Recenzja | Ghost Love

Hanabi w nowym roku powraca z kolejnym darmowym tytułem, którego jakość ponownie przewyższa wiele gier płatnych. Jak oni to robią, nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że tego typu twórców brakuje, i gdy już jakiś się znajdzie, należy go wspierać z całych sił.


















Hanabi tym razem poświęciło swoją uwagę nie jednemu wątkowi, ale dwóm skrajnie różnym: świecie fantastycznym reprezentowanym przez duchy i magię oraz szaroburej rzeczywistości, w której trzeba chodzić do pracy, aby zarobić na życie. Z początku może się wydawać, że oba motywy nie bardzo się kleją, a zwykłe życie nie ma co konkurować ze światem nadprzyrodzonym, a jednak twórcom udaje się niemożliwe - oba wątki są równie interesujące i dostarczają tyle samo wrażeń.

Christina, będąc jeszcze w liceum straciła swojego najlepszego przyjaciela w wypadku samochodowym. Mimo, że od tego czasu minęło już pięć lat, dziewczyna skończyła studia i dostała swoją pierwszą pracę, bohaterka nadal rozpamiętuje ten moment i systematycznie odwiedza grób Kyle'a. Pewnego dnia, idąc drogą widzi czarną kotkę, zmierzającą prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu. Dziewczyna ratuje kocicę, która w podzięce oddaje jedno ze swoich dziewięciu żyć Kyle'owi. Chłopak wstaje z martwych jako duch i towarzyszy przyjaciółce w codziennym życiu. Sielanka jednakże nie może trwać wiecznie i Christina będzie musiała zadecydować czy chce żyć dalej przeszłością i zawalczyć o Kyle'a, czy ruszyć do przodu i nawiązać romans ze swoim przełożonym.

Bohaterka zwyczajnie znalazła się między młotem i kowadłem; z jednej strony wciąż nie pogodziła się z olbrzymią stratą, z drugiej, ostatnimi czasy poczyniła ogromne postępy w życiu prywatnym i zawodowym. I to w Ghost Love jest najwspanialsze - historia opowiedziana jest w taki sposób, że dylemat protagonistki jest rzeczywisty i przekonujący. Żadna z decyzji nie przyjdzie nam prosto, żadna nie jest również do końca satysfakcjonująca. Gra niczym życie obrazuje, że nie można mieć wszystkiego, a nasze wybory nie idą w parze z opiniami innych. Ta smutna prawda jest po części głównym motywem Ghost Love.



Ale tytuł to nie tylko smutek i żal, ale i spora dawka humoru. Twórcom zgrabnie udało się pomieszać komedię z tragedią, czego efektem jest ciekawa historia, wciągająca na każdym kroku, z momentami napięcia oraz relaksu. Może nie jest to opowieść wyjątkowo oryginalna, gdyż pojedyncze elementy pojawiały się już na ekranie lub papierze, jednak gra, jako całość prezentuje się rewelacyjnie i ma przesłanie, którego warto posłuchać.

Ciężko mi polubić Christinę równie mocno co Derryth, z siostrzanej produkcji, ale to głównie dlatego, iż Ghost Love to jednak inny typ historii. Christina jest osobą dorosłą, doświadczoną przez życie i wewnętrznie cierpiącą, trudno zatem doszukiwać się szaleństwa równego Derryth, chociaż bohaterka i to potrafi z siebie wykrzesać w odpowiednim miejscu i czasie.

Ghost Love powiela charakterystyczny dla Hanabi model dwóch panów do romansowania, i w przeciwieństwie do siostrzanych produkcji, tutaj nie wyobrażam sobie zwiększenia tej liczby nawet do trzech. Dwójka męskich bohaterów idealnie wypełnia fabułę i nawet "bramka nr 3" byłaby szkodliwa dla tej pięknej historii.

Sami panowie są niczego sobie. Kyle, zmarły tragicznie w wypadku samochodowym przyjaciel bohaterki, to lekkoduch i (dosłownie) dobra dusza. Jest trochę przygłupi i dziecinny, ale nosi w sobie masę ciepła i empatii. Vincent wcale nie jest jego przeciwieństwem; współpracownik Christyny, choć z początku wydaje się sztywny i surowy, odkryje przed nami swoją sympatyczną stronę, jeśli tylko damy mu szansę. Wybór między tą dwójką będzie coraz trudniejszy z czasem, warto więc zatem już na początku zdecydować, z którym mężczyzną zakończymy historię w pierwszej kolejności.

Mechanika gry, interfejs i strona graficzna nie wyróżniają się niczym na tle poprzednich gier studia. Zamiast typowych ścieżek mamy ciągłą historię, w której będziemy wybierać, któremu chłopakowi będziemy towarzyszyć w danej chwili. Wyborów jest ponownie sporo, zaczynając od mało ważnych dialogów, po kluczowe decyzje, wpływające na zakończenie.

Opcje gry składają się jedynie z nowej rozgrywki ("new game") i wczytania ostatniego zapisu ("continue"). Tytuł posiada automatyczny zapis, zatem wszelkie wybory poczynione podczas rozgrywki są nieodwołalne, nie jest to jednakże problemem, zważywszy na krótki czas rozgrywki (porównywalny, lub niewiele dłuższy od Love Magic). Warto w tym miejscu również podkreślić, iż tytuł jest zakończony i nie ma żadnych przesłanek, aby miał wyjść sequel.

Strona graficzna to powtórka z rozrywki - pastelowe, wielobarwne tła, muzyka oraz czarno-białe ilustracje w postaci kadrów. Wszystko to wygląda ślicznie i zachęca do grania. Jedyne czego mogłabym się przyczepić (i to na siłę) to projekty bohaterów - choć ładnie narysowani, chłopcy wyglądają pospolicie i mało oryginalnie. W grach otome uroda Vincenta (czarne gładkie włosy plus okulary) jest często powielana i wierzę, że można było zaprojektować go lepiej (a Hanabi już nie raz pokazało, że umie odpimpować chłopaków :D).


Jedyne co tak naprawdę przeszkadzało mi w grze, to niewielkie zamieszanie odnośnie tytułu gry. W zapowiedzi na facebooku widnieje nazwa Ghost (Office Love), na oficjalnych grafikach Ghost Love, sama apka natomiast nosi nazwę Love Ghost. Niby błaha sprawa, mi jednak sprawiła problem z zatytułowaniem tejże recenzji :) Ostatecznie zdecydowałam się na tytuł widniejący na grafikach. 

Ghost Love, jak i inne produkcje studia są całkowicie darmowe do ściągnięcia i grania. Za wysoką jakością, o dziwo, nie kryją się żadne mikropłatności czy przymus klikania w reklamy (te pojawiają się jedynie co jakiś czas i z marszu można je zamknąć).

Nie ma co, więc czekać, trzeba grać :)



* * *



Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Hanabi Media
Data wydania: 24 styczeń 2016
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 2
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play

2 komentarze:

  1. BOLI mnie to że jestem jedynym "obserwatorem" (HA! PIERWSZYM!) na tym świetnym blogu, chociaż preferuje normalne VNki niż gry OTOME (no bo tutaj są faceci, duh!) to dzięki przyjemnie podanemu tekstowi, dobrze dobranemu wyglądowi strony jak i ciekawej niszowej tematyce lubię tutaj zaglądać.

    Dziekuje za twoja prace w propagowaniu w Polsce gier VN/Otome, powodzenia i dużej ilości sukcesów.
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń