresztą było i ze mną - zdobywszy po raz pierwszy i drugi złe zakończenie, spojrzałam do poradnika i dopiero wtedy mnie olśniło. Mimo to, nawet za trzecim razem moje ludziki nie skończyły najszczęśliwiej, bo pominęłam jedną absurdalnie ukrytą opcję - w pewnym momencie trzeba użyć kółeczka myszy. Serio, kto by na to wpadł? Poza tym, większość pozostałych opcji jest intuicyjna i, gdyby tylko twórcy dali małą wskazówkę na początku, na pewno bawiłabym się lepiej podczas ich odkrywania.









Gra na ten moment składa się z dwóch, niepowiązanych ze sobą epizodów: Love*Choice oraz Love*Distance. Recenzja dotyczy tylko tego pierwszego, gdyż nie rozpoczęłam jeszcze swojej przygody z Distance, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Na pewno dam znać o moich wrażeniach z gry w kolejnej recenzji. Twórcy zapowiadają systematyczne dodawanie nowych historii, za darmo, w ramach DLC.

Tytuł został przetłumaczony na język polski, ale, szczerze mówiąc, polecam wam zapoznać się z grą po angielsku. Jak widać, klątwa tragicznych polskich tłumaczeń trwa na rynku visual noveli w najlepsze i Love Choice nie jest wyjątkiem. Pozostawiam wam dwie linijki z samego początku gry do własnej oceny.





Love Choice to krótka, przyjemna gierka na jedno posiedzenie. Mi nie tylko sprawiła sporo frajdy, ale i dała trochę do myślenia w kwestii własnego związku. Cóż, pewnie nie stanę się dzięki temu od razu lepszą osobą, lecz mam nadzieję wprowadzić parę jej porad w życie. Gorąco polecam sprawdzić Love Choice samemu. Gra jest dostępna na Steamie za zaledwie 7,19 zł.


~Galeria~


https://steamcdn-a.akamaihd.net/steam/apps/939400/header.jpg?t=1565711257
Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Akaba Studio
Data wydania: 30.09.2018
Gatunek: visual novel, symulacja
Platforma: Steam
Język, angielski, polski (nie polecam) i masa innych

Można kupić na: Steam

Recenzja | Mystic Messenger


Rok się jeszcze nie skończył, a tu już w czerwcu poznaliśmy MVP (czy raczej MVG) roku 2016. Ale Mystic Messenger to nie tylko historia gry, na której punkcie oszalały miliony, ale i studia Cheritz, które od mało znanego developera urosło do otomowego odpowiednika CD Projekt Red, światową markę i odważnego rewolucjonistę. Cheritz dosłownie zatrzęsło rynkiem otome, ale tym, co najbardziej zasługuje na podziw jest podejmowanie ryzyka i trzymanie się nowatorskich pomysłów. Jaka inna firma postanowiłaby zerwać ze sztywną formułą VN i zaserwować coś zupełnie nowego? Dzięki koreańskiemu developerowi prawdziwe staje się stwierdzenie, że "nisze ratują świat".


Rok 2016 przejdzie do historii otomowego światka, jako rok innowacji i zerwania ram tego gatunku. Dlaczego? Ponieważ zamiast standardowej narracji z perspektywy bohaterki, w Mystic Messenger otrzymujemy historię w formie "gadki-szmatki" z facebookowego messengera. Może z początku brzmi to dziwnie, lecz doskonale wpisuje się w konwencję internetowego randkowania. Ale zaczynając od początku...

