Najnowsze nabytki #2 + sprawy organizacyjne


Tak jak przewidywałam, zaraz po świętach przybyła do mnie skromna paczuszka z Japonii. Tym razem trochę biednie, ale trzeba oszczędzać na angielskie premiery tuż za rogiem :D


Niestety, przybycie dzisiejszej paczki oznacza, że zebrałam już wszystkie japońskie tytuły, które otrzymały oficjalne tłumaczenia na język angielski :/ Trzymam mocno kciuki, że NTT Solmare zdecyduje się podpiąć kolejne tytuły od Otomate do swojej serii Shall we date, aczkolwiek ostatnio wydali dwie autorskie gry, także jeszcze długo sobie poczekam D:

Dzisiaj w moje łapki trafiła limitowana edycja gry Nise no Chigiri, jednego ze starszych tytułów Otomate (wydana w 2010). Fabuła przypomina historię znaną z klasycznej mangi Fushigi Yuugi - z pozoru przeciętna i niewyróżniająca się uczennica przypadkiem cofa się w czasie o 500 lat, do ery Sengoku. Tam poznaje przystojnych ninja, z którymi przeżywa najróżniejsze przygody :)

Nise no Chigiri zostało wydane oryginalnie na PSP, a pół roku temu NTT Solmare wydał i zlokalizował produkcję na sprzęt mobilny pod tytułem Eternal Vows.

Oto, co zawiera edycja limitowana :D
  1. kolekcjonerskie pudełko
  2. standardowa edycja gry
  3. drama CD
  4. mini artbook w twardej oprawie (92 str.)












Z fizycznej zawartości zdecydowanie najlepiej prezentuje się mini artbook. Połowę objętości zajmują kolorowe wizerunki wszystkich bohaterów oraz grafiki, drugą natomiast szkice w odcieniach szarości. Cieszy mnie niezmiernie twarda oprawa, która jest rzadko spotykana w tego typu edycjach :(

Tytuł oczywiście otrzyma recenzję na blogu, ale ponieważ jest teraz ostatni w kolejce do ogrania, ta nie ukaże się prędko :( Do tego jeszcze te wszystkie angielskie tytuły... Przede mną pracowite następne pół roku :D






  •  Można już zamawiać limitowaną wersję Hakuoki: Kyoto Winds pod tym linkiem. Jeszcze do wczoraj miałam zamiar zakupić edycję, jednak cena zmusiła mnie do rezygnacji :/ Ok. 375 zł (sama wysyłka ok. 60 zł) to jeszcze znośna cena, jednakże na przestrzeni dwóch miesięcy wychodzą aż cztery gry otome (Nightshade, The Charming Empire, Period: Cube i Hakuoki) i postanowiłam tym razem "iść w ilość", niżeli skupiać się na "jakości". Oczywiście jest mi żal rezygnować z tak ciekawej edycji, ale, jak się mówi, "coś za coś".

  •  W kwestii innych tytułów: zakupiłam już Nightshade po promocyjnej cenie, a w weekend zamawiam Period: Cube oraz standardową wersję Hakuoki: Kyoto Winds. Obie te gry znalazłam po bardzo uczciwych cenach (ok. 160 i 180 zł z wliczonymi wysyłkami). Nie podaję linku do sklepu, gdyż będą to moje pierwsze zakupy w owym miejscu, i nie wiem czy jest ono godne polecenia. Postaram się również jak najszybciej nabyć The Charming Empire - promocja trwa tylko do 25 kwietnia.

  • Jeszcze przez co najmniej tydzień będzie posucha na blogu, ale już od maja ruszam z kopyta! :D Jednym z pierwszych tekstów będzie recenzja Dangerous Relationship, która mnie tak wciągnęła, że przeszłam jedną ścieżkę i nie włączyłam gry przez miesiąc. Następnie, będą zaległe gry na androida, a potem zobaczymy :)




Kwietniowy ogrom nowości | Paczka od Ranalcusa + moje zamówienia


Miałam niebywałą przyjemność odebrać dzisiaj na poczcie specjalną paczkę - miły podarunek od Ranalcusa, któremu już w tym miejscu chciałabym gorąco podziękować :) Wielkie dzięki!


A teraz, bez zbędnego gadania, oto, co znalazło się w paczce :D


 * * *Cudeńka od Rana * * *

Wraz z nadejściem paczki wyszła na wierzch moja nieznajomość tytułów, które nie opuściły granic Japonii. Niestety, cała piątka, która znalazła się w paczce jest dla mnie wielką niewiadomą. Po krótkim "researchu" udało mi się jednak nadrobić zaległości :) Ku mojemu zdziwieniu wszystkie gry zapowiadają się naprawdę ciekawie :D Problemem jest tylko brak fanowskich tłumaczeń T__T (muszę się zadowolić streszczeniami D:)

  • Vitamin X to Z - spin-off serii Vitamin, która opowiada o młodej nauczycielce przydzielonej do niesławnej "klasy X" w prestiżowej prywatnej szkole. Główna bohaterka może zbliżyć się do jednego z niesfornych uczniów lub kolegi po fachu. Co ciekawe, w trakcie rozgrywki przyjdzie nam sprawdzać testy naszych podopiecznych :) Spin-off zabiera nas na ferie zimowe do kurortu poza miastem.

  •  Vitamin Z: Revolution - sequel do pierwszej części, Vitamin X. Fabuła przenosi nas pięć lat w przyszłość, gdy główna bohaterka zostaje nauczycielem problematycznej "klasy Z".

  •  La corda d'oro (Złota struna, ach ta znajomość włoskiego dzięki lektoratowi :D) - opowieść o dziewczynie uczęszczającej do szkoły muzycznej, która pewnego dnia otrzymuje zaklęte skrzypce. Bohaterka dzięki magicznemu instrumentowi ma szansę wziąć udział w szkolnym konkursie i zbliżyć się do pozostałych (męskich) muzyków. Brzmi świetnie, na dodatek na podstawie gry powstało anime.

  • Harukanaru Toki no Naka de 2 - sequel do części pierwszej o tym samym tytule. Do fantastycznego świata zostaje przyzwana bohaterka, której celem jest zapobiec wojnie domowej. Gra może nie wyróżnia się fabułą, za to grafika w klasycznym stylu zdecydowanie przyciąga oko. Tytuł również posiada adaptację anime.

Prócz czterech gier w wersji regularnej (standardowej) Ran przysłał mi jedną limitkę :D Na pierwszy rzut oka może nie wygląda imponująco, jednakże wnętrze totalnie zwaliło mnie z nóg :O

  • La corda d'oro 3 - historia podobna, co w części pierwszej, jednak z nową bohaterką i chłopakami :D




Edycja "premium" La corda d'oro 3 zawiera:
  1. grę w wersji standardowej
  2. soundtrack
  3. artbook w twardej oprawie (72 strony, w tym trochę kolorowych)







Oprócz samych gier otrzymałam również cztery CD dramy i OSTy do takich tytułów jak:
  1.  Sweet✩Fuse - jedną z moich ulubionych otome, której recenzję znajdziecie tutaj.
  2.  Gekka Ryouran Romance - nie znam, ale skoro to gra od Otomate, na pewno by mi się spodobała :)
  3. Unit Drama CD bodajże z gry Uta no Prince-sama. Słyszałam, ale nie znam :(
  4. oraz Little Anchor, również mi nieznany :(


 Na koniec drobne gadżety:
  1. wypaśna (bo trochę dziwna xD) smyczka z serii Vitamin
  2. dwie przypinki również z "Witaminki" :)


Jeszcze raz dziękuję ci, Ran, za masę gadżetów oraz za pomoc w sprowadzeniu cudów poniżej :D


 * * *Moje zamówienia * * * 

Teraz to, co kolekcjonerzy lubią najbardziej - wersje limitowane (pseudo kolekcjonerskie) :D Uwielbiam edycje dla "burżujów" i zamierzam zgromadzić jak najwięcej moich ulubionych tytułów w tejże wersji. Na dobry początek, cztery tytuły :D



  1. Toki no Kizuna ~Sekigahara Kitan~ - ponownie, jedna z moich ulubionych gier. Moją recenzję znajdziecie tutaj.
  2. Toki no Kizuna ~Hanamusubi Tsuzuri~ - sequel do powyższej :)
  3. Hakuouki: Reimeiroku - prequel do pierwszej części Hakuoki. Posiada adaptację anime.
  4. Reine des Fleurs - najpiękniejsza gra od Otomate. Kupiłam, bo posiada fanowskie tłumaczenie :)


Zawartość powyższych edycji:


Toki no Kizuna ~Sekigahara Kitan~ [PSP]

 

  1. kolekcjonerskie pudełko
  2. standardowa edycja gry
  3. OST
  4. booklet/mini artbook z mapką








Toki no Kizuna ~Hanamusubu Tsuzuri~ [PSP]

 

  1. kolekcjonerskie pudełko
  2. standardowa edycja gry
  3. OST
  4. booklet/mini artbook (biedniejszy niż w pierwszej części :/)



Hakuouki: Reimeiroku [PSP]

 

  1. kolekcjonerskie pudełko
  2. standardowa edycja gry
  3. OST
  4. zestaw naklejek (tylko jedna z Kazamą! WTF >__<)



Reine des Fleurs [PSV]

 

  1. kolekcjonerskie pudełko
  2. standardowa edycja gry
  3. OST
  4. booklet/mini artbook






Niestety to już wszystko :( Nie spodziewam się prędko kolejnego większego "unboxingu", ale po świętach powinna dotrzeć jeszcze jedna limitka :) Tym razem Nise no Chigiri.


Recenzja | Princess of the Moon (Rudy)


Doświadczyłam gier złych, niedopracowanych, głupich i nudnych, ale nigdy bym nie przypuszczała, że jakikolwiek tytuł może mnie obrazić. Princess of the Moon ta, z pozoru niemożliwa, sztuka się udała.


Przepraszam, że zacznę od końca, ale zanim przejdę do meritum, muszę dać upust moim emocjom. Ścieżka Rudiego w Princess of the Moon to, k####, dramat. Ona nawet nie jest zła, ona jest szkodliwa. Narzekaliście kiedykolwiek na główną bohaterkę? Wkurzały was protagonistki od Dogenzaka Lab? To was zaskoczę. Princess of the Moon wprowadza zupełnie nowy poziom zażenowania.

Pierwszy raz na usta ciśnie mi się tyle słów na raz, głównie przekleństw, które idealnie oddają ducha gry, ale postaram się uporządkować myśli. O czym w ogóle jest to g... ta gra?

Kazuko przyjeżdża do jakiegoś bogatego państwa na staż czy do pracy, nie pamiętam właściwie po co, ale to w zasadzie najmniej ważna kwestia. Po nocy w hotelu okazuje się, że w mieście trwa jakieś święto i samochody są wyłączone z ruchu. Dziewczyna zastanawia się jak dotrze do nowego miejsca pracy, gdy do hotelu wpada grupka bogato wystrojonych mężczyzn. Okazuje się, że wszyscy są książętami z okolicznych państw a ich przyjazd ma związek ze świętem. Mężczyźni proponują dziewczynie podwózkę, ale ta odmawia i wybiega z budynku. Kazuko nieokreślony czas szwenda się po ulicach, aż ulewa zmusza ją do ukrycia się w jednym z budynków. Wchodząc do środka, dziewczyna ponownie spotyka książęta, którzy z miejsca tytułują ją "księżniczką księżyca" (serio, tak było). Mężczyźni wyjaśniają jej, że wedle tradycji, jeśli dziewczyna wejdzie akurat tego dnia do tego akurat budynku zostaje "księżniczką księżyca" i ma poślubić księcia, którego uzna za najlepszego kandydata na króla.

Okej, na tym etapie pewnie zastanawiają was dwie rzeczy. Pierwsza: po co książęta przyszli do hotelu, w którym nocowała bohaterka? W końcu nie był to pięciogwiazdkowy przybytek, więc nocleg odpada. Druga: co jest złego w tej historii? Już spieszę z wyjaśnieniami. "Księżniczka księżyca" musi wybrać jednego spośród książąt na króla, zamieszkać z nim na trzy miesiące, po czym poślubić, tyle że żadnego z książąt nie zna. Z jednym czy z drugim zamienia słowo w hotelu, a potem spotykają się dopiero podczas wyboru. Co zatem robi bohaterka w takim wypadku? Oczywiście wybiera tego, który wydaje jej się fajny. Tym sposobem Kazuko wiąże się z jednym z mężczyzn i udaje się z nim do jego rezydencji. Większość z was pewnie nadal nie rozumie, co jest nie tak z tą historią? Właśnie przechodzę do najlepszej części. To, że bohaterka wybrała któregoś z mężczyzn nie ma absolutnie znaczenia, gdyż każdy z pozostałych kandydatów może ją legalnie porwać i przymusić do zmiany decyzji. Jaki sens ma zatem ten cały obrządek? No właśnie...

Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale fabuła Princess of the Moon (przynajmniej w ścieżce Rudiego) koncentruje się głównie na stosunkach intymnych bohaterki z jej wybrankiem. Zbliżenia są zresztą w zabawny sposób usprawiedliwione tym, że wedle tradycji "księżniczka księżyca" co miesiąc, podczas pełni musi uprawiać seks z księciem (kto to, k####, wymyślił?). Po co? Co się stanie, gdy do stosunku nie dojdzie? Czy gwałt też się liczy? Te pytania oczywiście pozostają bez odpowiedzi.

No, po prostu ideał mężczyzny.
Co do gwałtu... Bez owijania w bawełnę, pierwsze akty seksualne na bohaterce są absolutnie pozbawione jej zgody. Wygląda to tak, że nastaje noc, przychodzi bohater i robi z nią co chce. Paradoksalnie, to jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że u protagonistki po tym pierwszym razie pojawia się zespół maltretowanej żony! Yay! Co z tego, że facet ją wziął siłą? Co z tego, że ją nadal molestuje? Co z tego, że jest osobą chorą psychicznie? Ona i tak się w nim zakochuje i z czasem zaczyna go rozgrzeszać! No, ja, k####, nie mogę!

Ale już dość tej rozciągłej analizy. Na dzień dzisiejszy do wyboru mamy trzech bohaterów (gdy ja rozpoczynałam rozgrywkę było ich tylko dwóch): Alph, Rudy i Sera (który znalazł się w grze niedawno).  Mając do wyboru sadystę oraz osobę psychicznie chorą, wybrałam tego drugiego i tym sposobem rozpoczęłam historię Rudiego (czego do dziś żałuję).

Od razu uprzedzam - cały wywiad o Rudim jest pełen spoilerów. Nie będę się pieścić, skoro i tak nie polecam wam grania w tę ścieżkę.

Jeśli graliście w The Amazing Shinsengumi a konkretnie w historię Heisuke, już wiecie czego się spodziewać. Rudy jest dzieckiem w ciele dorosłego, a w zasadzie głupim i rozpieszczonym dzieckiem w ciele dorosłego. Facet nie ma absolutnie żadnych zahamowań, jeśli chodzi o kontakty fizyczne z bohaterką, czego najlepszym przykładem jest scena balu na statku, w której koleś dobiera się dziewczynie do majtek na oczach tłumu (dosłownie podnosi jej suknię i wędruje palcami po okolicach bikini). Brak mu empatii i poszanowania dla drugiego człowieka, bo cały świat oczywiście kręci się tylko wokół niego.

Gdzieś na początku historii dowiadujemy się, iż Rudy ma swój prywatny harem w innej posiadłości. Jak na tę wieść reaguje Kazuko? No, jest jej smutno. I tyle. Mając do wyboru rzeszę innych kandydatów trzyma się Rudiego jak rzep psiego ogona, chociaż absolutnie nie jest z nim szczęśliwa. Co ciekawe, wszystkie inne kobiety wprost przepadają za kolesiem - gdy Kazuko przyjeżdża do rezydencji chłopaka, księcia atakuje zazdrosny facet, którego narzeczona dołączyła do haremu Rudiego. Już sama nie wiem, czy to jest bardziej komiczne czy głupie?

Jak się okazuje w dalszej historii, Rudy jednak nie jest aż takim lekkoduchem, jakiego zgrywa. Rudy ma również kompleksy. Pierwszym jest.. dawna przegrana z Alphem w pojedynku na miecze... która widać tak dogłębnie nim wstrząsnęła, że koleś do dzisiaj się nie pozbierał. Wow. Drugim jest... strach przed spaniem samemu... Rudy tłumaczy, że gdy w łóżku nie towarzyszy mu kobieta, śnią mu się koszmary. Po to zresztą utworzył swój harem, aby sypiać z kobietami - dosłownie, bez podtekstów seksualnych.

