Recenzja VN | World End Economica ep. 1 [Steam]


Ekonomia, podobnie jak polityka nie należy do ciekawszych zagadnień, co dopiero w grach. No chyba, że za ten temat weźmie się niezrównany mistrz powieści z finansami w roli głównej - Isuna Hasekura, autor genialnej light noveli Spice & Wolf.


Siedemnaście lat po kolonizacji Księżyca jego największe miasto, Lunar City, prosperuje i ściąga z Ziemi masę inwestorów. Hal, nastolatek z żyłką do interesu, całe dnie spędza w kafejce internetowej, inwestując na giełdzie. Chłopak, pomnażając dobytek dąży do spełnienia swojego największego marzenia - zdobycia fortuny, aby móc postawić stopę na nieodkrytej przez człowieka ziemi. To jednak nie będzie proste, choćby dlatego, że Hal cały czas musi się ukrywać przed policją. Podczas jednej z akcji bohater zmuszony jest do ucieczki i schronienia się w przypadkowej restauracji. Gdy i tam napotyka oficerów, zostaje niespodziewanie uratowany przez Lisę. Starsza dziewczyna oferuje gościnę w prowadzonym przez siebie przytułku mieszczącym się w opuszczonym kościele. Chłopak przybywa do ośrodka i poznaje tamtejszą mieszkankę Haganę, która wkrótce okazuje się być geniuszem matematycznym. Widząc olbrzymi dług ciążący nad przytułkiem, Hal postanawia połączyć z Haganą siły i wygrać konkurs na najlepszego inwestora giełdowego, by uratować swój nowy dom.


Jak nie trudno się domyślić, całość historii skupia się na nastolatkach inwestujących na giełdzie i finansowych problemach osób dorosłych. Pomysł sam w sobie genialny, jednak potencjał został przyćmiony przez nieprzyjazne dla giełdowego laika wykonanie. Gra jak tylko może próbuje wytłumaczyć niuanse związane z finansami, jednak robi to w sposób pokrętny - zamiast jasno zdefiniować skąd się bierze pieniądz i jak na siebie zarabia, dostajemy masę liczb i procentów, ukazujących zarobek lub stratę. Dzięki temu cały giełdowy żargon zdaje się być ledwie bełkotem, z którego dobrze jak zrozumiemy choćby połowę. 

Kolejnym problemem produkcji jest jej tempo. Opowieść jest naprawdę ciekawa i emocjonująca, tylko że niebywale rozwleczona. Ciekawsze wątki przeplatają się z pieczeniem ciastek, zrywaniem kwiatów i innymi pierdołami, które nikogo nie interesują. Oczywiście ukazanie codziennych czynności miało swój cel, w tym przypadku nakreślenie relacji między postaciami, jednak można to było zrobić ciekawej, i, przede wszystkim, krócej. Nużą również zapętlające się myśli protagonisty, który nie potrafi rozbić problemu na czynniki tylko kręci się wiecznie wokół jednej kwestii. Warto również wspomnieć, iż sam prolog trwa kilka godzin; widząc po raz pierwszy opening, wzięłam go za ending. Dłużyzny te są nieznośne i spokojnie można było je wyciąć (chociaż wtedy gra byłaby krótsza o połowę).

Tytuł stoi na bohaterach i to widać od początku. Na pierwszym planie znajduje się Hal ze swoimi ambicjami, a zaraz za nim Lisa i Hagana. Protagonista jest postacią pełną wad - jest opryskliwy, gwałtowny i nie widzi dalej niż czubek swojego nosa, a jednak wszystko to sprawia, iż jest interesujący i w pewnym sensie łatwo się z nim utożsamić. Hal zmienia się z biegiem historii , ale cieszy, że do końca zachowuje ludzką, a zaraz nieludzką stronę (nie będę wchodzić w szczegóły). Jedyne, co zasługuje na krytykę w postaci to niemal mizoginistyczne podejście względem kobiet. O ile na początku, względem Lisy jest jedynie uszczypliwy, tak Haganę najchętniej zbiłby (na szczęście tylko w myślach) na kwaśne jabłko.


Lisa jest najsympatyczniejszą postacią w całej grze. To wręcz anioł chodzący wśród śmiertelników. Dziewczyna jest pełna ciepła, zrozumienia i pogody ducha, zawsze szukająca dobra w innych ludziach. W grze jest symbolem nadziei, ale i przebaczenia, jako że nawet druzgocąca porażka i utrata wszystkiego nie potrafi zetrzeć uśmiechu z jej twarzy.

Z Haganą sprawa jest zupełnie inna. Towarzyszka protagonisty jest postacią pełną sprzecznych emocji, którą rządzi wewnętrzny chaos i oderwanie od rzeczywistości. Bycie matematycznym geniuszem ma swoją cenę i dziewczyna patrzy na świat przez pryzmat logiki, odrzucając przy tym wszystko, co nie jest poprawnym wynikiem równania. Hagana jest najciekawszą postacią w grze i miło patrzeć jak zarówno nasz i protagonisty, stosunek do tej osoby ociepla się wraz z postępem gry.


Postaci poboczne są równie ciekawe, w szczególności Barton, biznesmen, milioner i gruba ryba w jednej z czołowych korporacji. Najgorzej wypada Chris, młoda dziewczyna o nieśmiałej naturze, która nie gra większej roli w grze.

WEE to visual novel o modelu "kinetycznym" (kinetic novel), co oznacza, że w produkcji nie doświadczymy żadnej interakcji z naszej strony. Gra nie posiada żadnych wyborów, żadnych statystyk do osiągnięcia, ani żadnych dodatkowych mechanik. Naszym jedynym zadaniem jest czytanie opowieści jak idzie, niczym tradycyjną książkę.

Teł oraz ilustracji w grze jest sporo. Najpiękniejsze są zdecydowanie te przedstawiające widoki i niebo, na którym rozciąga się widok Ziemi. Utworów muzycznych jest równie dużo i wszystkie wpadają w ucho, szkoda jedynie, że są wyraźnie zapętlone.

Po ukończeniu całej historii dostajemy dostęp do galerii z ilustracjami oraz soundtrackiem. Oprócz tego nie znajdziemy innych dodatków.

W komentarzach na Steamie przewija się krytyka tłumaczenia, ja jednak nie do końca się z nią zgadzam. Tekst jest wolny od błędów i dziwnych struktur zdania, tylko co z tego, skoro wszelkie aspekty giełdowe są niezrozumiałe dla gracza. Możliwe, że dokładniejsze wyjaśnienia zaginęły podczas tłumaczenia, ale tego już się nigdy nie dowiemy.


Czy mogę śmiało polecić ten tytuł? Niestety, nie. Fabuła osadzona w świecie finansów nie jest dla każdego i laik niewiele z niej wyniesie. Po drodze można się również zanudzić przewlekłymi myślami bohatera i codziennością niektórych wątków. Gra ma olbrzymi potencjał i gdyby tylko trochę uprościć motyw główny i ukrócić zapychacze, byłaby godną polecenia produkcją. W obecnej formie WEE jest grą jedynie dla wytrwałych.

Komentarze