Nasza bohaterka zostaje wkręcona przez nieznanego sprawcę w ściągnięcie na telefon równie tajemniczej aplikacji. Po krótkiej rozmowie z "Unknownem" w nowo zainstalowanym chatroomie, bohaterka zostaje poproszona o wizytę w pewnym mieszkaniu w celu sprawdzenia adresu. Dziewczyna po przekroczeniu progu apartamentu zostaje automatycznie zalogowana do chatroomu tajnej organizacji RFA, gdzie poznaje jej członków: biznesmena Jumina i jego asystentkę Jaehee, aktora Zena, studenta Yoosunga i hackera ukrytego pod nickiem 707. Szybko okazuje się, iż apartament jest mieszkaniem zmarłej założycielki organizacji, a bohaterka została zwabiona do niego przez wrogiego hackera w nieznanym celu. Po długiej i wyczerpującej rozmowie na czacie dziewczyna zostaje przyjęta przez głowę organizacji - fotografa o nicku V, w poczet jej członków i otrzymuje posadę swojej zmarłej poprzedniczki Riki, która to zajmowała się organizacją przyjęć charytatywnych. Celem historii jest wydanie wspaniałego przyjęcia, odkrycie intrygi stojącej za Unknownem oraz, co najważniejsze, zawiązanie relacji z jedną z pięciu postaci.

Gra przybiera formę standardowego czatu, w którym cała historia przedstawiona jest w formie dymków zawierających dialogi. Członkowie RFA są bardzo rozmowni, przez co większość czasu spędzimy na czytaniu  ich opowieści, opinii, kłótni, rad, żartów i żali, od czasu do czasu mając możliwość odpowiedzenia na jeden z kilku sposobów. Komplementując lub stając po stronie danej postaci zbieramy punkty w formie serc dla konkretnego bohatera; ten, który otrzyma ich najwięcej po danym czasie staje się naszym wybrankiem, i tym samym wkraczamy na jego/jej ścieżkę. 

Mystic Messenger to pewnego stopnia imituje telefon, także poza rozmowami na czacie będziemy mogli telefonować do innych członków RFA, pisać z nimi smsy, sprawdzać aktualizacje na ich profilach oraz wymieniać emaile z potencjalnymi gośćmi przyjęcia.

Gra posiada jeszcze jedną cechę szczególną, związaną ze sprzętem, na którym operuje (android i ios) - wszystkie czaty odbywają się w czasie rzeczywistym tj. o konkretnych godzinach naszego czasu. Cała historia trwa jedenaście (rzeczywistych) dni, z czego pierwszych dziesięć podzielonych jest na ok. 10 - 12 chatroomów, jednych krótszych, innych dłuższych, które występują co ok. 2 - 3 godz (w tym dwa chatroomy w nocy). Zdawałoby się, że system ten wymaga sporo wolnego czasu i systematyczności (np. budzić się o trzeciej w nocy, aby popisać z wirtualnym nocnym markiem), jednakże twórcy ułatwili nam zadanie, gdyż nie jest wymagana stu procentowa obecność na czatach (kilka można sobie odpuścić), zarazem te, które nam "uciekły", a chcemy powtórzyć, można wykupić za wewnątrzgrową walutę. Dodatkowo, jeśli zaplanowaliśmy podróż możemy zapisać grę i potem do niej powrócić po kilku dniach, albo za walutę wykupić kolejne dni i ukończyć je za jednym posiedzeniem.

Chociaż większość tytułu składa się z chatoroomów, jest też sporo momentów, w których tytuł zmienia się w standardową visual novel. Są to zazwyczaj sceny akcji, spotkania bohaterów w cztery oczy oraz romantyczne momenty między bohaterką a naszym wybrakiem. O ile chatroomy z oczywistych względów nie zawierają głosów postaci, momenty w formie VN często już tak.

Ścieżek w grze mamy pięć, a te dzielą się na dwa typy: casual oraz deep. Ścieżki casualowe ukazują mniej poważne problemy takie jak kłopoty w pracy, krytyka w mediach czy zamykanie pewnych etapów w życiu. Deep story traktują natomiast o problemach natury psychicznej oraz zerwanych więzach rodzinnych. Wszyscy bohaterowie zmagają się z problemami i każda ze ścieżek obrazuje inną przypadłość. Głębsze historie dodatkowo odkrywają karty intrygi oraz tożsamość tajemniczego Unknowna, dlatego twórcy zalecają przejście wszystkich trzech casualowych ścieżek w pierwszej kolejności, a dopiero potem dobranie się do tych "cięższych". Warto również dodać, że jedynie opowieści chłopaków zawierają wątki romantyczne; podczas ścieżki Jaehee doświadczymy tylko przyjaźni.