Warto również wspomnieć w jaki "cudowny" sposób bohaterka przekonała się do Rudiego. Otóż po tych wszystkich "upojnych" nocach i publicznym obmacywaniu, Kazuko odkrywa, że chłopak szyje pluszaki swoim siostrom. Widząc to, bohaterka stwierdza, że Rudy to jednak spoko gość. Pozostawiam to bez komentarza.

Swoją drogą, Rudy nie raz udowodnił, że absolutnie nie nadaje się na króla. Szasta hajsem na prawo i lewo; w końcowej scenie wysypuje wór klejnotów do strumienia (bo taką miał zachciankę), zamiast przeznaczyć je na coś pożytecznego (co sama bohaterka mu wypomina). Facet wydaje się w ogóle nie interesować swoim krajem, skupia się za to wyłącznie na sobie i intymnych częściach ciała bohaterki.

A jak wypada sama bohaterka? Tu jest właśnie pies pogrzebany. Protagonistka została przedstawiona w obraźliwy, seksistowski sposób jako lalka do zabaw łóżkowych. Kazuko absolutnie nie ma własnego charakteru i za grosz asertywności. Nie potrafi się przeciwstawić atakom ze strony Rudiego ani nawet się na gościa obrazić za to, co jej robi. Jest uległa wobec jego wszelkich zachcianek i nie widzi w nich nic złego! Wygląda to tak jakby dla bohaterki gwałt i molestowanie były na porządku dziennym - widocznie dla niej to normalne, że mężczyzna siłą rości sobie prawo do jej ciała. Brawo, Abracadabro! Brawo, za to, czego uczycie młode kobiety! Oby tak dalej!!

P.S. Daleko mi do bycia feministką.
P.S.2. Rozumiem, że niektórym podobają się historie, w których facet jest zarówno kochankiem, jak i katem. Nie mi to oceniać, ale gra jest przeznaczona dla ludzi od 16 roku życia, także czy tego typu treści są odpowiednie dla nastolatków? Nie sądzę...

W innej recenzji spotkałam się z opinią, iż w grze doświadczymy konspiracji i intryg ze strony pozostałych książąt. No... nie. Bynajmniej nie w historii Rudiego. Tutaj jedyną "intrygą" jest próba uprowadzenia bohaterki, by ją zmusić do zmiany wybranka. Cała reszta historii to dnie spędzone z Rudim, noce spędzone z Rudim, spacery z Rudim i inne tego typu pierdoły.

Graficznie Princess of the Moon nie różni się zbytnio od poprzedniej gry studia, Lust in Terror Manor. Tutaj na pewno lepiej wypadają tła - jest ich znacznie więcej i widać ktoś nad nimi przysiadł. Powracają za to problemy z tekstem. Ten lubi się "wylewać" przy dłuższych zdaniach i ponownie poskąpiono na edytora, który by się tym zajął. Błędów ortograficznych i składniowych jest sporo, ale do tego już chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić.

* * *

Mechanika gry

O mechanice gry, wspólnej dla wszystkich tytułów Abracadabry, rozpisywałam się już przy okazji recenzji Lust in Terror Manor.

* * *

Na koniec chciałabym przeprosić za pogardliwy ton recenzji i masę jadu skierowanego w stronę Princess of the Moon. Proszę mi wierzyć, naprawdę starałam się podejść do tego łagodnie, z dystansem, ale kiedy tylko postawiłam pierwsze litery, powróciły wszystkie emocje towarzyszące mi podczas rozgrywki.

Chciałabym również podkreślić, iż ścieżka Rudiego jest tylko jedną z trzech (na chwilę obecną) dostępnych i pozostałe dwie mogą reprezentować inny poziom. Aktualnie rozgrywam historię Sery i ta wypada o niebo lepiej. Po ukończeniu na pewno pokuszę się o jej recenzję, by zabić niesmak wywołany powyżej opisywaną historią.

 

* * *



Szczegóły wydania:
Deweloper/wydawca: Abracadabra Inc.
Data wydania: 9 stycznia 2017 (?)
Gatunek: otome / visual novel
Platforma: Android
Łączna liczba ścieżek: 3 + (dalsze powstają)
Voice acting: brak
Animacje postaci: brak

Do kupienia na:
Wersja cyfrowa: Google Play