Recenzja VN | One Night Stand


Ten miesiąc był dla mnie wyjątkowo intensywny: wpierw przeprowadzka, porządki i podłączanie milionów kabli, potem ostatnie szlify pracy magisterskiej, uganianie się za profesorami i kolejki do dziekanatu. W końcu jednak nadszedł czas wolny, w którym nareszcie mogę usiąść przed ekranem, zanurzyć się w świat gry i nie myśleć o niczym innym. Ponieważ dopiero nadrabiam growe zaległości, dzisiaj recenzja króciutkiej produkcji, którą udało mi się ukończyć w przerwie między innymi tytułami.











One Night Stand to pierwsza produkcja Kinmoku, byłej pracownicy Electronic Arts, a obecnie twórczyni gier indie. Sam termin "one night stand" z angielskiego oznacza przygodny, niezobowiązujący seks, po którym każdy rozchodzi się we własną stronę. Tytułowa "jedna noc" jest głównym motywem i osią fabuły tej króciutkiej, aczkolwiek niebanalnej visual novel.

Historia rozpoczyna się pobudką naszego bohatera w łóżku obcej kobiety. Przezwyciężywszy ogromnego kaca, mężczyzna zauważa, że niczego z zakrapianej nocy nie pamięta. Jak się tu znalazł? Kim jest dziewczyna? Czy aby czegoś nie ukrywa?

One Night Stand to króciutka, kameralna historia o relacjach międzyludzkich, naszych oczekiwaniach i rozczarowaniach. To również po części symulator pobudki po niezobowiązującym seksie. Gra nie prowadzi nas za rączkę, nie podpowiada nam wręcz niczego - budzisz się i musisz zadecydować, co dalej. Czy lepiej obudzić dziewczynę, czy zwinąć się bez słowa? A może zostać i poznać ją bliżej? A gdyby tak zrobić jej psikusa? Wachlarz możliwości jest spory, a zdecydowana większość naszych decyzji przekłada się na dalszy przebieg historii oraz zakończenie.


Co do samej fabuły, wystarczy chyba powiedzieć, że gra inspiruje się życiem. Nic tu nie jest ani łatwe, ani oczywiste, zachowanie dziewczyny może nas zatem zaskoczyć skonfundować. W przeciwieństwie do bohaterki, postać protagonisty jest tabula rasą i to gracz decyduje czy mężczyzna okaże się dżentelmenem czy dupkiem. Swoją wrażliwość, obojętność lub głupotę możemy okazywać za pomocą dialogów lub komentarzy na temat wystroju pokoju nieznajomej.

Rozgrywka One Night Stand polega na poznawaniu charakteru i zainteresowań dziewczyny poprzez rozglądanie się po jej pokoju. Mieszkanie nieznajomej jest bogato urządzone i już na pierwszy rzut oka można wyrobić sobie opinię na jej temat. Czy jednak można zaufać pierwszemu wrażeniu? Prócz nieinwazyjnego oglądania, gra daje nam możliwość szperania w rzeczach kobiety. Jeżeli zdecydujemy się wzgardzić jej prywatnością, np. zaglądając do portfela lub laptopa, możemy zodybć poszlaki na temat tożsamości kobiety. Kim ona jest? Czy w ogóle jesteś tu bezpieczny?

Drugą, bardziej tradycyjną dla visual novel, mechaniką jest narracja tekstowa oraz dialogi. Bohater porozumiewa się z nami poprzez myśli i komentarze na dany temat, natomiast my wysławiamy się za pomocą jego ust. Jak już wspominałam, charakter mężczyzny tworzymy sami poprzez konkretne wybory. Zdecydowana większość z nich, o ile nie wszystkie, ma większe lub mniejsze konsekwencje dla fabuły, np. myszkowanie po pokoju i, co gorsza, obchodzenie się z tym zagwarantuje nam wypad za drzwi w samych gatkach, natomiast zaimponujemy dziewczynie, pomagając jej w chwili słabości. Większość wyborów nie jest jednakże tak oczywista i trzeba pogłówkować, aby otrzymać pożądany efekt.

Gra ma sporo głębi, szczególnie w kreacjach postaci. Nieznajoma to skomplikowana, nieszablonowa kobieta, której reakcje na nas i zaistniałą sytuację są do bólu autentyczne. Dodatkowym plusem jest to, iż nie jesteśmy w stanie, nawet wywierając na niej najlepsze wrażenie, zmienić pewnych aspektów jej natury. Mimo, iż okazuje się przyjacielska i otwarta, jest nieosiągalna i zmierza się z jakimś problemem. Wszystko to sprawia, że dziewczyna wydaje się być osobą z krwi i kości.

Długość jednej rozgrywki w One Night Stand zależy od poprowadzonej przez nas historii. Jeśli wkurzymy nieznajomą lub zdecydujemy się na ucieczkę, gra potrwa zaledwie kilka minut. W innych przypadkach będziemy się bawić do ok. pół godziny. Gra na pierwszy rzut oka może wydawać się żałośnie krótka, ale to nie długa opowieść jest celem produkcji. Założeniem One Night Stand jest przeżycie przygody na wiele różnych sposobów i do tego dostajemy wszystkie niezbędne narzędzia: krótką historię, masę wyborów i konsekwencji z nimi związanymi. Zakończeń jest aż dwanaście, co na tak krótką produkcję jest imponujące. Zdobycie ich wszystkich zajęło mi niecałe cztery godziny. Po odblokowaniu dwunastu endingów na gracza czeka mały bonus, który rzuci trochę światła na postać bohatera.

W grze znalazło się kilka rozwiązań, które niekoniecznie mogą przypaść do gustu. Przede wszystkim, tytuł nie posiada opcji auto save i po każdym posiedzeniu należy ręcznie robić zapis. Niestety, nie jesteśmy o tym zawczasu uprzedzeni. Zdobywszy połowę wszystkich zakończeń, wyłączyłam grę, a po ponownym uruchomieniu niemiło się zaskoczyłam, widząc, że produkcja nie zachowała żadnej z moich rozgrywek. Drugą kwestią są sporadyczne dziury fabularne. Odkrywając przeszłość nieznajomej, zauważymy iż pewne wątki są urwane i nie mają wyjaśnienia, np. tożsamość pewnej innej dziewczyny. Możliwe, iż jest to celowy zabieg twórczyni, aby dać wolność interpretacji graczom. A może zwykłe przeoczenie. Tak czy inaczej w centrum społeczności można łatwo natknąć się na fanowskie teorie, które osładzają brak jednoznacznych odpowiedzi.

Oprawa graficzna visual novelki jest bardzo specyficzna. Elementy otoczenia nie są specjalnie dokładne, a postacie to w zasadzie same kontury. Animacje, stylizowane na animację retoskopową, tj. ruchy rysowane odręcznie, klatka po klatce, są również charakterystyczne. Dźwięki to głównie ambienty przygrywające w tle, nie licząc krótkiego utworu na początku opowieści oraz solówki dziewczyny, która zagra nam, jeśli dobrze poprowadzimy dialogi.

W One Night Stand grało mi się wyjątkowo przyjemnie. Rozgrywka była krótka, ale ciekawa i inspirująca. Obserwacja bohaterów i wcielenie się w jednego w takiej, a nie innej sytuacji, było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, bo przecież ilu z nas budzi się po zakrapianej imprezie w ramionach kogoś zupełnie obcego? I co ważniejsze, co z tym faktem można zrobić? Gra warta jest swojej śmiesznej ceny (10 zł. na Steamie) i polecam ją sprawdzić nawet bez wyprzedaży.




0 komentarze:

Prześlij komentarz