Sama historia prezentuje się naprawdę zgrabnie, pomimo chaosu panującego w prologu. Wystarczy przejście jednej ścieżki, aby poukładać sobie wszystko w głowie i wysnuć teorie. Fabuła, choć przewidywalna, jest wciągająca, a główna intryga satysfakcjonująca. Całość napędzają nie tylko nasi bohaterowie, ale i postaci poboczne, które są napisane genialne, i aż szkoda, że pojawiają się tak rzadko na ekranie.


Wrażenia z poszczególnych ścieżek (kolejność ukończenia):


ZEN
Zen to bóg chodzący między śmiertelnikami - niebywale przystojny i utalentowany dwudziestoczteroletni aktor grający w musicalach. Chłopak nie miał w życiu lekko, jednak dzięki aparycji, talentom i pasji do zawodu odniósł sukces i nadal pnie się po drabince sławy. Z natury jest pogodny i pełen energii, co jednak prowadzi do wybuchów podczas stresujących sytuacji. Największą przeszkodą do polubienia tego bohatera jest jego narcyzm i samouwielbienie, które czasami osiąga absurdalny poziom. Niech to jednak nikogo nie odstraszy, gdyż Zen to złoty chłopak, pełen ciepła, miłości i słodyczy. 

Ścieżkę Zena najłatwiej określić, jako typową baśń o rycerzu i księżniczce w opałach, chociaż akurat w tym przypadku nie do końca wiadomo kto gra czyją rolę. Historia naszej dwójki, choć pełna akcji i napięcia jest przesłodka, z mnóstwem pięknych momentów, jak pamiętna scena na dachu ❤ Wydarzenia są do pewnego stopnia przewidywalne i mocno wtórne, ale złożone w jedną całość prezentują wspaniałą historię.


Yoosung
Oh, Yoosung, biedny, naiwny Yoosung... Naszego studenta najłatwiej określić, jako dorosłego o dziecięcej niewinności i infantylnym postrzeganiu świata. Pomimo wychowania się w zdrowej, pełnej rodzinie, życie Yoosunga zmieniło się nieodwracalnie po śmierci pewnej ważnej dla niego osoby, i od tego czasu chłopak nosi w sercu niezabliźnione rany. Większość wolnego czasu spędza na rozgrywce w LOLOLa (cóż za oryginalność!), którego traktuje jak drugi dom i odskocznię od rzeczywistości. Potrafi uwierzyć w najbardziej kuriozalną głupotę, co często niecnie wykorzystuje inna postać. Yoosung jest najsłodszą postacią w całej grze i nie każdemu może przypaść ten typ charakteru, jednak naprawdę warto zaznajomić się z nim bliżej.

Ścieżka Yoosunga jest naprawdę niczego sobie; obfituje w wiele ciekawych scen i zaskakujących akcji (szczególnie zakończenie), ale zawiera jeden problem, którym jest sam bohater. Yoosunga nie da się nie lubić, to fakt, jednakże im więcej spędzamy z nim czasu, tym bardziej irytujący się wydaje. Jego ciągłe rozterki i problemy są zwyczajnie męczące, szczególnie, że ich autorem jest niedorosły, niedoświadczony chłopak. Sama ścieżka bez zarzutu, bohatera jednak najlepiej sobie dawkować.




Jumin 
Nasz dyrektor firmy zaciekawił mnie na tyle, że zmieniłam zalecaną kolejność przechodzenia gry i czym prędzej wylądowałam na jego ścieżce. Jumin jest biznesmenem, wychowanym w bogatej rodzinie przedsiębiorców. Jego charakter można nazwać jednym słowem: okropny. Jumin jest oziębły, oschły i surowy, ale co gorsze nie ma w sobie za grosz empatii - świat oraz innych ludzi postrzega jedynie przez pryzmat własnych doświadczeń i odczuć. Jedyne ciepłe emocje kieruje w stronę swojego kota, o  dworskim imieniu Elizabeth the 3rd, która to jest powiernikiem jego najgłębiej skrytych uczuć. Z początku postać może wydawać się nieznośna i niemożliwa do polubienia, jednak, daję słowo, wszystko nabiera barw w historii chłopaka.

Ścieżka Jumina jest niesamowicie dobra, a od połowy (po niespodziewanym plot twiście) to już majstersztyk. Uwielbiam poważniejsze historie z elementami psychologicznymi, i tu znalazłam ich ujście. Sama fabuła najbardziej mnie wciągnęła ze wszystkich, natomiast aspekty romansowe są najciekawiej zaprezentowane i najbardziej satysfakcjonujące. Co zabawne (zważywszy na PEGI 13), ścieżka jako jedyna posiada erotyczne podteksty, w tym pikantne rozmowy (głównie płatne za walutę). Na uwagę również zasługują tajemnice i problemy naszego protagonisty, które będziemy musiały pomóc mu przezwyciężyć, aby otrzymać najlepsze zakończenie (albo się im poddać i skończyć w równie "ciekawej" sytuacji). Ścieżka zdecydowanie najbardziej oryginalna i najlepsza ze wszystkich.  Mój faworyt ❤ 







Jaehee
Jaehee jest (do naszego przybycia) jedyną dziewczyną w organizacji, a dołączyła do RFA za sprawą Jumina, który to zmusił namówił ją do tego po zostaniu jego asystentką. Jaehee to profesjonalistka i niesamowicie silna kobieta, która potrafi zapanować nad tysiącem rzeczy na raz a do tego pomagać swoim przyjaciołom w potrzebie. Jest ogromną fanką twórczości Zena, którego oglądając umila sobie nieliczne wolne od pracy chwile. Wydaje się sztywna i nudna, ale jaka jest naprawdę dowie się tylko ten, który wkroczy na jej ścieżkę.

Ścieżka dziewczyny (z początku myślałam, że to facet >_<) jest jedyną nieromantyczną opowieścią w grze i ten fakt bardzo mi przypadł do gustu  ze względu na oryginalność i nowe możliwości zabawy historią. Zmagania Jaehee z problemami śledziło się naprawdę przyjemnie i całkowicie nie przeszkadzał mi brak obiektu westchnień, jednak nie spodobała mi się niekonsekwencja w ukazaniu relacji naszej oraz reszty postaci z bohaterką ścieżki: zdecydowanie za wiele przysług przypisuje się naszej osobie w porównaniu z Zenem, który to (według mnie) robi zdecydowanie więcej dla Jaehee niżeli my sami. Z jednej strony jest to usprawiedliwione stanem protagonistki, z drugiej dziwnie to wygląda, gdy na koniec dnia to my zostajemy "okrzyknięci bohaterami", mimo znacznie mniejszego wkładu. To na szczęście jedyny problem ścieżki i reszta jest bez zarzutu.


707
Tajemniczy hacker jest mózgiem całego RFA i odpowiada za bezpieczeństwo tajnych danych organizacji. Jego kuriozalny humor i specyficzny charakter od razu podbiją wasze serce, ale są to tylko wierzchołki góry lodowej składającej się na Sevena. "Szczęśliwy numerek" (jak nie lubi być nazywany) to fan romantycznych schadzek czipsów i coli w jego żołądku, luksusowych samochodów i miziania kotów, przede wszystkim cudzych. Jest najpopularniejszą postacią wśród graczy i długo nie trzeba szukać powodów tego stanu.

Moje następne słowa zapewne zabrzmią jak herezja, ale prawdą jest, że bardzo zawiodłam się na ścieżce Sevena. Wielu uważa właśnie tę historię za wisienkę na torcie, ja natomiast połamałam sobie na niej zęby. Fabuła jest bardzo przeciętna i do bólu przewidywalna - zapewne przez fakt, iż jest to końcowa ścieżka i wszystkie zebrane dotąd elementy układanki jedynie wskakują tutaj na swoje miejsce; choć to nie zmienia tego, że historia nie zaskakuje i otrzymujemy dokładnie to, co zakładaliśmy od samego początku. Kolejną rzeczą, która mi podpadła jest protagonistka, która nie pełni większej roli w wydarzeniach i równie dobrze mogłoby jej nie być - prócz romantycznych aspektów nic by nie ucierpiało. Z rzeczy na plus na pewno należy wyłonić inną kluczową postać, mającą swój pełnoprawny debiut w tej ścieżce, a która, paradoksalnie, wydała mi się o wiele ciekawszą personą niżeli sam Seven. Mimo wszystkich moich zarzutów, ścieżka jest nadal dobra i większość będzie się przy niej świetnie bawić.












FUN FACT: Seven jest jedyną postacią, która przełamuje czwartą ścianę, tj. wie, że znajduje się w grze. Jest to oczywiście jedynie zabieg humorystyczny, który w żaden sposób nie wpływa na wydarzenia, jednak od czasu do czasu naszemu bohaterowi zdarza się  zażartować z tego faktu. Twórcom tak spodobał się ten pomysł, iż stworzyli pewne złe zakończenie, w którym jeden z bohaterów, pewny swej racji, próbuje przekonać resztę, że są jedynie fikcyjnymi postaciami.

Każda ze ścieżek posiada "After Ending", czyli epilog traktujący o dalszych losach pary, natomiast ukończenie ścieżki Sevena odblokowuje tzw. "Secret After Ending", czyli serię wydarzeń po głównej linii fabularnej, w formie "mini-serialu", lub po prostu krótkich epizodów łączących się w całość. Historia przedstawiona jest w formie VN i bez możliwości dokonywania wyborów, jednak warto wydać 140 klepsydr (wewnątrzgrowa waluta), aby się z nią zaznajomić, gdyż jest kanonicznym i definitywnym zakończeniem tytułu. 

http://vignette1.wikia.nocookie.net/mystic-messenger/images/9/9e/MC.png/revision/latest?cb=20160920204811Dzięki formule czatu, zyskaliśmy sporą dowolność w kształtowaniu charakteru naszej protagonistki. Co prawda w 90% przypadków będziemy mieli zaledwie dwie opcje odpowiedzi do wyboru, jednak każda z nich przedstawia inną reakcję i tak, np. możemy zachowywać się normalnie, albo szaleć na punkcie naszego wybranka i obwieszczać nasze niezdrowe zainteresowanie całemu światu. Oczywiście częste obieranie skrajnego zachowania (zbytnie przymilanie się lub ostra krytyka) skutkuje złym zakończeniem, jednak faktem jest, że możemy wczuć się w rolę chociażby psychofanki. W zależności od ścieżki nasza bohaterka robi mniej, bądź więcej dla dobra RFA, jednak zawsze jest przedstawiona, jako dzielna i całkiem inteligentna osóbka. Reszta osobowości podlega tylko i wyłącznie naszej wyobraźni, jako że postać jest zarysowana w bardzo małym stopniu. Jedyną rzeczą, której nie mogę wybaczyć twórcom to brak oczu u protagonistki. Myślałam, że ten trend już dawno umarł i spoczywa 3 m pod ziemią, ale Cheritz go niestety wydobyli i umieścili w swoim tytule.

Mystic Messenger dla każdej ze ścieżek oferuje po pięć zakończeń: jedno szczęśliwe, jedno normalne oraz trzy złe. Zdobycie szczęśliwego zakończenia wymaga od gracza ukończenia wszystkich głównych "zadań" postawionych przez twórców, czyli zdobycia serca wybranka i zwalczenie nękającego go problemu oraz zaproszenie wystarczającej ilości gości na przyjęcie. Niespełnienie tylko ostatniego warunku skutkuje normalnym finałem, a zepsucie relacji z wybraną postacią prowadzi do jednego z trzech bad endingów, każdy na innym etapie rozgrywki. Ponadto grę można zakończyć przedwcześnie, zanim ta się na dobre rozpocznie: w prologu (wybierając niewłaściwe opcje), na koniec czwartego dnia (jeśli nie uzyskamy wystarczającej sympatii u jednego bohatera), bądź gdy ominiemy za dużo czatów. Bad endingi są nie tylko złe z powodu historii, ale i dlatego, że resetują nasz progres i daną ścieżkę musimy zaczynać od samego początku.

Czas gry jest naprawdę imponujący. Jedna ścieżka trwa jedenaście rzeczywistych dni i zawiera ok. setki chatroomów o zróżnicowanej długości. Jednakże... Dzień pierwszy dla wszystkich ścieżek zawsze jest wspólny, natomiast dni od drugiego do czwartego włącznie różnią się tylko między ścieżkami "casual" i "deep". To niestety prowadzi do szybkiego znużenia, jako że kończąc ścieżkę, z niezależnie jakim skutkiem, nową rozgrywkę zaczynamy zawsze od prologu i następne cztery dni spędzamy na czytaniu już dobrze znanego tekstu. Ma to swoje usprawiedliwienie w konieczności zbierania serc dla danej postaci, jednak Cheritz mogło po zakończeniu wszystkich pięciu ścieżek odblokować nam swobodne wybieranie historii w celu kompletowania ilustracji. Tak się niestety nie stało i każdą ze ścieżek należy rozpoczynać trzy razy od samego początku, aby zebrać wszystkie cg, które to...

Prezentują się fenomenalnie. Ilustracji jest bardzo dużo, zaczynając od podobizn postaci, kończąc na bezsensownych zdjęciach kotów wrzucanych na czat. Niektórzy bohaterowie mają więcej obrazków od innych (rekordzista Zen ma 44, gdzie Jaehee 21), jednak nie jest to dyskryminacja twórców, a celowe działanie obrazujące preferencje bohaterów (np. Zen uwielbia selfie).

Wszystkie postaci mają swoich voice actorów, których głosy usłyszymy podczas rozmów telefonicznych i momentów VN. VA zrobili kawał dobrej roboty (szczególnie pan wcielający się w Unknowna - cóż za występ!!), jednakże edytorzy trochę zepsuli ich pracę, nie regulując odpowiednio głośności. I tak np. głos Sevena jest bardzo cichy, a Unknowna i kobiecych postaci bardzo donośne. W wielu momentach niestety samemu trzeba na bieżąco regulować głośność, aby czerpać maksimum zabawy z rozgrywki.

Mimo bardzo dobrej lokalizacji, niestety nie obyło się bez błędów. Błędy ortograficzne akurat w tej produkcji nie rażą oczu, jako że  gra symuluje czat, na którym, wiadomo, ludziom zdarzają się orty, literówki, itp. Gorzej, gdy pojawiają się błędy logiczne (np. pomylenie dwóch postaci ze sobą), a te niestety nie są wcale rzadkie. Dodatkowo, ze względu na nową dla studia technologię i różnice pomiędzy markami tabletów/smartfonów, mogą pojawić się błędy w działaniu gry, te jednak są na bieżąco wyławiane i naprawiane. Pomoc techniczna Mystic Messengera działa na medal - po zgłoszeniu błędu przez specjalny formularz można zasięgnąć pomocy programistów i wcale nie trzeba długo czekać na odpowiedź.

Mystic Messenger jest darmowy, jednak wysoka jakość produkcji wiąże się z mikropłatnościami. Zapewne niektórych ciekawi, czy grę da się ukończyć bez wydawania grosza. Jest to bardzo trudne, ale możliwe. Wewnątrzgrową walutę zdobywamy wymieniając zdobyte podczas rozgrywki serca (100 serc = 1 klepsydra) lub kupując ją za gotówkę. Klepsydry bardzo sporadycznie dostajemy podczas rozgrywki oraz updatów wydawanych przez twórców w ramach rekompensaty za błędy w grze. Do odblokowania wszystkich opcji  ("deep route" i "after endingi") wymagana jest liczba 320 klepsydr, która to dla niedzielnego gracza będzie nieosiągalna, ale dla wprawnego stratega jak najbardziej możliwa. Najważniejszym punktem jest systematyczna gra, gdyż każdy zgubiony chatroom kosztuje 5 klepsydr, należy zatem zaliczać ich jak najwięcej. Dodatkowym źródłem serduszek jest orbitujące UFO na ekranie głównym - co jakiś czas będzie nam wyrzucać paczki czipsów pełne serc potrzebnych do wymiany na walutę, ukazując przy tym zabawny tekst. Ważne jest również zapraszanie gości, gdyż każdy z nich jednokrotnie obdarza nas klepsydrą. Jeśli nie mamy cierpliwości lub żyłki zbieracza, klepsydry możemy zakupić w sklepiku. Ceny są zadziwiająco uczciwe i za najniższe doładowanie kartą google play (50 zł.) możemy zaopatrzyć się w sporą liczbę wewnątrzgrowej waluty. 

Absolutnie nie należy posiłkować się jakimikolwiek poradnikami na "nielimitowaną ilość klepsydr", i tym podobnymi! Nie dość, że ich prawidłowe działanie jest bardzo wątpliwe, to na dodatek okradamy twórców, którzy na to nie zasłużyli. Wszelkie machlojki nagradzane są banem, także nie ma żadnego sensu się w nie zagłębiać.

Podsumowując, Mystic Messenger jest grą niezwykłą, łamiącą wytarte schematy gatunku i wprowadzającą powiew świeżości w świat gier otome. Ponadto, tytuł sprawił, że rzesza nowych fanów dołączyła do wielbicieli gatunku, pokazując tym samym, iż jest na świecie popyt na tego typu produkcje i opłaca się twórcom inwestować w gry dla dziewczyn Czy dzięki Mystic Messengerowi otrzymamy więcej lokalizacji i świeżych tytułów? Czas pokaże, jednak z MM na tablecie czuję się pewniejsza nadchodzącej przyszłości.


* * *


Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Cheritz
Data wydania: 28 czerwiec 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: android / ios
Łączna liczba ścieżek: 5
Głosy postaci: tak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google play (darmowa / mikropłatności)
Wersja pudełkowa (VIP): Cheritz Market (~ 330 zł . + wysyłka)


Recenzja | Office Lovers


Praca w korporacji zaiste przypomina pole bitwy - z jednej strony nacierają deadline'y, z drugiej nadgodziny, a wszystkim tym przewodzi wiecznie niezadowolony szef. Czy na tym pobojowisku wśród krwi, potu i łez nasza bohaterka odnajdzie miłość?


W grze przyjdzie nam wcielić się w szarą pracownicę biurową w wielkiej korporacji produkującej kosmetyki. Nasza heroina nie odznacza się niczym, prócz pracoholizmu, co widać po zerowej ilości zaproszeń na randki, to jednak się zmienia, gdy  któregoś dnia przed świętami dziewczynę spotyka nie lada zaszczyt dołączenia do zespołu przygotowującego specjalny bożonarodzeniowy zestaw dla kobiet. Od tego momentu będziemy musiały zdecydować jaki kosmetyk obierzemy sobie za cel oraz z którym z współpracowników zacieśnimy stosunki.